Choć dysleksja mnie gnębi od maleńkości a na karku już pojawiła się 30tka postanowiłam pisać bloga.

Inspiracja? cóż tu dużo ukrywać, film. Jaki? Julie&Julia. Rewelacyjny, pełen pasji oczywiście do gotowania.

Czy mój blog będzie kulinarnym? Hmmm... Chce się z Wami podzielić moimi doświadczeniami kuchennymi dnia codziennego a także przepisami jakie powstają w mojej głowie, tymi autorskimi oraz inspirowanymi innymi przepisami, okraszonymi zdjęciami lepszej lub gorszej jakości jako, że fotografikiem to ja raczej nie jestem.
A kim jestem o tym przekonacie się czytając mojego bloga :)


piątek, 24 lutego 2012

Domowe pączusie z wiśniami, filcowe kapciuszki i Candy

Wiem, miały być tydzień temu ale nie wyszło. Dzisiaj, w drugi dzień bezcórciowy, postanowiłam sobie dogodzić. W końcu do terminu pozostało mi 6 dni a potem optymistycznie zakładam karmienie piersią i wyrzeczenia kulinarne. Przepis na te pączki jest prosty i pochodzi z "Kuchni polskiej" Ewy Aszkiewicz.
Ja otrzymałam 24 niewielkich, lekkich ciastek w środku z wisienką z konfitury... Jedyne o czym należy pamiętać to by wszystkie składniki miały taką samą temperaturę. A potem... Raj...


3 szkl, mąki pszennej w temperaturze pokojowej
3 łyżki cukru pudru
4 żółtka
60 g masła roślinnego lub zwykłego
250 ml mleka
40 g drożdży
szczypta soli
łyżeczka cukru waniliowego
wiśnie z konfitury

smalec do smażenia
mąka do podsypania
cukier puder lub lukier do posypania bądź polania

Drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku razem z łyżeczką cukru pudru i mąki. Odstawiamy w ciepełko by podrosły.
PO tym czasie dodajemy do zaczynu mąkę, cukier puder i sól oraz żółtka.
Wyrabiamy ciasto aż pojawią się pęcherzyki powietrza. Dodajemy rozpuszczony tłuszcz i cukier waniliowy. Wyrabiamy aż ciasto wchłonie tłuszcz. Przykrywamy i odstawiamy by podwoiło objętość.
Po tym czasie na oprószoną mąką stolnicę wykładamy ciasto, formujemy wałek i kroimy go na ok 25 kawałków. Każdy z nich rozpłaszczamy, nakładamy po wisience, zawijamy brzegi pod spód i odkładamy pączki na stolnicę do wyrośnięcia tzw. szwem do dołu.
Kiedy pączki znacznie się powiększą smażymy je w rozgrzanym smalcu. Powinny być rumiane ale nie spalone.
Osączamy je na ręczniku papierowym i posypujemy cukrem pudrem.



Zapraszam też do obejrzenia filcowych wytworów dla dzieci i lalek jakie powstawały wczoraj i dziś. Tam też Candy 100 postowe. 
A wszystko w Wytworach :)

środa, 22 lutego 2012

Zapiekanka ryżowa z brokułami i kurczakiem

Lubimy zapiekanki, kochamy brokuły i choć to nie sezon na to warzywo dzisiaj właśnie jeden wylądował wśród ryżu i kurczaka. Powstało lekkie danie, o delikatnym smaku w sam raz na szybki obiad dla całej rodziny.



1 brokuł, świeży blanszowany, lub mrożony obgtowany
1 średnia, podwójna pierś z kurczaka
300 ml ryżu długoziarnistego
sos:
100 g tartego, żółtego sera
200 g jogurtu naturalnego
2 jajka
sól, pieprz, tarta galka muszkatołowa do smaku

oliwa

Ryż gotujemy na sypko w osolonej wodzie.
Kurczaka myjemy, kroimy w kostkę i solimy. Obsmażamy na oliwie na lekko rumiano.
Brokuła jeśli jest świeży blanszujemy. Mrożonego krótko gotujemy.
Składniki sosu mieszamy pozostawiając połowę sera do posypania.
Żaroodporne naczynie smarujemy oliwą. Wykładamy połowę ryżu, układamy brokuły i kurczaka, oraz dalszą część ryżu. Wszystko polewamy sosem, posypujemy serem i zapiekamy w 200 st.C ok 20 minut.

wtorek, 21 lutego 2012

Aniołeczek i Warzywna porowo ziemniaczkowa czyli udany poniedziałek

Wbrew moim pragnieniom nadal jestem podwójna a do terminu mam jeszcze tydzień... jestem ciężka, wielka (jak na mnie) i obolała z każdej strony ale za to...

1. obdarowana przez ArtMamowanie ślicznym, malutkich Aniołeczkiem Stróżaczkiem , którego wygrałam w Candy i właśnie wczoraj dostałam od pana pocztonosza. Dziękuję bardzo!!! także za miłe dodatki :D pięknie zdobi Córciowe drzwi :)


2. napchana sałatką warzywną jakiej wcześniej nie robiłam.

To kolejna wersja warzywnej sałatki. Dla mnie trochę nowość gdyż pierwszy raz do podstawowego składu zwykłej warzywnej dodałam kilka składników. Mam nadzieję, że posmakuje nie tylko mi. Sałatka tego typu to w moim przypadku na ogół miłe wykorzystanie "odpadów" z rosołu a tym razem z kurczaka w galarecie, na którego niespodziewanie przyszła mi ochota. 
Zapraszam do wypróbowania.


wcześniej ugotowane lub specjalnie do tej sałatki:
2 pietruszki
2 marchewki
kawałek selera
2 średnie ziemniaki

2 jajka
por - biała część
1/2 obranego jabłka
po 1/2 puszki groszku i kukurydzy (odsączone)
4-5 ogórków kiszonych lub konserwowych wg upodobań
majonez, sól, pieprz

Marchewki, pietruszki, ziemniaki, jajka i selera studzimy i kroimy w kostkę. Pora myjemy i kroimy w cieniutkie pól talarki. Jabłko obieramy i kroimy w drobna kosteczkę. Podobnie czynimy z ogórkami z tym, że nie obieramy ich. Wszystkie warzywa mieszamy z kukurydzą i groszkiem, dokładamy majonez (u mnie 3 łyżki), solimy i pieprzymy do smaku.

poniedziałek, 20 lutego 2012

MuffCappucino

Wczoraj wspominałam o moich wyczynach kuchennych. O dziwo bułki się udały a muffinki prezentuję dzisiaj. Nie raz traktowałam przepis na nie jako podstawowy muffinkowy, dzisiaj ten, od którego wszystko się zaczęło, no może ociupinkę zmodyfikowany!!!


2 szkl. mąki pszennej
1/2 szkl. cukru
2 łyżki kawy rozpuszczalnej
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki soli
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

1 szkl. mleka
1 jajko
100 g masła roślinnego - rozpuszczone

gorzka czekolada - u mnie paseczek (w oryginale pół tabliczki) bo tyle było i to taki mój malutki wkład w Czekoladowy Weekend

Piekarnik nagrzewamy do 180 st.C. Formę do muffinek  wykładamy papilotkami lub smarujemy masłem, lub tak jak wczoraj kawałkami papieru do pieczenia.
Suche składniki wsypujemy do miski i mieszamy.
Masło rozpuszczamy i studzimy. Łączymy z jajkiem i mlekiem. Mokre składniki dodajemy do suchych. Mieszamy i po wymieszaniu przekładamy do foremek.
Pieczemy ok. 25 minut. Czy są upieczone sprawdzamy patyczkiem.


niedziela, 19 lutego 2012

Są takie dni...

... kiedy powinno się tylko leniuchować zostawiając wszelkie pichcenie, pieczenie innym. Dziś jest taki dzień.
Od rana zajmowałam się sobą delektując się dobrym humorem Córci, Małżonem, ciepłą kąpielą z truskawkową pianką i mandarynkowym peelingiem, wspomnieniem dawno niesłyszanej muzyki (Black Sabbath... moja miłość z samych początków rockowej fascynacji...).
Obiad przygotowałam idąc za ciosem dobrego samopoczucia a potem...

... zachciało mi się słodkiego. Cóż apetyt wrócił mi odrobinę choć nie w takim stopniu jak przed czwartkiem. Uzgodniliśmy na naradzie rodzinnej przygotowanie budyniu, muffinek cappuccino z czekoladą, oraz już kolacyjnie bułeczek.

Zanim zabrałam się za gotowanie oczywiście musiałam zająć się zmywarką oraz przygotowaniem obiadku dla Małżona na jutro i tu pierwsze ALE. Otóż w ferworze miłej niedzieli zrobiłam pyszne Zawijasy z boczkiem i śliwką. Zjedliśmy je ze smakiem tylko pewna ruda głowa zapomniała o zrobieniu zdjęć!!! dlatego też jeśli przepis się pojawi to albo kiedyś albo bez fotki.

Druga "przygoda" dotyczyła budyniu. Nie chciał zgęstnieć, na szczęście zrobił to choć z opóźnieniem.
Z muffinkami nie poszło już tak łatwo. Wymieszałam wszystkie składniki, wyjęłam papilotki i okazało się, że mam ich za mało, sąsiedzi nie mieli więc zapakowałam więcej ciasta do tych, które miałam i prawie włożyłam blaszkę do piekarnika... Na szczęście uprzytomniłam sobie, że nie dodałam do nich proszku do pieczenia!!! byłby zakalec. Wściekłość z bezradnością mną wstrząsnęła. Małżon na szczęście i w takich sytuacjach bywa oparciem. Wziął miskę i z papilotek ciasto powygrzebywał. Dodałam proszek, łyżką nałożyłam ciasto do foremki wyłożonej pociętym papierem do pieczenia i wreszcie znalazło się w piecyku. Po 25 minutach wyjęłam piękne, rumiane ciastka ALE w czasie oczekiwania na słodkości zajęłam się ciastem na bułki. Ehhh, nie wiadomo czemu było strasznie rzadkie a potem powtórnie przeczytałam przepis. No i okazało się, że zamiast 3/4 szklanki dodałam 300 ml mleka :)
Zaczęło się dosypywanie mąki i w końcu ciasto zaczęło przypominać to właściwe, a na koniec zmywając michy prawie umyłam tą z rosnącym ciastem!

No i powiedzcie sami czy nie lepiej czasem nic nie robić??? owszem bywa wesoło ale nerwów też sporo się zjada przy tym :) 
Tym optymistycznym akcentem kończę życząc miłego wieczora wszystkim czytającym.
Dzisiaj zapraszam na piosenkę a jutro na muffinki.


piątek, 17 lutego 2012

Dzień Kota?

Podobno mamy dzisiaj Dzień Kota... mojego wrednota chyba także... z tej okazji mały przegląd przez Stefanowe bycie u nas. Oj coraz cięższe czasy z tym rudym paskuda mamy...

Kiedyś dawno, dawno temu, pod koniec 2010 roku...


 i nasz klucha 2 miesiące temu...


... i jego słodka przygoda w Dniu Kota... 

 

He he biedaczek pomału nie mieści się w kadrze... a racje żywnościowe ma wydzielane co do grama i żebrze ile może a nic nie dostaje...


I jeszcze dwa słowa o Tłustym Czwartku. Przeminął nie wiadomo kiedy i jednak mój zamiar nierobienia pączków miał miejsce. Z przyczyn ode mnie niezależnych przytrafił mi się rozstrój żołądka. Cały dzień przeleżałam. O dziwo Blondasek był opiekuńczy i nie absorbujący. Dziecko Anioł! a po południu dostałam skurczów w dole brzucha więc wieczór spędziliśmy w szpitalu zastanawiając się czy nasza rodzinka się powiększy już tego dnia. Skurcze okazały się za małe na zostanie w szpitalu a w nocy praktycznie ustały tak więc jako ta jeszcze "nierodząca" dzisiaj obchodzę, na diecie będąc, Dzień Kota :)

środa, 15 lutego 2012

o przepisach świątecznych

Dzisiaj, teraz, nie podam  żadnego przepisu ale chcę poruszyć temat około przepisowy.
Wczoraj dostałam komentarz dotyczący Waniliowych serc. Był mniej więcej treści "wszystko pięknie ale to dziś są Walentynki więc i tak nikt go nie wykorzysta"... został może trochę mniej wprost napisany za to przez kogoś, kto ma podpiętą pod swój Nick stronkę erotyczną... ponieważ nie uważam by cokolwiek wnosił czy tez był wyjątkowo sympatyczny usunęłam ten wpis ale postanowiłam się w jakiś sposób do niego odnieść.

Problem ten dotyczy wszelkich przepisów świątecznych i okolicznościowych. Nie mam w zwyczaju pieczenia tematycznych ciast i ciasteczek sporo przed daną uroczystością tylko dlatego by odpowiednio wcześniej zamieścić recepturę. Piekę, smażę czy gotuję na dane święto tak by potrawa była świeża i smaczna. Nie piekę strucli makowych kilka razy do roku, podobnie jest z pierniczkami czy pączkami by się nie opatrzyły, nie przejadły. Są u mnie czymś niecodziennym, wyjątkowym i dlatego smakują inaczej niż zwykłe wypieki.
Prowadzę tego bloga w taki a nie inny sposób. Prezentuję rożne przepisy już wypróbowane, pożarte prze całą rodzinkę, opatrzone moim komentarzem na ich temat.

Jutro mamy Tłusty Czwartek... nie zamierzałam robić pąków ale jednak zrobię by nie skazać się na obrzydliwe tłustości ze sklepu osiedlowego. Będę je jednak smażyć jutro i tak też pojawi się przepis wraz ze zdjęciem.
Wydaje mi się, że jest to zrozumiałe.  Poza tym przecież zawsze można daną potrawę zrobić za rok już mając spisane proporcje i sposób wykonania. Ja tak robię. Nie bazuje tylko na tym co tu i teraz w necie, na blogach.

Takie jest moje zdanie w tej kwestii. Jutro zapraszam na Domowe Pączki z wiśniową konfiturą a dzisiaj po południu na Karkowkę w sosie słodko kwaśnym.

Pozdrawiam Wszystkich z zasypanego wiewiórczego azylu :)

wtorek, 14 lutego 2012

Waniliowe serducha walentynkowe. Mały Łakomczuch w Kuchni odc.7

Ciasto zostało zagniecione, foremki umyte, wylepione łapkami małymi i większymi, upieczone, posmarowane, posypane i... częściowo zjedzone. A część czeka na powrót ukochanego Taty i Małżona.
Przepis na ciasto zaczerpnęłam z Atlasu Kulinarnego Świata. Ponoć na Tort Waniliowy from Belgia... Cóż ciastka wyszły pyszne! ALE... z tortem nie mają nic wspólnego. Wyszły chrupiące i kruche, z marmoladką na wierzchu. Możliwe, że gdybym upiekła z nich jedno ciasto miało by całkiem inną konsystencję, aczkolwiek tortem i tak pewnie bym go nie nazwała.


200 g mąki
100 g masła
6 łyżek cukru
ziarenka z połowy laski wanilii
1/2 propszku do pieczenia
sól
jajko
4 łyżki dżemu malinowego/truskawkowego
płatki migdałowe i gruby cukier trzcinowy do posypania

Ucieramy masło z cukrem i wanilią, kolejno dodajemy jajka, mąkę z proszkiem i szczyptę soli. Przekładamy do natłuszczonej foremki, u mnie serca ale może być mała tortownica, i pieczemy 20 minut w 180 st.C.
Wyjmujemy ciasto, smarujemy dżemem i zapiekamy kolejne 5-10 minut. Wyjmujemy posypujemy cukrem i migdałami.


WALĘtynki lub w podłogę czyli Święto Budowlańca :)

Wszelkie święta komercyjne zawsze mnie mierziły ale... czasy buntu przeminęły. Stałam się kobitą dojrzalszą, mamą, naście lat było dawno temu a co za tym idzie moje podejście do takich spraw jak Walentynki też się trochę zmieniło. W gonitwie myśli, w rutynie, która dopada mnie i Małżona każdego dnia warto znaleźć przypominacz, choćby taki obleśnie czerwony, przesłodzony, walentynkowy, by pomyśleć o tych ukochanych osobach i powiedzieć "Pamiętasz? Kocham Cię!".
A jeśli do tego dodamy jakieś serducho własnej roboty, takie słodkie, do schrupania? wtedy ani dzień, ani wieczór nie może być zły!!! Ja mam w planach pieczenie z Córcią Waniliowych Serc. Obiad na szczęście wczoraj zrobiłam na dwa dni :) Przy okazji wreszcie wypróbuję nowe foremki serduchowe. Na ww łakocie zapraszam po południu.

A propos walenia... wczoraj się nieźle wyWALIłam... a Stefan był tego bezpośrednią przyczyną. Szalał wieczorowa porą, jak strzała śmigał z blatu na podłogę, galopem na wersalkę itp. Niosłam talerz z kolacją dla Blondaski a w tym czasie kot wbiegł mi pod nogi. Sama nie wiedziałam co mam ratować najpierw... talerz, brzuch czy może jeszcze coś...
Rymsnęłam na kolana, jedzenie pospadało z talerza ale ani brzuch, ani talerz nie ucierpiały. Tylko nerwy zszargane i to do tego stopnia, że w nocy co chwilę się budziłam sprawdzając czy nie rodzę, czy Syncio się porusza... Masakra! w takich chwilach mam ochotę napisać "rudy kot Stefan szuka nowego domu!".

Ukojenia nie dało nawet do bólu romantyczne zakończenie "Wiedźmy naczelnej". Może "Cukiernia pod Amorem", którą zamierzam dzisiaj napocząć sprawi, że moje myśli popłynął w innym kierunku?

niedziela, 12 lutego 2012

Chałka Purimowa

Niedzielne śniadanie to nie lada wyzwanie. No może troszkę przesadzam :) chociaż z drugiej strony szlag może trafić gdy moja kochana rodzinka nie chce dopomóc w doborze wypieku. Sama wybrałam. Tym razem zapraszam na pochodząca z kuchni żydowskiej Chałę Purimową. Jedno z ciast jakie piecze się z okazji radosnego Święta Purim. 
Przepis pochodzi z Kulinarnego Atlasu Świata. Chałka tak wykonana jest dość słodka, rumiana, trochę jakby krucha ale i lekko gliniasta co oboje z Małżonem we wszelkich wypiekach tego typu uwielbiamy.


500 g mąki pszennej
30 g drożdży 80 g cukru - u mnie pól na pół zwykły z waniliowym
1/2 szkl. mleka
1 jajko
2 żółtka
szczypta soli
150 g masła
50 g rodzynek
rozpuszczone masło do posmarowania
ew. migdałowe płatki do posypania lub ulubiona kruszonka, ew. gruby cukier

Drożdże rozcieramy z mlekiem i odstawiamy na 15 minut. 
W misce ucieramy miękkie masło i cukrem. Dodajemy kolejno jajko, żółtka, rodzynki oraz mąkę i sól. Na końcu wlewamy zaczyn i zagniatamy dość zwarte ciasto.
Odstawiamy w ciepłe miejsce by podwoiło objętość, u mnie było to 45 minut pod żarówką w piekarniku.
Po tym czasie ciasto dzielimy na 3 części i zaplatamy w ścisły warkocz. Chała powinna rosnąć kolejne pół godziny. Po tym czasie smarujemy ją masłem, posypujemy i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 st.C przez ok. 45 minut.


sobota, 11 lutego 2012

Fish&Chips

Lubie ryby ale rzadko je robię i po raz kolejny okazuje się, że jest to w jakimś sensie uzasadnione. Małżon spróbował ale nie zjadł, za to mi i Blondasce smakowało bardzo. Przepis na Fish&Chips zaczerpnęłam z Atlasu Kulinarnego Świata, z Kuchni Brytyjskiej. Tutaj podaje przepis na samą rybkę bo zakładam, że frytki każdy umie zrobić. Ja niestety nie podałam dania w gazecie z braku takowej za to z surówką typu Coleslaw.


ciasto:
300 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
sól
15 ml wody mineralnej
200 ml mleka
1 jajko
2 łyżki octu

ok. 1 kg białej ryby, np mintaja lub dorsza

ziemniaki w dowolnej ilości pokrojone na frytki

Składniki ciasta mieszamy mikserem na gładkie, dość geste ciasto. Zostawiamy na 10 minut by napęczniało.
Kroimy frytki, nastawiamy frytkownicę oraz olej w głębokiej patelni by usmażyć rybę.
Rybę kroimy na kawałki, każdą część zanurzamy w cieście i oblepiamy nim, wkładamy do oleju. Ciasto jest gęste ale warto się pomęczyć! Smażymy rybę na złocisto, wyjmujemy na papierowy ręcznik. W czasie robienia ryby smażymy frytki.
Porcje ryby i frytek zawijamy w gazetę lub tak jak w moim przypadku podajemy na talerzu z surówka.

Szczęście...

Jak mawiał mój tata "Kupa szczęścia z przewaga kupy...".
Dzisiaj od rana zastanawiam się nad tym uczuciem. Co to jest szczęście i bycie szczęśliwym?
Często czuje radość, uśmiecham się, cieszę ale czy to wystarczy bym była szczęśliwa? Chyba nie.
Umiem cieszyć się uśmiechem Córci, tym co powie, mruczeniem kota czy pięknym widokiem. Umiem, doceniam, ktoś kiedyś powiedział, że jestem estetką i pewnie miał rację. Cenię ład, porządek i to co piękne.
Ale mimo tego wszystkiego nie zawsze czuję się szczęśliwa. Gdzieś w środku noszę smutek, żal, mam poczucie niezrozumienia, niezaspokojenia jako osoby myślącej, tworzącej, posiadającej potrzeby rozmaite, te duchowe i materialne siłą rzeczy również.

A gdzie w tym wszystkim "kupa"? ano w tym, że nawet kiedy jestem szczęśliwa, mimo nie spełnienia w wielu sferach, mimo zmęczenia, wystarczy mały kamyczek, bym poczuła żal, by łzy stanęły mi w oczach, by ta odrobina uczucia szczęśliwości wyparowała.
Czasem najbliżsi nawet nie myślą o tym, że jednym słowem mogą zranić. Złym humorem, nie wytłumaczeniem dlaczego postępują tak a nie inaczej, burczeniem, uwalniają pokłady smutku i łez.
A ja teraz jak nigdy potrzebuję ciepła, miłości, bliskości i zrozumienia dla czasem nawet absurdalnych emocji mną targających czy dla potrzeby przytulenia... Słowa o sierści kota, którego głaskałam i przytulałam, i którą na pewno mam na sobie i dlatego tylko buziak na do widzenia sprawiają ból, podobnie jak odsuwanie mnie z powodu zimnych dłoni. Przecież wystarczy przytulić a wtedy się rozgrzeją...

Mam dziś nastrój mało optymistyczny mimo słońca za oknem. Wcześnie poszłam spać i wstałam wcześnie. Córcia obudziła się 3,5 godziny po mnie dała mi tym samym czas na wprowadzenie pewnych blogowych zmian. Promyk szczęścia pojawił się dzisiaj w mojej skrzynce mailowej. Po wczorajszych dywagacjach na temat wyglądu bloga jakie prowadziłyśmy na gg Ewka zrobiła mi blogowy banerek co zmotywowało do porannej zmiany tapety i taaa daaam! nowy wygląd bloga mam :) Jestem z niego bardzo zadowolona. Ewo!!! bardzo Ci dziękuję!

Do porannej kawy znowu czytałam, pochłaniam ostatnio książki jak już dawno nie, podróżując w niezwykle rejony wyobraźni, do świata czystej fantazji. "Wiedźma Naczelna" równie dobrze się zapowiada jak pozostałe, już pochłonięte części. I zaraz chyba tam wrócę, do mego drugiego świata dającego wytchnienie.

Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego weekendu.

piątek, 10 lutego 2012

Ciasto marchewkowe

Moja miłość do ciasta marchewkowego rozpoczęła się pewnego zimowego, śnieżnego wieczora w herbaciarni o miło brzmiącej nazwie Same Fusy. Oprócz wspaniałych herbat z różnych stron świata i podawanych na rozmaite sposoby można tam zjeść coś słodkiego. Ja zawsze, od lat, zamawiam Marchewkowe Pole... 
Ciasto jakie upiekłam dzisiaj ma trochę inny smak ale równie wspaniały. Lekko wilgotne, pachnące, idealne do dobrej popołudniowej herbaty albo gorzkiej kawy. Przepis pochodzi z KUCHNI opatrzonej numerkiem 2-2012.


200 g maki orkiszowej (u mnie typ 630)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka soli
po 1 łyżeczce cynamonu i gałki muszkatołowej
150 g masła
2 jajka
150 g cukru trzcinowego
200 g utartej marchewki
100 g suszonej zurawiny
skórka otarta z połowy pomarańczy

Make mieszamy z proszkiem, soda i solą oraz przyprawami. Masło roztapiamy, jajka ucieramy z cukrem.
Do masy jajecznej dodajemy mąkę i masło a następnie marchewkę, skórkę i żurawiny. Ja wszystko mieszałam mikserem.
Ciasto wykładamy do wysmarowanej masłem keksówki.
Pieczemy ok 45-50 minut w 180 st.C. Po upieczeniu studzimy i wyjmujemy z foremki.


czwartek, 9 lutego 2012

Bezimienny kurczak czyli po tajsku w głębokim oleju

Dużo u mnie ostatnio kurczaka, i w ogóle jakoś mięsnie. Dzisiaj wypróbowałam przepis z kuchni tajskiej pochodzący z Atlasu Kulinarnego Świata o Tajlandii. Bardzo prosty w przygotowaniu i niebywale smaczny. Zarówno na zimno jak i na gorąco, prosto z głębokiego tłuszczu. Moje zmiany dotyczyły proporcji przypraw aby potrawa nadawała się dla Córci. Autor przepisu pisząc o curry nie wspomniał czy chodzi o proszek czy też o pastę tak charakterystyczną dla kuchni tego kraju dlatego też część zrobiłam z jedną a część z drugą przyprawą.


5 piersi kurczaka, pokrojonych w kostkę 2 na 2 cm

ciasto:
1,5 szkl. mąki pszennej
po szczypcie kurkumy, chili i soli
1 jajko
po 1 łyżeczce imbiru, ostrego curry
1 szkl. wody
kilka kroplisosu rybnego
olej do smażenia

Składniki ciasta mieszamy energicznie by otrzymać gładkie ciasto trochę gęstsze od naleśnikowego.
W woku rozgrzewamy silnie olej. Kawałki kurczaka zanurzamy w cieście i wrzucamy do tłuszczu. Smażymy na złoto, odsączamy na papierowym ręczniku.
Autor napisał w przepisie, ze kurczak jest bardzo ostry. Zakładam, że faktycznie byłby taki gdybym dodała ostrego curry, ja dodałam jednak zwykłej czerwonej pasty ze słoiczka oraz zwykłego curry z torebki... potrawa była raczej łagodna.


środa, 8 lutego 2012

Banany w cieście z sezamem

Córcia jak nowo narodzona. Antybiotyk wreszcie zaczął działać. Ufff!!!
A ja na pocieszenie w tym trudnym dla mnie czasie wczoraj smażyłam banany. To taka moja propozycja na tłustoczwartkowe szaleństwo. Na pączusie pewnie się nie zdecyduję, choć kto to wie... Przepis mało polski. Z kuchni tajskiej wg Gordona Ramsaya z małymi modyfikacjami.


3 spore banany - dojrzałe
olej roślinny do smażenia
cukier puder do posypania

ciasto:
łyżka wiórków kokosowych
po 50 g mąki kukurydzianej i ryżowej (u mnie niestety pszenna)
2 łyżki sezamu
1/2 łyżeczki soli morskiej
1 łyżeczki cukru
ok 125-140 ml wody

Przygotowujemy ciasto energicznie mieszając składniki. Powinno być dość gęste.
Banany obieramy i kroimy każdego na 3-4 kawałki. W głębokim rondlu rozgrzewamy olej, tak 5 cm warstwę.
Kawałki banana zanurzamy w cieście, ja to robiłam łyżką, i wkładamy do rozgrzanego oleju. Smażymy przez kilka minut aż się zrumienią, obracamy na drugą stronę. Gdy są gotowe wyjmujemy na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem. Zjadamy lekko ostudzone i posypane cukrem pudrem.

wtorek, 7 lutego 2012

Z nadzieją na przełom i Karkówka pieczona z miodem

Bardzo liczę, że to była przełomowa noc. Cały czas czekam aż antybiotyk zacznie działać a temperatura nie będzie przekraczać 39ciu kresek. Apogeum było dzisiaj ok. północy 40,4 st.C. Córcia się obudziła, wzięłam ją do nas do łóżka, były okłady, czopek pół godziny wcześniej niż powinien ale nie mogłam patrzeć jak się trzęsie... na szczęście ten ostatni zadziałał dość szybko i pół godziny po północy Córcia znowu spała pochrapując. Ok. 3ej przebrałam ją z mokrej piżamki i spała do 7ej snem nieprzerwanym. Dopiero jakieś pól godziny po wstaniu temperatura znowu zaczęła rosnąć ale jak na razie to tylko 38,2... Mam nadzieję na przełom gdyż zwykle gorączka wracała już po 5 godzinach a teraz minęło 8...
Przez te chorobę całkiem zapomniałam o sobotniej Karkówce jaką zrobiłam z przepisu Ilki. Była to moja pierwsza niegrillowa próba z tym rodzajem mięsa. Zawsze omijałam je szerokim łukiem ze względu na
przerastający ja tłuszcz itp co odstrasza męża mego.
Tymczasem pieczeń okazała się smaczna, aromatyczna i wilgotna. Małżonowi przeszkadzały goździki ale mi nie. Z ziemniaczkami i mizerią przepyszna.


500 g karkówki wieprzowej bez kości
5 goździków

1/2 łyżki płynnego miodu
1 łyżka ostrego keczupu
1/2 łyżki ostrej musztardy
1 przeciśnięty ząbek czosnku
1/2 łyżki oliwy
sól
 
Mięso myjemy, wycieramy i szpikujemy goździkami.
W misce zmieszać składniki marynaty i dokładnie obtaczamy w niej mięso.
Wstawiamy do lodówki na kilka godzin a jeszcze lepiej na całą noc.
Mięso wyjmujemy z marynaty i przekładamy do brytfanki lub naczynia żaroodpornego.
Piekarnik nagrzewamy do 200 stopni.
Wstawiamy mięso i pieczemy ok. 20 minut, następnie zmniejszamy temperaturę do 180 st. i pieczemy kolejne ok.1,5 h.
W czasie pieczenia polewamy mięso wytworzonym podczas pieczenia sosem, jesli takowy sie słabo wytapia lub przypala podlewamy odrobiną gorącej wody.
Powstały sos możemy po pieczeniu przelać do garnuszka, zagęścić mąką i doprawić do smaku solą i pieprzem. Ja jedynie rozrzedziłam go wodą, nie zagęszczałam niczym.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Morelowy kurczak i Pilaw z jęczmiennej kaszy perłowej- Parve

Przestałam kupować miesięcznik KUCHNIA gdy zaszłam w ciążę, potem doszłam do wniosku, że szkoda mi kasy a ostatnio dostałam 2gi numer tegoż od Małżona na pocieszkę. I bardzo dobrze się stało!!! znalazłam tam artykuł o kuchni żydowskiej. Od razu zaplanowałam przygotowanie obiadu z dwóch dań. 
Plan zrealizowałam wczorajszego wieczora po całym dniu wojowania z Córci temperaturą, z wizytą u lekarza, z wynoszeniem choinki. Aromaty rozchodzące się po domu były wspaniale a smaki jakie dzisiaj zagościły na moim talerzu powalające. Polecam w 100%!!!


MORELOWY KURCZAK

1,5 kg kurczaka (u mnie same piersi i podudzia)
słodka papryka w proszku
sól
marynata:
1/2 szkl. morelowego dżemu z kawałkami owoców
1/2 szkl. majonezu
1/2 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka posiekanego czosnku

Mięso myjemy, umieszczamy w naczyniu do zapiekania, oprószamy sola i papryką. Mieszamy składniki marynaty i mieszaniną smarujemy mięso. Przykrywamy naczynie folia aluminiową i wstawiamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc.
Kurczaka pieczemy pod przykryciem przez 45 minut w 180 st.C a potem rumienimy kolejne 25 minut bez przykrycia.



PILAW Z JĘCZMIENNEJ KASZY PERŁOWEJ - PARVE

1 mała cebula (u mnie szalotka)
3 ząbki czosnku (u mnie 1 )
3 łyzki oliwy
200 ml kaszy perłowej
1/2 litra bulionu
sól
czarny pieprz
woda
2 łyżki posiekanej natki pietruszki
1/2 łyżeczki skórki otartej z cytryny

Cebule i czosnek siekamy i podsmażamy na oliwie ok 5 minut mieszając co jakiś czas. Dodajemy kaszę i smażymy 3 minuty. Bulion zagotowujemy i wrzucamy do niego kaszę. Doprawiamy sola i pieprzem.
Gotujemy pod przykryciem przez ok 30-45 minut lub aż kasza będzie miękka, w razie potrzeby podlewamy wodą.
Zdejmujemy z ognia i trzymamy pod przykryciem 15 minut, studzimy 10 minut a następnie dodajemy skórkę i natkę. Podajemy sam lub z ww kurczakiem. Dla mnie to połączenie idealne.

sobota, 4 lutego 2012

Bajaderki i inne

W domu szpital. Choć chora tylko Córcia ja jak zwykle się denerwuję... a że jestem z nią sama... rożne myśli przychodzą do głowy szczególnie gdy wraz z dzieckiem wstało się o 4ej. Malutka wróciła wczoraj od babci już z 37,5 a dzisiaj miewa nawet do 39,2. Jej organizm walczy, czasem pokasłuje ale oprócz temperatury nic jej nie dolega. 
Na pocieszenie, dla ciała i ducha zrobiłam sobie, i mam nadzieję innym domownikom, bajaderki wprost z Arabeski. Są pyszne i banalne do przygotowania. U mnie w formie tzw. kartofelków.


150 g herbatników typu "petit beurre"
50 g rodzynek
100 g dżemu, u mnie żurawinowy i wiśnie z konfitury, wagowo pół na pół
50 ml mleka
50 g masła
50 g cukru
2 czubate łyżeczki ciemnego kakao
2 krople aromatu rumowego
wiórki kokosowe do obtoczenia

Herbatniki dokładnie rozkruszamy.
W rondelku rozpuszczamy w mleku masło, cukier, rodzynki, dżem, kakao i aromat.
Dodajemy pokruszone herbatniki, dokładnie mieszamy i studzimy.
Z masy robimy w dłoniach kule wielkości dużej moreli i obtaczamy je w wiórkach kokosowych.
Wstawiamy je do lodówki by stężały.
Ja ulepiłam 12 małych ziemniaczków.


A korzystając z tego, że mój kochany Blondasek leży i śpi od 15ej postanowiłam dokończyć różne różności i ulepić małe co nieco. Tutaj tylko jedwabno czesankowy Kubkoocieplacz na resztę zapraszam do mego bloga twórczego. Jeśli ktoś na taki kubkoocieplaczyk reflektuje mogę zrobić w dowolnej kolorystyce na zamówienie lub możecie kupić ten na HandeMade.


czwartek, 2 lutego 2012

MegaMuffinki i prezntów kupa

Obiecałam dzisiaj na deser muffinki, MegaMuffinki. A czemu mega? nie dlatego, że wielkie ale dlatego, że pyszne!!! Spontaniczne, łączące kilka smaków. Ja dodałam do nich orzechy laskowe, za którymi ostatnio wprost szaleję, ale równie rewelacyjna byłaby orzechowa granola lub inne bakalie, czyli to co lubicie. A oprócz tego muszę się pochwalić prezentem... Ewka przysłała mi paczkę a w niej mnóstwo własnoręcznie robionych rzeczy. Od naszyjnika począwszy, przez guziki, tzw. pchełki, na gadżetach dla lalek skończywszy. O tych wspaniałościach tutaj, a teraz zapraszam na słodkości.


na 6 sporych muffinek:
1 szkl. mąki pszennej
2 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
1/3 szkl. cukru

jajko
50 ml oleju
125 ml mleka
2 łyżki wiśni, u mnie mrożonych, mogą być też z konfitury
1 bardzo dojrzały banan, rozgnieciony
2 garści orzechów laskowych, granoli lub innych bakaliowych

W misce mieszamy mąkę z proszkiem, cukrem, solą i kakao. 
W kubku łączymy jajko z mlekiem i olejem, dolewamy do suchych składników. 
Mieszamy, dorzucamy orzechy, banana i wiśnie. Mieszamy.
Formę do muffinek wykładamy papilotkami i napełniamy w 2/3 ciastem.
Pieczemy w 180 st.C ok 25 minut. Studzimy po wyjęciu z foremek.


A to część moich upominków...

środa, 1 lutego 2012

Zupa z białej fasoli i warzyw oraz MegaMuffinki

Lubię fasolę, właściwie każdą, zarówno świeżą jak i z puszki. Dzisiaj na obiad zaserwowałam wspaniałą, bardzo aromatyczną i sycącą Fasouladę rodem z Grecji tak przynajmniej twierdzi Gordon Ramsay w "Kuchniach świata". Nawet Córcia zjadła miseczkę, byłam pod wrażeniem gdyż nie zawsze chce jeść strączkowe. Od siebie, dla Małżona dodałam kawałek podsmażonej kiełbasy ale wersja stricte wege jest równie pyszna.


350 g suszonej  białej fasoli, namoczonej na noc w dużej ilości wody
3 łyżki oliwy
2 marchewki
2 łodygi selera naciowego
1 średnia cebula
1 ząbek czosnku
sól, pieprz
6 pomidorów z puszki, bez skóry i nasion
ok. 100 ml przecieru pomidorowego
1 łyżeczka suszonego oregano
listki natki pietruszki posiekane do dekoracji

Fasolę odcedzamy, przekładamy do garnka i zalewamy zimną wodą. Zagotowujemy a następnie zbieramy szumowiny i pianę, zmniejszamy ogień i gotujemy ok godziny.
W innym rondelku rozgrzewamy oliwę.Wrzucamy posiekane marchewki, selera, cebulę i czosnek, doprawiamy solą i pieprzem. Smażymy na sporym ogniu aż zmiękną i dokładamy do nich z pomidory wraz z przecierem i oregano. Gotujemy mieszając ok. minuty po czym przekładamy do fasoli. Dolewamy wody by wszystkie składniki były przykryte i gotujemy aż fasola będzie miękka. Czas zależy od tego jak bardzo rozgotowaną fasolę lubimy. W razie potrzeby dolewamy wody.
Zupę podajemy gorącą, posypaną natką pietruszki.


A upieczone dzisiaj pyszne bananowo czekoladowe MegaMuffinki pokażę jutro kiedy wrócę z pracy gdzie muszę pozałatwiać rożne sprawy związane ze śmiercią ojca. Niestety do pogrzebu ponad 1000 zł trzeba dopłacić. Duża to kwota więc jak mus to mus i jutro wyruszam na Uniwerek... przeraża mnie trochę mróz ale co robić.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...