Fartuch, kozy i Wiewiorka

Pisałam Wam o tym, że wracając z Bieszczadów wstąpiliśmy na Podlasie do Domu Mokoszy. 
Ewa po raz kolejny dała się namówić na zrobienie sesji foto. Przedmiotem tejże sesji miałam być ja i mój fartuch COOKie, wygrany chyba 2 lata temu w jednym z konkursów.
Sceneria była malownicza, brzozy wysokie, rzeczka wylała, a ja zmarzłam nieco... efekty zobaczcie poniżej. Zdjęcia autorstwa Ewy Graniak, od niej tez dostałam foty.
Miłego oglądania.
PS. Prawda, że twarzowy fartuszek? :P






 i moje ulubione... Marianna i kozy :)



Komentarze

  1. Fiu fiu! Co za sesja! A fartuch jak kiecka ślubna;) Fajnie wyglądasz:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marianko, super! Tylko czemu w takim ziąbie!

    OdpowiedzUsuń
  3. :) chyba dlatego, że rzadko się z Ewą widuję i akurat teraz była zima :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo dla sztuki człowiek po prostu się poświęca - nie ma to tamto, ze zimno, że gorąco, że boli - trza działać :D
    Jestem bardzo zadowolona z tej sesji. Wyszło super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywista to prawda, dla sztuki warto się poświęcić bo chodzi o uzyskanie określonych efektów :)

      Usuń
  5. świetna ta sesja , a fartuszek smakowity jak beza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka sesja w taką pogodę to nielada wyzwanie! Jednak udana! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Popularne posty