Moje Bieszczady...


skansen w Sanoku

Wracam w Bieszczady średnio co 10 lat... każda z podroży jest inna, intensywna pod względem emocjonalnym i fizycznym. Tym razem było wyjątkowo także dlatego, że chodziły z nami nasze własne ukochane dzieci. Czasami same z siebie gnały do przodu innym razem musiała nęcić je "marchewka"...
Bieszczady zimową porą a te latem to zupełnie inna bajka, inne ale nadal magiczne i niezwykłe.
Jechałam pełna obaw, nie wiedziałam jak pogodzę chęci do chodzenia moje, Małżona i dzieci...
Tymczasem okazało się, że im stromiej i bardziej po kamieniach tym lepiej więc ani Smerek, ani Tarnica straszna nam nie była (no może poza schodami na Tarnicę... nuuudy!!!) za to ze zwykłych spacerów wracaliśmy umordowani jękiem co po niektórych.
Były 4 dni wolniejsze ale i tak pełne atrakcji: Zwierzyniec w Lisznej, Kolejka Bieszczadzka, basen w Lesku gdy padało, EtnoMuzeum w Lutowiskach a na koniec Park Dinozaurów w Bałtowie a w drodze TAM zatrzymaliśmy się w Sanoku by zobaczyć wspaniały skansen...
Żywiliśmy się głównie w Zajeździe Niedźwiadek w Smereku choć i dwa razy udało nam się skosztować smakołyków z Chaty Wędrowca w Wetlinie. W Niedźwiadku królowały pierogi, placki ziemniaczane, kotlety schabowe i zupy typu żurek i kapuśniak. W Chacie pożeraliśmy naleśniki giganty, zupę z soczewicy i baraninówkę, pół porcji nam całkowicie wystarczyło by się najeść!

niesamowity dach w skansenie

piękne przed ogródki w skansenie
poranne słońce wita w Strzebowiskach
w drodze na Połoninę Wetlińską
istny diabeł... ze Zwierzyńca

muzeum w Majdanie czyli nasze doświadczenia z kolejką Bieszczadzką...
...krótko mówiąc zwiedzanie fajne, długie czekanie i nuuudny kurs w te i z powrotem, i drogo.

ścieżka dydaktyczna na Dwernik Kamień... malownicza, odludna i bardzo błotnista :)
Mała Rawka zdobyta...
...i Wielka Rawka tez :) a potem siup szlakiem do Ustrzyk Górnych
Tarnica przed nami...

... i pod nami, czyli stoimy w tłumie na szczycie i podziwiamy widoki...
w drodze na Jasło, jagodziska, maliny i czarne języki i łapy!
spotkanie dwóch wędrowców na szczycie, siedzieli i rozmawiali...

Okraglik z widokiem na Słowację... i powrót drogą nie całkiem oznakowaną... leśne błota, ślady zwierząt, zwalone pnie i dzikie strumienie... atrakcje jakie Małżon funduje swej żonie...
w ramach odpoczynku wycieczka ścieżką etnologiczno-historyczna w Lutowiskach, gorąco i zbyt przewidywalnie było... dzieci zaprotestowały w 1/4 długości... na szczęście zobaczyliśmy kirkut :)

dyskusja co dalej na Przełęczy Orłowicza... bo burza w dolinie za nami a słońce przed nami... na Smereku staniemy innym razem...

w drodze powrotnej odwiedziliśmy Park Dinozaurów w Bałtowie...
fajne miejsce ale czy warte takich pieniędzy...
Wróciliśmy w czwartek a ja już tęsknię... wytrzymam kolejne 10 lat? wątpię!

Komentarze

  1. Ale fajna wyprawa:) Dzieci Twe to naprawde zuchy:) nie wiem czy mój by tak szedł:))Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem z jękiem, czasem dzięki przekupstwu ale udawało się! i mieli satysfakcję :)

      Usuń
  2. pj Kochana piekne widoki mieliście :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To nie diabeł, to ja! ;)
    Piękne widoki, niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe to prawda :)
      a widoki niesamowite bezapelacyjnie!

      Usuń
  4. Średnio co 10 lat? To ile razy byłaś, 3? :) Kirkut w Lutowiskach jest piękny! Byłam rok temu (nie, dwaaaa) i podziwiałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu 4 razy :) jako dziecko podstawówkowe również byłam, z rodzicami :)
      Jest tyle pięknych miejsc w Polsce, że jeżdżenie tylko w Bieszczady nie jest po prostu mozliwe, dlatego tylko 4 razy :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji