Przed przedszkolne odmóżdżanie.

Wydawać by się mogło, że odcinanie pępowiny emocjonalnej to prosta kwestia. Niestety. Córcia wybyła dziś pierwszy raz do przedszkola. Odwieźliśmy ja razem z Małżonem wspólnie. Nie było płaczu ale trzymała mnie długo za rękę nim weszła do środka. Ja chwilkę popatrzyłam i poszłam... wracałam pełna obaw i jakiegoś smutku do domu, zmokłam przy tym okrutnie i zziębłam czekając na kolejny autobus.
Teraz staram się ogrzać herbatą z miodem i cytryną i niebawem ruszam z powrotem gdyż obiecałam Blondyneczce przyjechać po obiadku. Memu przedszkolakowi łakomczuchowi piekę ciasteczka sezamowe. Chyba jako nagrodę, może jako rekompensatę...
A żebym tak nie przeżywała tego wszystkiego wczorajszego wieczora Małżon zapodał mi seans zdecydowanie odmóżdżający. Na moje specjalne życzenie obejrzeliśmy "Niezniszczalnych". Doborowa obsada włącznie z pewnym senatorem i mocne kino akcji. Starzy ale jarzy. Jak na ten gatunek film naprawdę dobry. Trzymał w napięciu, były fajnie sceny wybuchowe, no i nawet kilka żartów się znalazło. Muzyka też świetna. Stallone jako reżyser sięgnął po bluesowo rockowe kawałki m in. Creedensów.



Życzę miłego słuchania i zapraszam na ciasteczka i relację kiedy wrócimy.

Komentarze

  1. Doskonale rozumiem co czujesz. Moja 2 -latka poszła dziś pierwszy raz do żłobka. Ja nie mogłam z nią iść,zostałam z młodszą córką, poszedł Tata. Czekam na ich powrót. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji