Roosterkoek czyli grillem pieczone bułeczki, Ropuszy Dwór, szarawary i kwiatki dla matki

Wracamy do wspomnień. Przychodzi taki czas gdy pojawiamy się w miejscach już znanych, pełnych opowieści o tym jak było kiedyś.
Do Chaty jeździli moi dziadkowie, do Wykna my, potajemnie miejsce nazywaliśmy Ropuszym Dworem, jako że dziadek był mały, krępy i nadęty i chciał być tam Panem. Od lat, praktycznie co roku, w wakacje powracamy, rozmyślamy. Tym razem już do siebie (dziadka nie ma, mego ojca nie ma, został dom, trochę babci, trochę ciotki ale i nasz), spontanicznie zjawiliśmy się tam w środku nocy, jeszcze bardziej w nocy poszliśmy spać (pewna mała i ruda kobitka czytaj JA, zapomniałam otworzyć lodówki po jej wyłączeniu i mieliśmy GRZYB w środku tejże, Małżon po nocy szorował a ja miałam wyrzuty sumienia).
A o 5ej rano rozpoczął się mój podwójny Dzień Matki. Córcia szalała z koszącym trawę Małżonem a ja czytałam i odpoczywałam ze śpiącym Synciem. No i dostałam dwa bukiety... bzy i stokrotki czyli to co małe łapki pozrywały.
Tak naprawdę najbardziej bałam się jak pobyt zniesie Syncio gdyż ostatnio nie spał i płakał. Jak się okazało obawy były bezpodstawne. Słodziak przespał cały wyjazd w wózeczku na świeżym powietrzu.

Zrobiłam drugie i trzecie podejście do pewnych bułeczek prosto z 5go numeru KUCHNI. Ale zanim przepis przedstawiam wszem i wobec mój letni zakup. Małżon jak zobaczył spytał 'co to jest?', psiapsiółkom się spodobały a ja noszę i przestać zachwycać się wygodą nie mogę. Szarawary, indyjskie i kolorowe. Bosko przewiewne! a do nich nieśmiertelne, choć jeszcze nie tak dawno zapomniane, Czeszki.

Bułeczkowe podejście nr.1 miało miejsce w majówkę kiedy to zobaczyłam je w gazetce jako przysmak z Afryki Południowej. Rozlały się i spaliły na grillu. Tak to bywa jak się robi na oko a nie z wagą. Tym razem takową zabrałam ze sobą i taaa dam! odkrycie grillowe mam :) 
pyszne, lekko słodkawe, delikatne, mięciutkie w środku i chrupiące na zewnątrz, w sam raz do mięs ale i do kanapek jeśli oczywiście jakaś bułeczka się ostanie. 
Wierzyć mi się nie chciało, że tak można. A można tylko grill nie może być nadto rozbuchany i ruszt zbyt blisko żaru bo bułeczki muszą się piec stopniowo, powoli, w sumie ok. 20 minut.
Przepis podaję z moimi modyfikacjami.


ROOSTERKOEK

300 g mąki pszennej
15 g świeżych drożdży (w oryginale 10 g suchych)
1 łyżka cukru
180 ml ciepłej wody (w oryginale nawet do 200)
1,5 łyżeczki soli (w oryginale 1 łyżeczka)
2 łyżki oleju

Drożdże mieszamy z cukrem i odrobina wody. Łączymy z mąką, sola i olejem oraz resztą wody. Zagniatamy zwarte, gładkie ciasto. Miskę smarujemy olejem i wkładamy do niej ciasto. Przykrywamy i odstawiamy na godzinę. 
Po tym czasie z ciasta formujemy 8-10 bułeczek i układamy je na posmarowanym olejem talerzu. Przykrywamy folią. Po 15 minutach i gdy grill jest już odpowiedniej temperatury przekładamy bułeczki na ruszt. Pieczemy je z każdej strony ok 10 minut. Powinny wyraźnie urosnąć.
Można je piec również w piekarniku czego jeszcze nie robiłam.

szarawary i czeszki

bzzzzy od Córci

Komentarze

  1. Bardzo ciekawe bułeczki.
    Wyglądają pysznie!
    Lubię indyjskie impresje...
    I co za bez!

    OdpowiedzUsuń
  2. oo to ciekawy przepis na bułki :) gratuluję podwójnych urodzin :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też je widziałam, bardzo kuszące:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo tak, też przykuły moją uwagę i powiedziałam sobie, że kiedyś zrobię, genialne :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji