Kwaśnicy misek pięć...

... zjadłam w ostatnim tygodniu w Zakopanem. Dość spontanicznie wybraliśmy się całą rodzinką, ot tak by poszwendać się po dolinkach i małych wzniesieniach. Pierwotnie miały być 4 dni a skończyło się na tygodniu. Pogoda zachwycała słońcem w równych stopniu co góry same w sobie.

Codziennie śniadania jedliśmy u naszych gospodarzy a obiady "na mieście" i prawie codziennie pożerałam kwaśnicę :) Zapewne dziwi Was jak mój żołądek to zniósł ale muszę przyznać, że całkiem dobrze. Inny klimat i o mdłościach zapomniałam, niestety wróciły dni wczorajszego dzień po powrocie do domu :(

Mieszkaliśmy tuż pod a raczej nad Zakopcem, w miejscowości Dzianisz, w drewnianym domu pełnym rodzinnego ciepła, dzieci 9dwójka maluchów w wieku 2 lata i 4 miesiące), serdeczności i swojskich smaków. Co rano na śniadanie było "własne" masło, ser i mleko a niekiedy kiełbasa na gorąco czy pasztet. Pani Teściowa na naszych oczach warzyła oscypki i wędziły się razem z nami w dymie na podwórku. Nie omieszkała nas nimi poczęstować co zaowocowało zakupem 30 sztuk już do domu, dla brzuchów naszych i wszelkich znajomych.
Dowiedzieliśmy się też, że niestety spora część oscypków kupowanych na straganach to podróbki, karmelizowane by skrócić czas wędzenia a tym samym bez tego specyficznego smaku i zapachu, często z czarną smużka w środku, dotyczy to głównie tych dużych wędzonych na bolcach.


Wracając do kwaśnicy. Niestety zdjęć nie mam gdyż Małżon trzymał aparat pod swoim strusim skrzydłem, za to smaki pamiętam aż za dobrze. Oto mój ranking kwaśnic w Zakopanem i okolicach.

Nr. 5 kwaśnica w schronisku w Dolinie Strążyskiej.
Cienka zupa, woda, kapusta i odrobina smaku, porcja niewielka a cena horrendalna jak wszystko w tymże miejscu czyli ok. 8 zł. Jednakowoż po wysiłku i o głodzie posiliłam się nie komentując zbytnio.

Nr. 4 kwaśnica w Zajeździe Józef w Witowie.
Znowu cienka zupa, prawie samo rzadkie, 3 ziemniaki na krzyż za to całkiem spore żeberko do poobgryzania. Najeść się niestety nie dało za to 6 zł kosztowało.

Nr. 3 kwaśnica w restauracji/pizzerii Adamo
solidna, smaczna micha zupy gęstej od kapusty, żeberek i ziemniaków, spora porcja niestety bez pieczywa ale i tak się najadałam, zupa aromatyczna i smakowita choć z pozostałymi pozycjami w rankingu konkurować nie mogła, cena za takiej wielkości porcję bardzo przystępna czyli ok. 8 zł.

Nr. 2 kwaśnica pożarta, w pocie czoła bo upał był ogromny a i zupa gorąca, w drodze do domu, w Restauracji Krakowiacy i Górale na trasie z Czarnego Dunajca do Krakowa.
pyszna, sycąca, porcja nie mała, i żeberko i ziemniaki, smak i aromat właściwy, może ciutkę za kwaśna jak dla mnie ale i tak na prawdę pyszna! cena 8 zł czyli całkiem normalnie.

Mój wielki Nr.1
kwaśnica w Stek Chałupie na Krupówkach. Nie lubię Krupówek bo tłumy tam nieznośne ale za tę kwaśnicę dałabym się pokroić więc i wróciłam do tejże knajpki po 5 latach niebytności w Zakopanem. Idealna, gęsta, z grzybkami, ziemniakami i mięsem, aromat i przyprawy powalają. Porcja średniej wielkości ale z pieczywem, smak pozostaje w pamięci na długo. Cena 10 zł, warte wydania!

Z miejsc nie kwaśnicowych ale zdecydowanie wartych polecenia muszę wymienić Restaurację Dobra Kasza Nasza. Z fajnym logo.
Miejsce inne muzycznie, nie góralskie klimaty ale raczej jazzik, blues i muzyka z klimatem, w środku nietłoczno, zawsze znajdowaliśmy miejsce, kanapy, fotele i krzesła, dużo okien, przestronnie, ogólnie przyjemny wystrój sprzyjający dzieciom, przewijak w WC, kosze z różnościami typu zabawki, kredki, książeczki by dzieci się zajęły niekoniecznie rozrabianiem i powalające menu!!!
Jak sama nazwa wskazuje bazujące na kaszach zapiekanych. Doskonałe, intrygujące połączenia i rewelacyjne surówki jako dodatek. Ceny przystępne. Dla dzieciaków małe porcje za 9 zł, np kotlecik, surówki i kasza lub ziemniaki. Blondas się najadał i my też. Wypróbowaliśmy dwie pierwsze zapiekane kasze z menu czyli Boczek ze śliwkami suszonymi oraz Karmelizowane jabłka i wiejska kiełbasa. Czysty obłęd!!!

Poza tym na szlakach jedliśmy kanapki z żółtym serem, pomidory, banany i winogrona oraz jabłka czyli to co znalazło się w moim plecaku. Kulinarnie wyjazd uważam za bardzo udany pełen smaku, aromatu i cudownych widoków, o których już niebawem i w towarzystwie jabłecznika niejakiego Jamie'go opowiem.

Komentarze

  1. Przykro slyszeć,że i nasz cudem wywalczony oscypek doczekal sie podróbek. A ja jak jade do Zakopca to wlaśnie na wedrowke i oscypki:)Kwaśnicy nie jadlam i chyba nigdy nie zjem, ale dobrze wiedzieć gdzie mozna zjeść przyzwoita zupę.

    OdpowiedzUsuń
  2. uwielbiam oscypki z grilla.od dziecka spędzałam wakacje w tatrach, a w Boże Narodzenie szusowałam po kasprowym i szymoszkowej. oscypek z grilla to zawsze był mój must have :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kwaśnica...mmmmm....moje klimaty:-) Fajnie wiedzieć, gdzie można ją zjeść i się rozpłynąć. Podziwiam za wytrwałość w jedzeniu kwaśnicy:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kwaśnica to legendarna zupa. W Żabnicy pewna gospodyni robiła taką,że hej!;-).Potem już nigdy takiej nie jadłam, ostatnio przymiarkę robiłam do wersji schroniskowej w drodze na Wielką Raczę, ale się wahałam. Nie zjadłam w ostateczności, może to jakiś znak?
    A oscypki potęga są i basta!:-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji