Choć dysleksja mnie gnębi od maleńkości a na karku już pojawiła się 30tka postanowiłam pisać bloga.

Inspiracja? cóż tu dużo ukrywać, film. Jaki? Julie&Julia. Rewelacyjny, pełen pasji oczywiście do gotowania.

Czy mój blog będzie kulinarnym? Hmmm... Chce się z Wami podzielić moimi doświadczeniami kuchennymi dnia codziennego a także przepisami jakie powstają w mojej głowie, tymi autorskimi oraz inspirowanymi innymi przepisami, okraszonymi zdjęciami lepszej lub gorszej jakości jako, że fotografikiem to ja raczej nie jestem.
A kim jestem o tym przekonacie się czytając mojego bloga :)


sobota, 31 grudnia 2011

Wizyty i Życzenia

31 grudnia już zawsze będzie dla mnie dniem trudnym, bolesnym i pełnym żalu. Równo 4 lata temu po okropnej chorobie zmarła moja mama. Dziś jednak nie pojechałam na cmentarz. Nie lubię tego miejsca i jest nie potrzebne bym o Niej pamiętała, mi nie potrzebne bo pamiętam każdego dnia a dzisiaj byłam w szpitalu u umierającego ojca.
Zataczam koło. Trudny to był wybór i trudne to były odwiedziny. Słuchałam żalów, ubolewania (nad czym pewnie napisze innym razem), próbowałam zapanować nad brykająca Córcią i kopiącym Olafem, rozmawiałam z ojcem jak już dawno nie ale wróciłam zmęczona psychicznie i fizycznie, i zdecydowanie nie skora do Sylwestrowych szaleństw.

To będzie "niewyjątkowy" wieczór. Bez specjalnych zabiegów kosmetycznych, bez zabaw, chyba że w Małpki lub Zagadki Smoka Obiboka, pewnie przed tvizorem, tylko we troje, pierwszy taki odkąd jesteśmy z Małżonem razem. Szczególne będzie tylko menu, z sałatką, świnkami w kocykach i łakociami, które zrobiłam wczoraj.

Teraz jednak chcę Życzyć Wam Wszystkiego co Najlepsze w Nadchodzącym 2012 Roku. 
By był pełen radości i spełniających się marzeń, tych małych i dużych,
By towarzyszył Wam uśmiech i dopisywało zdrowie,
By słońce świeciło nie tylko na niebie.
Po prostu Szczęścia Życzę wszystkim Wam i Waszym bliskim.

A jutro zapraszam na wyjątkowe Ciasto Orzechowe Gordona Ramsaya i ocukrzone Maślane i Kruche Ciasteczka.
NO I ... UDANEJ ZABAWY  !!!


ps. powyższe zdjęcie zapożyczone z internetu

piątek, 30 grudnia 2011

Na 1000%

...będziemy mieć synka :) wczoraj byłam na usg i choć nadal mam bóle i nie czuję się zawsze wyśmienicie to wyniki mam dobre. Także wczoraj odebraliśmy Córcię od babci. Kiedy dowiedziała się, że na pewno będzie miała braciszka była radość niesamowita!!! cieszy mnie jej entuzjazm.
A dzisiaj z samego rana dostałam porcję zdjęć z ciężarówkowej sesji w jakiej uczestniczyłam kilka tygodni temu. To moje jak na razie ukochane...


czwartek, 29 grudnia 2011

Moje pierwsze smaki Toskanii. Pici Alla'Aglione i Niespodzianki!!!

Mikołaj był szczodry w książki o tematyce kulinarnej. Wczorajszego wieczoru postanowiłam wypróbować pierwszy z przepisów jaki mi przypadł do gustu gdy przeglądałam "Smaki Toskanii" Aleksandry Seghi.
Pomyślałam sobie ot proste i szybkie danie, nie wzięłam jednak pod uwagę, iż makaronowe pasma robi się długo, a potem należy je jeszcze ugotować. Na szczęście danie to w pełni wynagrodziło przygotowania choć nie polecam go tym, którzy chcą ugotować coś na szybko o 21ej wieczorem :)

A środa obfitowała w zaskoczenia. Pierwszą, z samego rana, była informacja o wygraniu foremkowej gwiazdki na blogu Ilki
Drugą awizo w skrzynce i mail od Poczwarki... szczegóły tej ostatniej niespodziewanki znajdziecie TUTAJ
Byliśmy też z Małżonem na zakupach. Zapowiada się więc smakowity tydzień a teraz zapraszam na Pici.


makaron:
400 g mąki pszennej typ 650
ok. 200 ml letniej wody
szczypta soli

sos:
3 małe żabki czosnku (u mnie dwa)
4 łyżki oliwy
6 dużych pomidorów (u mnie 8 sztuk pomidorów z puszki)
2 małe ( u mnie jedna ) papryczki peperocino

Pomidory świeże wrzucamy do wrzątku i gotujemy ok 5 minut. Odcedzamy, obieramy i miksujemy na pastę, wraz ze szczyptą soli. Pomidory z puszki po prostu miksujemy.
Papryczkę i czosnek drobniutko siekamy i podsmażamy na rozgrzanej oliwie. Wlewamy pastę pomidorowa i dusimy ok 5 minut.
Z mąki soli i wody zagniatamy gładkie ciasto, zajmuje to ok 10 minut. W dużym rondlu zagotowujemy wodę, solimy. Z ciasta formujemy dłońmi długie, cieniutkie wałeczki o średnicy ok. 1/2 cm.
Gdy woda się zagotuje wrzucamy partiami makaron i gotujemy od wypłynięcia ok 1-2 minut, próbujemy czy jest miękki. Odcedzony makaron wrzucamy do sosu. Mieszamy i podajemy na podgrzanych talerzach posypany parmezanem.

Bezsennie

2.51...
Dwie godziny snu plus półtorej godziny przekładania się z boku na bok i na wznak równa się nieśpiąca Wiewióra reagująca na każde chrapnięcie Małżona i szemranie kota...
Czy można być wyspanym po dwóch godzinach snu??? wątpię a jednak zasnąć nie umiem męczona harcowaniem jegomościa w brzuchu a co za tym idzie zgagą i pieczeniem... i Stefan dobija szalejąc po mieszkaniu i po raz enty grzebiąc w kuwecie.
A może spróbuje znowu się położyć skoro pomarańczowa lampka od baterii w lapku miga???

środa, 28 grudnia 2011

W dworcowej poczekalni...


... czy coś się zmieniło??? i jak tu nie zatęsknić? za wożeniem tyłka samochodem jakoś mi nie tęskno...
Dzisiaj mam wolne... nie robię nic... wyjadam resztki i snuje się...

wtorek, 27 grudnia 2011

Chleb świąteczny i poświąteczne wrażenia

To był wyjątkowy czas!!! zupełnie inny niż dotychczas... Dopadła nas magia rodzinnych, ciepłych Świąt, czegoś tak mi potrzebnego. Nasza pierwsza Gwiazdka tylko we troje. Prawie bez stresu (w wyniku niedogadania z Małżonem na stole wigilijnym zabrakło kapusty tzn. nie pojawiła się w ogóle... co na chwilę wprowadziło nerwa ale tylko na sekund kilka), bez pośpiechu, bez jeżdżenia i odbębniania... Wigilia u nas, w pierwszy Dzień Świąt obiad u teściów a wczoraj wizyta mego brata w naszym domku i leniwe piżamowe przedpołudnie. Dzidziuś też nie dal o sobie zapomnieć, cały czas pokazywał swoją obecność a w  niedzielę tak dokazywał, że zwijałam się chwilami z bólu trzewi.

I magiczny był chleb. Jeden z najlepszych jakie jadłam a przede wszystkim piekłam, Pszenno żytni z żurawiną... Produkowałam go dwukrotnie, modyfikując trochę przepis, w Wigilie i wczoraj bo żeśmy się w nim zakochali.

30 g świeżych drożdży
250 g żytniego zakwasu dokarmionego 12h wcześniej
250 g  białej mąki pszennej 
250 g mąki żytniej typ 720
400 ml ciepłej wody
20 g oleju
20 g soli

Zakwas i wodę wlewamy do miski, dodajemy drożdże, odstawiamy na 10 minut.
Do miski dodajemy mąkę, olej, żurawinę, zakwas z wodą i drożdżami oraz sól. Wszystko dokładnie mieszamy. Odstawiamy do wyrastania na ok. 1,5 h.
Następnie przekładamy do wysmarowanych olejem keksówek o wym. 25x7 cm i ponownie odstawiamy do rośnięcia na ok.1 h.
Piekarnik nagrzewamy do 250 st.C, wstawiamy chleby. Obniżamy temp. do 200 st.Ci i pieczemy je ok. 40 minut.
Upieczone chleby spryskujemy wodą, po pukane od spodu powinny wydać głuchy odgłos.
Studzimy je do całkowitego wystygnięcia na kratce.



I magiczny był moment rozpakowywania prezentów. Patrzenie jak Córcia obiera paczuszki z papieru a potem ta radość i okrzyki "o tym zawsze marzyłam!!!", a upominki były przecież dość prozaiczne: globus, dino klocki i małe pianinko (o zgrozzzo co za dźwięki!!!), czy książeczka o Martynce i gra w zagadki Smoka Obiboka u dziadków, czy wczorajszy Chińczyk i Małpki od mego brata. Mamy więc gier w bród i gramy całą rodziną kontemplując bycie razem. Cudowny czas!!!

Potrawy wszystkim smakowały, ciasta się udały i częściowo powędrowały do teściów i mego ojca, a Mikołaj zwany inaczej Gwiazdorem mnie także docenił tym razem jako miłośniczkę dobrej herbaty, czekolady i książek kucharskich. Na zdjęciu widać moje łupy. Dwie spośród tych rzeczy to książki jakie dotarły do mnie w ramach wymianki z Kasią. Byłyśmy dla siebie Mikołajami książkowymi a paczuszki otworzyłyśmy w ramach prezentów pod choinkowych. Od Kasi dostałam książki: o wspaniałych deserach, po angielsku, więc mam dodatkowe wyzwanie, oraz o Scrapbookingu. Dziękuję Ci bardzo!


sobota, 24 grudnia 2011

piątek, 23 grudnia 2011

Warstwowa Śledziowa i Strucla Makowa

I wczoraj, i dzisiaj działałam w kuchni. Tym razem zdecydowanie świątecznie. Po sprzątnięciu łazienki zabrałam się za robienie sałatki śledziowej. Przezornie wieczorowa porą ugotowałam ziemniaki i buraki a także jaja, które niestety zostały pożarte przez moje dwa głodomorrry. Włożyłam więc znowu rano jaja do garnuszka i się gotowały na twardo gdy ja kroiłam i siekałam. Potem przyszła pora na ćwikłę oraz dwa chleby dla koleżanki a na końcu Strucle makowe. 
Wszystko udało się wyśmienicie także sprzątanie kuchennych sanitariatów. Wreszcie usiadłam i zapraszam na małe co nieco wprost z wiewiórowego azylu.


WARSTWOWA SAŁATKA ŚLEDZIOWA Z BURACZKAMI

3 filety marynowanego śledzia
3 średnie ziemniaki, ugotowane
1 średni burak, ugotowany
2 konserwowe ogórki
1 dymka, może być ze szczypiorkiem
1 jajko na twardo
majonez, ok. 4 łyżek
sól, pieprz

Śledzia kroimy w kostkę, podobnie ziemniaki. Ogórki i cebulkę siekamy jak najdrobniej. Buraka obieramy i ścieramy na grubej tarce, jajko na drobnej.
W misce, najlepiej przezroczystej, układamy warstwowo w następującej kolejności:

śledzie
łyżkę majonezu
ziemniaki
łyżkę majonezu
ogórka wymieszanego z cebulką
łyżkę majonezu
buraki
łyżkę majonezu
jajko
solimy i pieprzymy

Wkładamy do lodówki na kilka godzin. Jemy nabierając od samego dołu :)





STRUCLA MAKOWA

masa makowa (proporcja na dwie strucle):
400 g maku 
10 łyżek cukru
70 g margaryny
cukier waniliowy
2 białka
200 g rodzynek
skórka pomarańczowa ok. 3 łyżek
orzechy laskowe lub migdały ok. 100 g
1/2 aromatu migdałowego

Mak zalewamy wodą, gotujemy aż da się rozetrzeć w palcach. Odcedzamy i mielimy dwukrotnie. Margarynę roztapiamy na patelni, dodajemy mak, cukier, rodzynki i pokrojone orzechy lub migdały. Wszystko smażymy ok. 10 min. Kiedy masa nieco przestygnie dodajemy ubite na sztywno białka, aromat migdałowy i mieszamy. 

ciasto: 
500 g mąki
130 g margaryny
10 łyżek cukru
1szkl. mleka
3 żółtka
50 g drożdży
olejek waniliowy
szczypta soli,

Drożdże rozcieramy z 1 łyżką cukru, dolewamy kilka łyżek ciepłego mleka i wsypujemy kilka łyżeczek mąki ok.5, wszystko dokładnie mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. 
Do miski przesiewamy mąkę, dodajemy szczyptę soli, wlewamy wyrośnięty zaczyn i resztę ciepłego mleka. Następnie ucieramy żółtka z pozostałym cukrem i też dodajemy do mąki. 
Wszystko wyrabiamy aż zacznie odchodzić od miski i od ręki, u mnie ok. 10 min. Dodajemy stopiony i dosyć ciepły tłuszcz, i dalej wyrabiamy aż ciasto wchłonie tłuszcz. 
Odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Kiedy podwoi swoją objętość dzielimy na dwie części i rozwałkowujemy na prostokąty. 
Ja w czasie gdy ciasto sobie pracuje na ogół kończę prace nad makiem.
Mak rozkładamy równomiernie na rozwałkowane ciasto ok. 2 cm od dłuższego boku i zwijamy wzdłuż krótszego. Przekładamy na natłuszczona blaszkę, lub na papier do pieczenia, szwem do dołu i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok. 45 minut.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do ok. 160 st.C i pieczemy ok. 50 min. Po upieczeniu lukrujemy. 


A gdy przylepka zapowiada się tak jak na powyższym zdjęciu chyba nie może być to zła strucla???

czwartek, 22 grudnia 2011

Ciasto z kurczakiem

Małżon zarzekał się, że nie lubi ciasta francuskiego. Mimo to postanowiłam spróbować. Skorzystałam z przepisu Jamiego na Ciasto z Kurczakiem z "30 minut w kuchni". Potrawa okazała się być prostą, smakowita i pachnącą a przy tym i oczy się najadły :)


ok. 700 g piersi z kurczaka
kawałek masła
2 łyżki oliwy
pęczek dymki
1 czubata łyżka mąki
2 łyżeczki musztardy angielskiej
1 czubata łyżka kwaśnej śmietany
300 ml bulionu z kurczaka
tymianek u mnie suszony w oryginale świeży
1/3 gałki muszkatołowej, startej
1 arkusz ciasta francuskiego
jajko
sól, pieprz

Kurczaka kroimy w paseczki i podsmażamy na oliwie z masłem na lekko rumiano. Dymki czyścimy, pieczarki obieramy. Szatkujemy, można w malakserze. Dokładamy do kurczaka razem z mąką i mieszamy. Dodajemy musztardę, śmietanę i bulion. Po wymieszaniu przyprawiamy tymiankiem, gałką, solą i pieprzem. Pyrkoczemy na małym ogniu. Piekarnik nagrzewamy do 220 st.C.
Ciasto francuskie rozwijamy i lekko nacinamy w kratkę. Patelnię z kurczakiem zdejmujemy z ognia. Kurczaka przekładamy do naczynia do zapiekania. Przykrywamy ciastem, upychając je przy brzegach. Smarujemy rozbełtanym jajkiem. Pieczemy ok. 20 minut na górnej półce piekarnika.



A to moje dzisiejsze dzieła czyli trzy małe blaszki Cynamonowego ciasta marchewkowego z niespodzianką ( w tym jedna bez orzechów specjal for Małżon) , góra rogalików z powidłem oraz ciasteczek owsianych z żurawiną i białą czekoladą.


Jutro będą strucle makowe i kilka chlebów, na zamówienie znajomych oraz dla nas. Sałatkę warzywną dzisiaj zrobiłam, została mi jeszcze śledziowa ale to wszystko jutro :) Zapraszam po południu na małe co nieco.

środa, 21 grudnia 2011

Sandwicz z klopsikami, sałatka siekana i marynowana kapusta

 Powróciłam w tym tygodniu do dań Jamiego. Postanowiłam wypróbować przepis na wielką kanapę z rozmaitymi dodatkami. Czasu na wykonanie miałam sporo więc nie musiałam go liczyć i nie powiem Wam czy zmieściłam się w 30 minutach. Choć był to dość sycący posiłek bardzo mi smakował. Jedyne do czego nie mogę się przyzwyczaić to smak mięty w daniach.
Dzisiaj mam zamiar upiec ciasto z kurczakiem a od jutra będę pichcić już bardziej świątecznie.


sandwicz:
mały pęczek bazylii
500 g mielonej wołowiny
1 łyżka musztardy francuskiej
1/2 cytryny
1 jajko
8 plasterków wedzonego boczku
ciabatty - ilość taka jak osób jedzących
plastry żółtego sera - ilość taka jak bułek

kapusta:
1/2 małej czerwonej kapusty
1 czerwona cebula
mały pęczek mięty
1 świeza czerwona papryczka chili
2 cytryny
łatka siekana:

sałatka siekana:
1/2 ogórka
2 pomidory
2 awokado
garść świezych listków bazylii
110 g mieszanki sałat
1 łyzeczka musztardy angielskiej (u mnie dijon)
1,5 łyżki octu winnego
50 g fety

Kroimy grubo bazylię. Łączymy z wołowiną, musztardą, szczyptą soli i pieprzu oraz skórką startą z połowy cytryny oraz żółtkiem i łyżką oliwy.
Smarujemy oliwą naczynie/patelnię do zapiekania. Mięso zagniatamy i formujemy z niego 16 niewielkich klopsików. Kulki układamy na patelni i smażymy ok 15 minut potrząsając klopsikami by równo się rumieniły.

Odcinamy głąb z kapusty i razem z cebulą szatkujemy ją w malakserze. Dodajemy drobno pokrojoną chili (bez pestek) oraz listki mięty. Przekładamy do miski i wlewamy kilka łyżek oliwy, sok z cytryn oraz sól. Mieszamy.

Obok klopsików na patelni układamy boczek i całość zapiekamy 160 st.C razem z ciabattami.

Przygotowujemy sałatkę. Na dużej desce siekamy ogórka, pomidory a także miąższ z awokado. Dodajemy bazylię i dalej siekamy. Na wierzchu kładziemy sałaty. W środku robimy zagłębienie, w które wlewamy 5 łyżek oliwy, dodajemy musztardę oraz szczyptę soli i ocet. Wszystko znowu siekamy i mieszamy. Na wierzchu kruszymy fetę.

Patelnię z klopsikami oraz bułki wyciągamy z piekarnika. Ciabatty rozcinamy, w środku skrapiamy oliwą, rozkładamy ser, kapustę oraz klopsiki i boczek. Składamy.
Podajemy w towarzystwie sałatki siekanej póki jeszcze ciepłe.



wtorek, 20 grudnia 2011

Badaniowy zawrót głowy i Ciabatty

Jak pech to pech. Już jakiś czas temu powinnam była zrobić badania ale lekarz spóźnił się z daniem skierowania, a Małżon długi czas nie mógł nas rano zawieźć a autobusy mamy co półtorej godziny lub trzeba straszny kawał iść i czekać na autobus tylko pól godziny... ehhh... ostatnie dwa dni sikałam zawzięcie w kubeczki ale wczoraj nie udało się pojechać a dzisiaj owszem pojechaliśmy ale akurat dziś gabinet zabiegowy był czynny od 10ej a my byliśmy o 8ej... i co było robić? Małżon przywiózł nas do domku. 
Gdy mróz za oknem, przyjemnie wraca się do ciepłego, pachnącego choinką mieszkania a gdy jeszcze w perspektywie ma się pożarcie świeżej Ciabatty własnego autorstwa w towarzystwie gorącej czekolady... mimo kiepskiej nocy i nerwów poranka lubię takie wracanie do domku :) 
Bułeczki piekłam wczoraj wieczorem. Zachwyciły mnie chrupiącą skórką i bardzo dziurawym, wilgotnym środkiem. Posłużą jako pieczywo śniadaniowo-kolacyjne oraz jako jeden ze składników dzisiejszego obiadu.


Zaczyn:
1/3 szklanki wody
1/2 łyżeczki drożdży instant
2/3 szklanki mąki

Wszystkie składniki mieszamy drewnianą łyżką. Przykrywamy folią i odstawiamy na 9-17 h.

Następnie dodajemy:
1 i 3/4 szklanki wody
2 łyżeczki drożdży instant
3 i 1/4 szklanki mąki pszennej, najlepiej chlebowej (typ 850), u mnie zwykła
1,5 łyżeczki soli

Wszystkie składniki wyrabiamy - najłatwiej przy pomocy miksera z hakiem. Na tym etapie nie należy dosypywać więcej mąki - ciasto w miarę wyrabiania, robi się bardziej elastyczne i sprężyste.
Po wyrobieniu, ciasto przykrywamy ściereczką i zostawiamy na 3-4 godziny do fermentacji. Ciasto przekładamy na wysypaną mąką stolnicę, rękami formujemy prostokąt o wymiarach 25 x 30 cm. Posypujemy mąką i ostrym nożem dzielimy ciasto na kwadraty o boku 5 cm. Przekładamy je na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Posypujemy mąką. Odstawiamy do wyrośniecia na 30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 230 st C.
Wstawiamy bułeczki, na dno piekarnika wysypujemy kostki lodu (lub spryskujemy wodą ścianki piekarnika, by powstała para) i w zależności od wielkości bułek pieczemy ok. 12-20 minut.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Lebkuchen czyli miękkie, pomarańczowe pierniczki z lukrem

Po ostatnich Katarzynkach, które były twarde bardzo długi czas postanowiłam wypróbować całkiem inny przepis na pierniczki, a tak właściwie piernikowe ciastka. Pełne pomarańczowej skórki, migdałów i miodu. Pyszne, najlepsze już polukrowane, wilgotne i pulchne. Polecam wszystkim piernikowym spóźnialskim. Przepisów znalazłam kilka a skorzystałam z tego od Panny Malwinny .



250 g mąki pszennej, u mnie zwykła 550
85 g zmielonych migdałów, u mnie płatki migdałowe drobno utłuczone w moździeżu
3 łyżeczki przyprawy do piernika
łyżeczka cynamonu
łyżeczka proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
200 ml płynnego miodu, u mnie gryczany
85 g masła
50 g kandyzowanej skórki pomarańczowej, u mnie cykata

Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia, sodą, migdałami, przyprawą do piernika i cynamonem. Miód i masło podgrzewamy do rozpuszczenia w garnuszku z grubym dnem. Czekamy by mieszanka lekko przestygła i dodajemy do mąki. Łączymy składniki przy pomocy miksera.
Dodajemy skórkę pomarańczową i odstawiamy do przestygnięcia.
Z masy lepimy kulki wielkości orzecha włoskiego, spłaszczamy i układamy w sporych odstępach na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Mi wyszły 32 całkiem spore ciastka. Bardzo dobrze się formowały wilgotnymi rękoma.
Pieczemy 12 minut w 180 st.C.
Ciastka zostawiamy do przestygnięcia, chowamy do puszki a następnego dnia lukrujemy.
Ja lukier robię "na oko". Mieszam cukier puder z sokiem pomarańczowym tak by otrzymać dość gęsty lukier idealny do smarowania i dość kryjący.
 
 

Pod znakiem Choinki

Miła rodzinna niedziela. Na śniadanie Choinki Drożdżowe a na deser kupno pięknego, pachnącego, srebrnego Świerku. Magia zawitała w wiewiórcze progi. Nie mogłam się wprost doczekać poranka o zapachu igliwia.
A teraz zapraszam na wspaniałe, poranne, świąteczne bułeczki w kształcie Gwiazdkowych Drzewek i przedstawiam naszą panią Choinkę, pachnącą i migoczącą, tą która sprawiła, że Córcia pełna emocji zasnęła o 21ej i wstała o 5.40. 
Pozdrawiam i miłego poniedziałku wszystkim życzę :)


150 ml mleka
40 g masła, roztopionego
300 g mąki pszennej chlebowej 
14 g drożdży świeżych
2 łyżki cukru (30 g)
8 g cukru waniliowego
1 białko

1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania

Mleko mieszamy z roztopionym masłem i drożdżami, łączymy z resztą składników, wyrabiamy. Ciasto powinno być gładkie i elastyczne. Przykrywamy je ściereczką i zostawiamy na półtorej godziny do podwojenia objętości.
Wyrośnięte ciasto krótko wyrabiamy, wałkujemy na duże koło o średnicy ok. 30 cm, podzielić na 8 części, trójkąty. Trójkąty nacinamy po obu stronach, końcówki spłaszczamy placami, jak na zdjęciu w oryginalnym przepisie. Przykrywamy, odkładamy do napuszenia na 20 minut. 
Przed pieczeniem smarujemy jajkiem. Pieczemy w temperaturze 180ºC przez około 14 minut i studzimy na kratce. Ja przed pieczeniem posypałam cukrem trzcinowym i skórką pomarańczową i już nie lukrowałam.
Można jednak zrobić lukier z cukru pudru i odrobiny wody, posmarować nim bułeczki i posypać kolorowymi posypkami.


sobota, 17 grudnia 2011

Placki ziemniaczane inaczej...

Choć Święta za pasem a jutro pewnie pojawi się u nas choinka dzisiaj u mnie całkiem nie świątecznie. Wyprawa na tańce z Córcią, potem masowa produkcja placków ziemniaczanych, małżoniasta szarlotka (ZNOWU!!! ale z głębi serca jako niespodzianka), no może popełnię dzisiaj jeszcze pierniczki ale takie całkiem inne niż zazwyczaj.
W jednym z dodatków do KUCHNI, z serii Poradnika Domowego, znalazłam przepis na placki ale całkiem inne niż te, które robię. Koperek nadał im świeżości, ser wzmocnił smak, mała ilość mąki to lekkość. Dla mnie pyszne!!! nie wiem co powie ten, na którego czeka usmażona sterta :)


1,5 kg ziemniaków
2 cebule
2 łyżki żółtego tartego sera o intensywnym smaku np. Cheddara
2 pęczki koperku, posiekane
3 jajka, rozbełtane
3 łyżki mąki
sól, pieprz do smaku

Ziemniaki i cebulę obieramy i ścieramy na tarce lub w malakserze. Dodajemy jajka, ser, koperek, mąkę i przyprawy. Mieszamy.
Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy zgrabne placuszki aż będą rumiane.
Osaczamy na papierowym ręczniku.

piątek, 16 grudnia 2011

Zimowa Granola o zapachu Świąt

Granola albo muesli na śniadanie to moje małe uzależnienie. Choćby dwie łyżki płatek z mlekiem ale muszą być. Dopiero potem przychodzi pora na coś bardziej konkretnego. 
Zimą liczy się ciepło, zapach, wszystko co pobudza do porannego działania. Wczoraj powstała Granola pachnąca miodem i cynamonem czyli idealna na dzisiejszy odrobinę mroźny poranek ze słońcem przebijającym się przez chmury.


250 g płatków owsianych (tym razem błyskawicznych ale wole mieszane ze zwykłymi)
100 g cukru trzcinowego Demerara (ok. 10 łyżek)
60 g miodu (dwie czubate łyżki)
garść orzechów włoskich
garść płatków migdałowych
garść całych i nie obranych migdałów
szczypta soli i solidna szczypta cynamonu
opcjonalnie 2 łyżki oleju lub masła

dwie garście suszonej żurawiny
kilka cząstek czekolady o smaku piernika lub innej ulubionej, posiekanych

Wszystkie składniki oprócz żurawin i czekolady mieszamy w misce. Piekarnik nagrzewamy do 160 st.C. Mieszankę wsypujemy na wyłożoną papierem blachę. Pieczemy ok 20 minut mieszając od czasu do czasu by ładnie się zrumieniły i nie przypiekły zbytnio.
Studzimy, kruszymy i mieszamy z czekoladą oraz żurawinami. Trzymamy w zamkniętym pojemniku.

czwartek, 15 grudnia 2011

Zapiekane piersi kurczaka z pesto

Mija kolejny dzień, odbyłyśmy kolejny spacer po lesie, jeszcze pachnie jesienią, ale ja już tęsknie do zimy, takiej śnieżnej, słonecznej i mroźnej umiarkowanie... Kolejny obiad powstaje w kuchni. Po wczorajszych mielonych dzisiaj goszczą u mnie kurczakowe piersi pod kolorową pierzynką... ach ten zapach. Wszystko dzięki 10temu numerowi miesięcznika KUCHNIA.



ulubione bazyliowe pesto, u mnie z TEGO przepisu
4 piersi z kurczaka
4 suszone pomidory z oliwy
garść czarnych oliwek
mozzarella, mała kulka
2 łyżki oliwy
sól, pieprz

Piekarnik nagrzewamy do 200 st.C.
Kurczaka myjemy, osuszamy i obsmażamy na oliwie na rumiano.
Przekładamy go do żaroodpornego naczynia, solimy i pieprzymy, smarujemy pesto, obkładamy pomidorami i oliwkami a na koniec obsypujemy serem. Zapiekamy ok. 15-20 minut aż ser się rozpuści i lekko zrumieni. Podajemy z pieczonymi ziemniakami lub ryżem.


środa, 14 grudnia 2011

Linguine z boczkiem, czosnkiem i parmezanem

To chyba najprostsze danie z możliwych. Przygotowanie go zajmuje ok. 15 minut. Przepis pochodzi z "Nigella gryzie", odrobinę go zmodyfikowałam ale myślę, że to nie zmieniło smaku. Wczoraj robiłam je o 22giej dla Małżona na dzisiaj, dla nas też trochę zostało.


300 g makaronu linguine
250 g wędzonego boczku
oliwa czosnkowa (u mnie oliwa + przeciśnięty ząbek czosnku)
natka pietruszki, u mnie suszona
parmezan

W rondlu zagotowujemy wodę na makaron. Boczek kroimy w cienkie paseczki lub w kosteczkę. Na patelni rozgrzewamy oliwę z czosnkiem, przesmażamy i dodajemy boczek. Do rondla wrzucamy makaron i solimy. Mieszamy i gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu.
Boczek smażymy na rumiano mieszając co i rusz by się nie przypalił. Gdy makaron jest gotowy odcedzamy go pozostawiając pół szklanki wody. Wkładamy go do boczku, mieszamy by tłuszcz pokrył każdą nitkę, możemy dodać odrobinę wody z gotowania. Posypujemy natka pietruszki i startym parmezanem i podajemy.

Od rana gościmy też w naszym wiewiórkowym azylu choinkę... czyż nie ładna???
Wspólnie z Blondaskiem "ubrana" i ozdobiona, nasze wspólne dzieło. Zaczyna być naprawdę świątecznie.


A na deser piosenka... lubicie takie deserki???



wtorek, 13 grudnia 2011

Wiadomości poranne i dzisiejsze znaleziska szafkowe

Początki tygodnia bywają trudne szczególnie po weekendzie pełnym zajęć i emocji. A tu jeszcze glut się ciągnie, brzuch też ciągnie, wątroba boli, żołądek pali i to nie dlatego, że czegoś się nażarłam. Takie uroki bycia brzuchatym :) dziwnie myśleć mi o tym, że to już tylko dwa i pół miesiąca a potem... brzucha nie będzie tylko maleństwo, kruche, delikatne, kwilące lub drące się wniebogłosy...

Poniedziałkowo byłyśmy z Córcią wyjątkowo twórcze. Pomyślałam, że to już pora najwyższa na robienie zabawek choinkowych i łańcuchów, i w sumie czemu by nie zaangażować do tego małych łapek. A małe łapki chętne były wielce i to w ciągu dnia dwukrotnie. Przypomniały mi się czasy podstawówki i papierowych ptaszków...
Dojadałyśmy tylko weekendowe resztki więc był też mroźny spacer po lesie, potem gorąca czekolada na rozgrzewkę, zabawy w pikniki i inne przyjęcia a nawet chwila na gg pogaduchy z fajną kobitką.
Tylko Małżon wrócił późno. Kocham go bardzo także za to, że potrafi po całym dniu pracy wsiąść w samochód i pojechać na drugi koniec miasta by zawieść mojemu ojcu pudełko z rogalikami bo wie, że ja z różnych przyczyn tego nie zrobię. Wszystko to mimo tego, że ogólnie rodzina za nim nie przepada ("przecież to przez niego się tak zmieniłam"), a mój rodzony brat nawet go herbatą nie ma czasu poczęstować...
Utwierdza mnie to tylko w przekonaniu, że moja jedyna, prawdziwą rodziną w tym momencie życia jest Córcia, Małżon, kot Stefan i ten mały człowieczek z brzucha, i że chcę Świąt Domowych!!!


Wieczorem czeka nas wyprawa na zakupy a jutro jadę na badania i będę gotować!!! efektami mam zamiar Was oczywiście trochę pomęczyć.

Sprzątając szafki i różne inne zakamarki znalazłam kilka skarbów. Możecie je zobaczyć TUTAJ.

Mam też pytanie. Czy macie w zwyczaju z kartką w ręku planować co i kiedy w okresie przedświątecznym musicie zrobić??? ja mam kilka kartek i tylko odkreślam to co wykonałam a potem satysfakcja mnie przepełnia gdy widzę same skreślenia hihih.

niedziela, 11 grudnia 2011

Cykata

Najszybszy i najprostszy sposób na zrobienie skórki pomarańczowej do ciasta to cykata. Tak mówiła na nią moja mama i zawsze przed świętami kroiła drobno skórkę i zasypywała ją cukrem w słoiczku. Już po kilku dniach nadawała się do użycia. Ależ to był smak i zapach!!!


skórka z pomarańczy - ilość dowolna
cukier
słoik i łyżeczka
oraz ostry nóż

Pomarańcze dokładnie szorujemy i obieramy. Najwygodniej nakroić je w ćwiartki i ściągnąć skórkę. Każdą ćwiartkę skórki pozbawiamy białej części, tak jakby filetujemy, tak by została sama pomarańczowa część.
Kroimy jak najdrobniej umiemy w kosteczkę.
Do słoiczka wsypujemy warstwę skórki, ok 0,5 cm, i zasypujemy cukrem, tak by zakrył lekko skórkę. Na cukier wsypujemy kolejną warstwę skórki i znowu cukier. Robimy takiego przekładańca aż skończy nam się skórka. Ostatnią warstwą powinien być cukier. Słoiczek zakręcamy i zostawiamy w temperaturze pokojowej aż skórka puści sok i cukier się rozpuści. Cykatę wstawiamy do lodówki i używamy wtedy kiedy mamy potrzebę. Skórkę w takiej formie możemy przechowywać kilka miesięcy.


sobota, 10 grudnia 2011

Dwa farsze, dwa ciasta czyli trzy potrawy a jutro Cykata.

O Mamo! ależ dobrze jest usiąść! cały dzień stałam. Wbrew temu co w czwartek powiedział lekarz raczej się nie oszczędzałam... mieszkanko wysprzątane po całości z nadzieją, że chociaż jeden dzień takie ładne i uporządkowane pozostanie... A w kuchni góra rogalików i naleśników, no i barszczyk czerwony całkiem nie z torebki. No właśnie, dzisiaj szalałam w ramach pomysłu na próbowanie newsów na Wigilię. 
Postanowiłam zrobić rogaliki z powidłem, z makowym nadzieniem, z kapustą i grzybami oraz naleśniki z tym ostatnim farszem. Najpierw zrobiłam farsz kapustny, potem usmażyłam naleśniki i zagniotłam ciasto serowe a w między czasie powstał rosół i na jego bazie barszczyk. A potem wpadła jeszcze koleżanka z córką więc był niezły Sajgon bo dziewczynki ślicznie się bawiły ale oczywiście jak to w takich przypadkach bywa bałaganiły!
Ufff!!! wreszcie mogę odpocząć.

A teraz moje propozycje.

ROGALIKI Z MASĄ MAKOWĄ

masa makowa z przepisu drożdżówkowego

ciasto serowe:
1/2 kg sera półtłustego
1/2 kg masła (nie roślinnego!!!)
1/2 kg mąki

Ser i masło mielimy raz maszynką. Zagniatamy z mąką na gładkie ciasto. Na 15 minut wstawiamy do zamrażalnika lub na godzinę do lodówki.
Ciasto kroimy po kawałku i wałkujemy na stolnicy w okrąg. Rozwałkowany placek kroimy na 8 części (w trójkąty). Na każdej z części kładziemy odrobinę masy makowej i zwijamy trójkąty od szerszego brzegu (od zewnątrz koła), tak żeby utworzył się rogalik. Rogaliki układamy na blaszce wyłożonej papierem lub posmarowanej masłem.

Pieczemy aż do zrumienienia w ok.180 st.C czyli ok. 15 minut.


ROGALIKI Z KAPUSTĄ I GRZYBAMI

ciasto serowe j.w.

kapusta z pieczarkami:
500 g kiszonej kapusty, opłukanej, osączonej i drobno pokrojonej
200 g pieczarek
1 mała cebulka
szczypta kminku
sól, pieprz
garść suszonych grzybów, u mnie podgrzybki
po łyżce oliwy i masła

Cebulkę siekamy, pieczarki obieramy i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy i masła, wkładamy cebulę i ją szklimy. Dodajemy pieczarki i smażymy aż zmiękną. Dorzucamy kapustę, pokruszone grzyby, kminek i podlewamy odrobinę wodą. Dusimy pod przykryciem aż kapusta będzie miękka. Potem odkrywamy i odparowujemy jeśli jest taka potrzeba. Trzeba zerkać w trakcie duszenia by kapusta się nie przypaliła, w razie potrzeby podlewać odrobina wody i mieszać.
Kiedy kapusta jest gotowa postępujemy z nią tak jak z masą makową w ww przepisie. Pieczemy podoby okres czasu, do zrumienienia.


Ten sam farsz możemy zawijać w NALEŚNIKI i obsmażać wcześniej panierując lub nie.
Obie wersje podajemy z barszczykiem czerwonym, najlepiej własnoręcznie ugotowanym.



A niebawem czeka mnie emocjonujące wydarzenie. Będę pierwszy raz w życiu brała udział w sesji fotograficznej, takiej ciężarówkowej hi hi. Będę mieć pamiątkę ale i zdenerwowania nieco...
Wieczorkiem dnia jutrzejszego zapraszam na Cykatę czyli jeden ze sposobów na szybkie przygotowanie skórki pomarańczowej do ciasta.

czwartek, 8 grudnia 2011

Drożdżówki z Masą Makową i Góra Prezentów

No może górka ale ile radości!!! dla mnie i dla Córci. Dzisiaj akurat w trakcie wałkowania ciasta na bułeczki zadzwonił do drzwi listonosz. Przyniósł mi dwie paczuszki. Kompletnie zapomniałam o tym, że powinnam się ich spodziewać więc miałam NIESPODZIEWANKI! 
Pierwsza paczuszka dotarła na pocztę wczoraj ale była za duża (?!?) by mógł ja przynieść listonosz. Dlatego dopiero dzisiaj została odebrana a w niej niespodzianka dla Córci, czyli specjalnie dla niej Fartuszek Małej Kuchareczki. Dostałyśmy go w ramach wymianki z Kasią


A tutaj już fartuszek i Córcia w akcji, pierwsze samodzielne krojenie pomidora :)


Drugą, kulinarną przysłała mi Basia. W torebeczce znajdują się gorzkie migdały podobno niezbędne do przyrządzenia prawdziwego marcepanu. Przekonam się sama niebawem.

Trzeci list zawierał pudełeczko...



... a w nim...



...pierścionek od Magdy. Otrzymałam go w ramach Podaj Dalej.


Cuda nieprawdaż???


A teraz o bułeczkach :) drożdżówki jakie upiekłam są pyszne!!! 
Przepis na ciasto zaczerpnęłam od Ilki a masę makową niestety z puszki choć mam już swoją nie raz wypróbowaną, z którą zawsze robię strucle makowe na Święta :) oczywiście każdy może wykorzystać taką jaką lubi. Ja polecam tą poniżej. Niestety dzisiaj nie starczyło mi na nią czasu i pierwszy raz w życiu skorzystałam z wytworu Bakallandu, doprawiając go nieco orzechami i migdałami.
 

DROŻDŻÓWKI Z MASĄ MAKOWĄ

ciasto:
2 szklanki mąki
20 g świeżych drożdży
1 jajko
1/2 szklanki mleka
70g cukru
50g masła
szczypta soli

masa makowa (proporcja na dwie strucle lub na podwójną ilość ww ciasta):
400 g maku 
10 łyżek cukru
70 g margaryny
cukier waniliowy
2 białka
200 g rodzynek
skórka pomarańczowa ok. 3 łyżek
orzechy laskowe lub migdały ok. 100 g
1/2 aromatu migdałowego

Robimy masę. Mak zalewamy wodą, gotujemy aż da się rozetrzeć w palcach. Odcedzamy i mielimy dwukrotnie. Margarynę roztapiamy na patelni, dodajemy mak, cukier, rodzynki i pokrojone orzechy lub migdały. Wszystko smażymy ok. 10 min. Kiedy masa nieco przestygnie dodajemy ubite na sztywno białka, aromat migdałowy i mieszamy.

Przygotowujemy ciasto. Do miski wlewamy letnie mleko. Dodajemy drożdże, 1 łyżeczkę cukru i 2-3 łyżki mąki. Dokładnie mieszamy, przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na 20 minut.
Następnie dodajemy resztę mąki, cukru, sól, jajko i rozpuszczone letnie masło. Całość dokładnie wyrabiamy.
Zostawiamy do ponownego wyrośnięcia na około 30 minut (aż podwoi objętość).
Ciasto rozwałkowujemy na prostokąt. Smarujemy nadzieniem (wystarczy połowa przygotowanego nadzienia)
i zwijamy w struclę. Kroimy ją na ok. 10 plastrów, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Smarujemy jajkiem zmieszanym z odrobina mleka.
Pieczemy w 180 stopniach ok.20 minut.

Trochę Anglii, trochę Chin czyli niewiele mięsa i dużo warzyw

Dzisiaj dwa obiady do wyboru, dla tych co lubią mięsne zapiekanki oraz dla wegetarian lubujących się w orientalnych smakach. Pie to potrawa prosta, o łagodnym smaku ale jednocześnie wyrazistym dzięki ostrej musztardzie. Córcia zjadła wczoraj prawie 1/4 całej porcji czym mnie zadziwiła. Przepis zaczerpnęłam z Kulinarnego Atlasu Świata, z Kuchni Wielkiej Brytanii. 
Duszone warzywa to danie bardziej specyficzne, trochę słodkie, odrobinę ostre, z wyraźną nutką imbiru. Inspirowałam się przepisem z Atlasu, z Kuchni Chińskiej pominęłam jednak mięsną część dorzucając od siebie więcej warzyw. U mnie z chińskim jajecznym makaronem.


SHEPHERDS PIE

500 g ziemniaków
1 szklanka gorącego mleka
1 łyżeczka soli
1 cebula
300 g mielonej wieprzowiny
kilka listków świeżej mięty
5 łyżek masła
2 łyżki mąki
1 szkl. bulionu
po 1 łyżeczce musztardy angielskiej i koncentratu pomidorowego
1 łyżka masła

Ziemniaki obieramy, zalewamy wrząca wodą i gotujemy 20 minut.
Odcedzamy, trochę wody zostawiamy. Ziemniaki musimy utłuc a następnie dolać mleko i utrzeć z łyżka masła i solą na puszystą masę.
Cebulę siekamy i szklimy na łyżce masła, dodajemy mięso i podsmażamy razem przez chwilę, doprawiamy kilkoma listkami świeżej mięty.
Robimy sos:
W rondelku rozgrzewamy 1,5 łyżki masła i oprószamy mąka. Zasmażamy. Wlewamy bulion i cały czas mieszając zagotowujemy. Przyprawiamy musztardą i koncentratem.
Piekarnik nagrzewamy do 225 st.C. Do żaroodpornego naczynia wkładamy mięso, sos a na wierzch rozsmarowujemy ziemniaki. Układamy wiórki pozostałego masła. Pieczemy 20-30 minut.


WARZYWA Z IMBIREM PO CHIŃSKU

200 g marchwi
500 g cukinii
1 zielona papryka
1 cebula
1 dymka (szczypior)
50 g imbiru
150 ml bulionu mięsnego lub warzywnego
sos:
2 łyżki ciemnego miodu
4 łyżki sosu sojowego
2 łyżki maki ziemniaczanej

Cebulę, marchew i cukinie obieramy i kroimy w plasterki. Paprykę kroimy w paseczki, dymkę w 3 cm kawałki. Imbir obieramy i siekamy.
Na patelni rozgrzewamy olej, wrzucamy warzywa i chwilę podsmażamy. Zalewamy bulionem i dusimy 10 minut pod przykryciem. Zmniejszamy ogień zalewamy sosem i i gotujemy aż sos zgęstnieje. Dodajemy imbir i dusimy jeszcze 3 minutki. Podajemy z ryżem lub makaronem chińskim.



A oto nasze piernikowe Wiewióry na choinkę :) Córcia sama posypywała posypkami a ja tylko lukrowałam :)


środa, 7 grudnia 2011

Gulasz turecki ale po polsku

Na początku o tym dlaczego po polsku... otóż w sklepie nie było wołu więc kupiłam wieprza ot i tajemnica :)
Poza tym danie proste, w sam raz do ugotowania wieczorem dla Małżona na dzień następny, smaczne, o łagodnym smaku. Przepis pochodzi z Kulinarnego Atlasu Świata, z zeszytu o kuchni tureckiej.


ok. 500 g fasolki szparagowej, u mnie zielona, mrożona
250 g wołowiny (u mnie szynka wieprzowa)
pomidor
mała cebulka
łyżka masła lub oliwy
sól, pieprz

Fasolkę myjemy i kroimy na kawałki. W rondlu rozgrzewamy masło, wkładamy pokrojone w kostkę mięso i posiekana cebulkę, smażymy aż odparuje cały sok, który puściło mięso. Dodajemy obranego i pokrojonego pomidora. Dusimy 5 minut, dodajemy fasolkę, solimy i zalewamy kubkiem wody. Dusimy ok pół godziny aż mięso całkiem zmięknie.

wtorek, 6 grudnia 2011

Pierniczone Katarzynki czyli Mały Łakomczuch w Kuchni odc.7

Mikołajki to bardzo miły dzień. Drobne upominki pod poduszką zawsze towarzyszyły mi 6go grudnia rano. Tym razem cudownie było patrzeć jak wielką radość sprawia COŚ leżące na łóżeczku Córci kiedy ta otwiera oczka. Było jeszcze ciemno, paliła się tylko mała lampka żabka... okrzyki zachwytu a potem mozolne rozpakowywanie przy pomocy mamy i nożyczek zakończone włożeniem koron (ja papierowej, Córcia plastikowej) i jedzeniem plastikowych lodów w towarzystwie nowej lalki, księżniczki Aurory, w piżamach oczywiście. 
Cudowny księżniczkowy i bajkowy dzień pachnący pierniczkami, które niedawno wyjęłyśmy z piekarnika. Tym razem były to Katarzynki. Bardziej puszyste niż te co zwykle robimy. Ja wycięłam tylko kilka. Reszta to praca mojej Blondyneczki, pełnej oburzenia gdy zobaczyła już zagniecione ciasto.


KATARZYNKI MAŁEJ DZIEWCZYNKI

200 g miodu
100 g cukru
4 łyżeczki przyprawy do piernika
łyżeczka dobrego kakao dla koloru
400 g mąki pszennej
2 łyżeczki sody
1 jajko

W rondelku podgrzewamy miód z cukrem, przyprawa do pierników i kakao. Lekko studzimy.
Dodajemy make z sodą oraz jajko. Zagniatamy gładkie ciasto. Oj lubię to maczanie rąk w lepkiej i ciepłej masie!!!


Ciasto wałkujemy na oprószonej mąką stolnicy. Powinno być niezbyt cienkie, tak ok 4-5 mm grubości. Układamy na blasze wyłożonej papierem i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st.C. Nie powinny być zbyt spieczone. Moim wystarczyło 10 minut by stały się idealne. Z początku, po wystudzeniu, twarde miękną po ok. 3 dniach.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Przedświątecznie

Lubie konstruktywne weekendy. Od jakiegoś czasu remont trochę zwolnił ponieważ Małżon pracuje jak szalony, cóż koniec roku taki zazwyczaj jest. Ubiegła sobota mimo złego samopoczucie wszystkich na szczęście zakończyła się założeniem grzejnika w sypialni oraz przymocowaniem półki. Sypialnię i część tv uważam za prawie skończoną :) ulga to dla mnie ogromna gdyż to te części mieszkania najbardziej prosiły się o remont.

Poza tym zmobilizowałam siebie i bliskich do określenia na co mieliby ochotę w tę Gwiazdkę. Ustaliliśmy, że po raz pierwszy nigdzie nie jeździmy i spędzamy ten czas razem, zapewne tylko we troje, no raczej pięcioro. W końcu Stefek i zawartość mojego brzucha też są częścią rodzinki :)

Jak zwykle w takich sytuacjach rozgorzała zażarta dyskusja. Pochodzimy z różnych tradycji jeśli chodzi o jedzenie świąteczne. Wiele razy próbowałam Małżona przekonać do tego co było na stole u mnie w domu, niestety do większości potraw mi się nie udało.
Tak więc z dań tylko dla mnie będzie ryba w galarecie, barszcz czerwony w tym roku z pasztecikami bądź krokietami (z kapustą i grzybami) i liczę, że chociaż będę je jeść w towarzystwie.
Wspólnie zjemy podpatrzonego dawno temu u mojej babci śledzia w pomidorach i warzywną sałatkę (dla mnie w sumie dość powszednią dla Małżona świąteczną).
Na życzenie ww upitraszę kapustę z grzybami, pierogi z grzybami i kapustą, usmażę rybę i ugotuję ziemniaki, które np. u mnie w domu na wigilijnym stole nigdy się nie pojawiały.

Ciasta też wzbudzały wiele emocji. Dla mnie są smaki stricte związane ze zbliżającym się czasem. Makowce, pierniki, keksy, aromaty pomarańczy i korzennych przypraw. Dla mego męża liczy się słodyczowe obżarstwo ale w jego smakach, w ciastach głównie z kremem gdzie prym wiedzie Generał, mistrzostwo za to ciasto należy się mojej Teściowej. Oprócz makowca nie lubi ani pierników, ani bakalii.
Tak więc musiał pojawić się jakiś rodzinny kompromis czyli rogaliki a przede wszystkim już od jutra zacznę wypróbowywać rozmaite kombinacje ciastowe, ciasteczkowe i ogólnie potrawowe by wybrać w końcu to co na stałe wejdzie do naszego rodzinnego kanonu wigilijnego.

Teraz krótka lista rzeczy jakie na 100% pojawią się 24 grudnia na naszym stole:

Cynamonowe ciasto marchewkowe z niespodzianką

Strucla makowa - przepis niebawem

Ciastka z żurawiną, orzechami i biała czekoladą

Rogaliki tzw. Wikingi

Kompot z suszu

Kapusta z grzybami

Pierogi z kapustą i grzybami

Ryba smażona z ziemniakami

Ryba w galarecie

Sałatka warzywna

Śledź w pomidorach


Oto mój mały Mikołajek... ciekawe co jutro podrzuci mi pod poduszkę :)


niedziela, 4 grudnia 2011

Poranne i wieczorne wypieki czyli Piernikowa Szarlotka, Rogaliki Maślane i Wyjątkowy Chleb

Szarlotkę piekłam wczoraj wieczorem i sama nie wiem czy to pod wpływam świątecznego programu Jamiego czy ze względu na szał jaki zapanował na blogach zachciało mi się czegoś pachnącego cytrusami i przyprawami korzennymi. Powstało ciasto z marmoladą jabłkową, z piernikową nutką, oraz krucho proszkowym spodem z mandarynkowym aromatem, całość słodka i pachnąca już trochę świętami.


PIERNIKOWA SZARLOTKA

1,5 szkl. mąki pszennej
1/3 szkl. cukru
80 g masła roślinnego
1 łyżka śmietany
 2 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
skórka otarta z jednej klementynki
odrobina skórki otartej z cytryny

marmolada jabłkowa piernikowa:
3 duże jabłka typu Szara Reneta
3 łyżki cukru Demerara
płaska łyżeczka przyprawy do pierników
1/4 łyżeczki cynamonu
odrobina wody

Jabłka obieramy i kroimy w kostkę. Wrzucamy je do garnka, podlewamy odrobiną wody, dodajemy przyprawy. Dusimy wszystko aż jabłka zaczną się rozpadać. Dodajemy cukier i mieszamy. Chwilkę pyrkoczemy. 
Wszystkie składniki ciasta zagniatamy w misce. Formę smarujemy masłem i wykładamy na nią większą część ciasta, zostawiamy trochę na górną warstwę.
Na ciasto nakładamy marmoladę. jako wierzchnią warstwę układamy powycinane świątecznymi foremkami kształty z pozostałej części ciasta. Po wierzchu posypujemy cynamonem.
Piekarnik nagrzewamy do 170 st.C. Ciasto wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 40 minut aż się zrumieni.
Ostudzone oprószamy cukrem pudrem niczym śniegiem.


Dzisiejszy dzień zaczął się późno i tak też podałam śniadanie. Jakiś czas temu znalazłam przepis na Maślane rogaliki i postanowiłam go wykorzystać. Wszystkim smakowały te troszkę chałkowe zakrętasy posypane makiem, idealne do masła i dżemu, nawet takiego kupionego w sklepie  a popijaliśmy je już tradycyjnie kakao. Mam nadzieję, że Mikołaj przyniesie mi nową puszkę tego wspaniałego specyfiku bo takie prawdziwe, gorzkie i esencjonalne właśnie mi się kończy.


ROGALE MAŚLANE

30g świeżych drożdży
500 g mąki pszennej
1/4 szklanki cukru
2 łyżki miodu
5 łyżek letniej wody
100 ml mleka
1 jajko
50 g masła
1 jajko do posmarowani wierzchu
mak do posypania

Do miski wlewamy wodę, dodać pokruszone drożdże, 1 łyżkę cukru i 3-4 łyżki mąki.
Przykrywamy i odstawiamy do wyrośnięcia na około 15 minut.
Masło rozpuszczamy i gorące zalewamy zimnym mlekiem. Studzimy. Następnie do miski dodajemy resztę mąki, cukru, miód, jajko i masło z mlekiem. Wyrabiamy elastyczne ciasto. Ja to zrobiłam mikserem a potem zagniotłam trochę ręką. Miskę przykrywamy i odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na ok. 1h.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części. Rozwałkowujemy na kształt koła i kroimy na 8 trójkątów.
Każdy zwijamy zaczynając od szerszej strony. Rogale układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 30 minut.
Przed pieczeniem każdy rogalik smarujemy rozbełtanym jajkiem i posypujemy makiem.
Pieczemy ok. 15-20 minut w 180 stopniach. Mój piekarnik zaczął je przypiekać po 12 minutach.


Z racji zakwasowej reaktywacji powstał też chleb. Orkiszowy, na zakwasie i z suszonymi śliwkami wprost z żeliwnego garnka. Przepis wypróbowywałam już nie raz a znalazłam w zeszłym roku u Liski.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...