Druga - podróznicza - pocztówka z wakacji

Pogoda nie rozpieszczała nas na początku wyjazdu. Padało co i rusz więc musieliśmy jakoś organizować sobie czas. Trzeciego dnia wpadliśmy na pomysł by pojechać samochodem do Mikołajek. Pierwszy raz byłam w podobnym miejscu. Deptaki owszem znałam różnorakie ale nie z klimatem żeglarskim. Zachciało mi się takiego właśnie żeglowania wakacyjnego... cóż, nigdy tego nie robiłam ale kto to wie?


Dreptaliśmy sobie spokojnie, wiatr wiał a nam rosły apetyty. Dlatego też pożarliśmy lody a potem pizzę.

W drodze powrotnej podjechaliśmy do punktu widokowego nad jeziorem Łuknajno gdzie ostoję swoją mają różne ptaki. Głowy urywało ale było pięknie.



Zatrzymaliśmy się też przy pięknym i niesamowicie malowniczym polu... pełnym maków! zdjęcia mówią same za siebie.


Kolejne dni były rowerowe. W sumie pedałując pokonaliśmy ok 100 km. Widoki zapierały dech w piersiach a nogi domagały się odpoczynku ale było wspaniale. Żałowałam, że pogoda dopisywała tylko 4 dni i nie starczyło ich na wszytko co chcieliśmy zrobić.

Jezioro niczym wzburzone morze, niesamowity widok! 


Prze łąki, przez pola pędzi Wiewióra...


Bywało i podmokło. Jak nie Torfowisko to bagno... i zdarzały się błotne wywrotki, mi oczywiście.



Raz skorzystaliśmy też z kajaka. Małżon wiosłował a ja z Córcią podziwiałyśmy Śniardwy od środka :) no może bardziej od brzegu. Wiadomo, dla bezpieczeństwa trzeba było trzymać się linii brzegowej.


Na twórcze opowieści zapraszam tutaj, a niebawem będzie tam jeszcze więcej!!!

Komentarze

  1. cudne wakacje Wiewiórko! Mam sentyment do Mazur (też od strony lądowej), tam spędziliśmy pierwsze wspólne wakacje... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mazury - piękne miejsce. byłam tam raz w Mrągowie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji