Małż sie śmieje a ja płacze i snuję plany

Zadziwiam sama siebie. Wstałam dzisiaj jak zwykle, jak zwykle zjadłam jogurt i bułkę, a potem przypomniałam sobie, że torbę z telefonem zostawiłam wczoraj po zakupach, w przedpokoju. Poszłam po nią, zajrzałam do telefonu a tam SMS a raczej MMS. To moja Psiapsiółka urodziła synka!!! Śliczny, duuuży, mały pan B, na którego wszyscy czekali. I wiecie co? ucieszyłam się to oczywiste ale i poczułam nutkę zazdrości (i się poryczałam)... o to co ona teraz czuje a ja czułam miesiąc temu. O tę euforię, która u mnie pomału weszła w fazę rutyny. Dziwę się sama sobie gdyż myślę już o kolejnym dziecku. Małżon się ze mnie podśmiewa, bo podczas porodu przecież się zarzekałam... i już całkiem serio mówi: basta! póki nie dorobimy się małego domku. Wiem, że to rozsądne ale...

... ale będę miała dzisiaj obiad!!! wczoraj próbowałam kupić świeżą rybkę, pstrągi i dorsze wyglądały szaro i niezbyt apetycznie pachniały za to łosoś... no i skończyło się na zakupie za ponad 20 zł, tylko dla mnie i Blondyneczki.
Już niebawem zapraszam na Grillowanego Ło(so)sia z Puree z Marchewki i Ziemniaków, wszystko z koperkiem oczywiście.

Komentarze

  1. Hej,
    u mnie dzisiaj też łosoś (uwielbiam łososia), ale w postaci kedgeree.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji