Jesienne słońce. Jesienne maski.

Dzisiaj wyszłam wcześniej z pracy. Miałam kilka spraw do załatwienia a ponieważ Uniwerek jest rozprzestrzeniony po całym mieście musiałam troszkę pojeździć no i skorzystałam z czasu, i wreszcie odebrałam wypis ze szpitala. Zadzwoniłam też do przedszkola i panie nie położyły Blondaski spać dzięki czemu wcześniej ją odebrałam. Poszłyśmy na plac zabaw zahaczając o pocztę. Odebrałam wygraną książkę. Całkiem fajna. Zawiera bardzo proste, nieskomplikowane przepisy choć chwilami jak dla mnie troszkę chyba za proste :P
Wkurzyłam się odrobinę ponieważ moją nagrodę wysłano zwykłym, niewymiarowym listem... dobrze, że mam uczciwego listonosza. Córcia się wyszalała i mogłyśmy się na przytulać do woli.

Dziś nie gotuję! pożarłam mięso z orzeszkowym sosem i muffinka. W planie mam jedynie dosmażenie powidła i zrobienie dżemu śliwkowo-antonówkowego :)

Tak sobie pomyślałam, że ujawnię to i owo z tego czym zajmuję się na co dzień. Pracuję w ogrodzie botanicznym. Magicznym, starym i zabytkowym miejscu. Zajmujemy się z koleżankami działem roślin ozdobnych czyli różnymi rabatkami i nasadzeniami ozdobnymi, daliami, cebulowymi itp. Miła to praca i się na nowo w nią wdrożyłam ale z czasem męcząca.
W niedzielę znowu idę do pracy korzystając z okazji, że mogę w spokoju poczytać (he he) oraz zarobić parę dodatkowych groszy. Tym samym zapraszam wszystkich na Dni Storczyków!!! odbędą się w najbliższy weekend. Nie mogę się doczekać kiedy wreszcie zasiądę pilnując zwiedzających i skończę czytać kolejną książkę a potem sięgnę po następną. Mam w zanadrzu kilka powieści, na które czasu normalnie braknie a tu nadarza sie taka okazja...
Kończę właśnie zaczętą w ubiegła niedzielę "Martę F.". Bardzo dobrze mi się ją czyta. Wciąga klimatem początku ubiegłego wieku. Opowiada o życiu Freuda przez pryzmat wspomnień jego żony. Chyba następne rozpocznę "Czekając na śnieg w Hawanie". Opowieść dziejąca się na Kubie...
Lubię przeróżne klimaty książkowe. Od pachnących kurkumą historii rodem z Indii (np. "Zapamiętanie w ciele", które ostatnio kończyłam) po fantasy i powieści trącące myszką (np. "Straszny dziadunio" Rodziewiczówny).

A na koniec małe chwalenie się... sprzedałam dzisiaj dwie pary kolczyków fimo i kilka koralików a w zanadrzu mam jeszcze przekazanie, za odpłatnością oczywiście, jednej z jesiennych Liściakowych masek ceramicznych jakie zrobiłam będąc w ciąży.


Mam jeszcze jedna maskę do sprzedania więc jeśli ktos by był zainteresowany...

Oto ona

Komentarze

  1. o kurczę, ale fajne maski wiewiórko! :) Nie wpadłabym na takie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji

Popularne posty