Leczo po wiewiórczemu z małym opóźnieniem

Przepis miał zagościć w Dziejach w niedzielę ale pojechaliśmy na zakupy, bardzo owocne zakupy i czasu na wszystko mi nie starczyło. Żyję w brudzie za to mam co jeść i w czym chodzić bo wreszcie kupiłam nowe trampki... tak wiem to już kolejne nowe ale każde jedne mi się rozpadają. Ostatnim zajęło to 3 miesiące... a kosztowały 70zł i rozlazł się materiał! na szczęście były z normalnego sklepu i zwrócili mi pieniądze. Tym razem mam trampki adidasa. Taki totalny old school. Czarne, za kostkę i z paskami oczywiście, bardzo wygodne muszę przyznać.

Dość o butach. Leczo. Było i się za szybko skończyło. Smakowało mi niezmiernie i zapewne powtórzę je nie raz. Było to takie moje połączenie przepisu węgierskiego z jakiego korzystałam już kiedyś oraz tradycji z mojego domu, wspomnienie lecza mojej mamy.


LECZO

2 niewielkie cukinie
1 czerwona i 1 zielona lub biała papryka
2 cebulki dymki
4 pomidory
3 kawałki kiełbasy typu śląska
łyżka koncentratu pomidorowwego
po solidnej szczypcie soli, pieprzu i papryk, słodkiej i ostrej

Warzywa myjemy. Cukinie przekrawamy na pół, nie obieramy ich by się nie rozpadły, usuwamy środek z pestkami a to co pozostanie kroimy w kostkę. Paprykę kroimy w paski, cebule w talarki. Pomidory sparzamy, obieramy ze skórki i kroimy w sporą kostkę. Kiełbaskę kroimy w ćwierć plasterki.
W głębokiej patelni rozgrzewamy olej wkładamy cebulę. Chwilę ją podsmażamy, dokładamy paprykę i podduszamy by zmiękła, dorzucamy cukinie a po kilku chwilach pomidory. Doprawiamy przyprawami i koncentratem. Podlewamy odrobina wody.
Gdy warzywa się pyrkoczą na suchej patelni podsmażamy na rumiano kiełbasę. Dokładamy ją do warzyw. Całość dusimy pod przykryciem ok. pół godziny. Ewentualnie jeszcze raz doprawiamy do smaku. Pyszne w towarzystwie bułki ale i ryżu.
Osoby nie jadające mięsa mogą kiełbasy po prostu nie wrzucać a i tak otrzymają aromatyczną i smaczną potrawę.


I jeszcze scenka rodzajowa wprost z mojej sypialni, oto niedzielne popołudnie u Wiewiórki... 



Komentarze

  1. Jakie rozkoszne dwa kociaczki:) Widok bezcenny!

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda bezcenny :) kochane pasiaczki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Scenka rodzajowa bardzo słodka.
    U mnie leczo też zbyt szybko się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak sielsko anielsko u Ciebie;) Leczo lubię i dawno nie robiłam.

    pozdrawiam ciepło;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczny obrazek, a przepis z opóźnieniem w sam raz na czas, bo właśnie wróciłam z urlopu :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Leczo uwielbiam! A mała Wiewiórka przesłodka:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji