Wróciłyśmy. Oj ciężka to była podróż. Dotarłam na czas ale niestety odebrałam Blondyneczkę z zapłakaną , czerwoną buzią i jeszcze z pustym brzuszkiem. Pierwszy raz w życiu nie jadła nic od rana do 13ej. Okazało się, ze nie zjadła ani śniadania (Ciociom powiedziała,że na śniadanie pije kawę z mlekiem a takowej nie było), ani obiadu. Z początku stała z założonymi buntowniczo rączkami, potem ładnie współpracowała z Panem od angielskiego, dostała też naklejkę medal za posprzątanie i poukładanie kaczuszek. Niestety obiad skończył się fiaskiem. Oświadczyła, że nie lubi kalafiora (a to przecież nie prawda) i nie siadała nawet do stołu. Na dodatek usnęła mi w autobusie i musiałam ją na siłę budzić bo bym nie doniosła do domu.
Na szczęście Córcia powiedziała mi, że jutro chce iść do przedszkola, zabierze ze sobą królika by mu wszystko pokazać, i że zje kanapkę na śniadanie i gulasz na obiad :) czyli chyba nie jest źle.
Jak tylko dotarłyśmy do domu wsunęła bułkę, parówkę i ciasteczko sezamowe. Wszystko popiła kawą inką w ilości półtora kubka a ja zabrałam się za smażenie naleśników. I o mało nie padłam gdy właściwie przez przypadek udało mi się obrócić placek podrzucając go. Zawsze wydawało mi się to rzeczą niemożliwą a tym czasem... Umiem to robić i już :)
Na koniec obiecany przepis.
CIASTECZKA SEZAMOWE DLA ZBUNTOWANEJ DWU I PÓŁ LATKI
20 dag mąki pszennej
30 g cukru waniliowego
40 g cukru trzcinowego demerara
100 g masła roślinnego
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 jajko
3 łyżki ziarna sezamu
Masło ucieramy widelcem z cukrem. Dodajemy jajko, sezam i ucieramy dalej. Dodajemy stopniowo mąkę wymieszaną z solą i proszkiem a na koniec 2 łyżki wody.
Całość zagniatamy. Formujemy dość gruby wałek, zawijamy w folię i chłodzimy w zamrażalniku 15 minut. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 180 st.C.
Po wyjęciu z chłodu wałek kroimy na plasterki o grubości ok. 1 cm. I układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Każdy plasterek spłaszczamy widelcem. Pieczemy na rumiano ok. 15 minut. Mi wyszło 20 ciasteczek. Gdy lekko przestygną zdejmujemy je z blachy.
Choć dysleksja mnie gnębi od maleńkości a na karku już pojawiła się 30tka postanowiłam pisać bloga.
Inspiracja? cóż tu dużo ukrywać, film. Jaki? Julie&Julia. Rewelacyjny, pełen pasji oczywiście do gotowania.
Czy mój blog będzie kulinarnym? Hmmm... Chce się z Wami podzielić moimi doświadczeniami kuchennymi dnia codziennego a także przepisami jakie powstają w mojej głowie, tymi autorskimi oraz inspirowanymi innymi przepisami, okraszonymi zdjęciami lepszej lub gorszej jakości jako, że fotografikiem to ja raczej nie jestem.
A kim jestem o tym przekonacie się czytając mojego bloga :)
środa, 1 września 2010
Podrzucanie naleśników, SEZAMOWE CIASTECZKA i bunt dwu i pół latki
Etykiety:
Ciasteczka,
post niejedzeniowy,
Słodkości
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
przedszkole to prawdziwe wyzwanie. ja sama pamiętam moje płacze.
OdpowiedzUsuńmam nadzieję że szybko się zaaklimatyzuje ;)
o jej! moja mała kobieta dzisiaj również pierwszy raz w przedszkolu była :) chyba też nic nie jadła, bo jak wróciła do domu to pobiła swój rekord w jedzeniu pierogów. ale się martwiłam przez cały dzień... chyba tylko Ty wiesz jak :) że może sikanie, że może samotność, że tęsknota, że głód... ale okazało się, że było ok. i też jutro chce iść co najważniejsze. sukces :]
OdpowiedzUsuńciasteczka wyglądają super, i jako niezbuntowana 22-latka chętnie zjadłabym kilka ;)
OdpowiedzUsuńa Mała na pewno polubi przedszkole, ja też na początku płakałam a później nie chciałam do domu wracać ;)
kurcze ale mi smaka narobiłaś na noc
OdpowiedzUsuńWiesz, ja mialam podobna sytuacje, gdy moj synek zaczynal przedszkole - ale po pewnym czasie zaczal zjadac wszystko, ba , nawet te warzywa, na ktore w domu nie mozna go bylo namowic. Tak wiec na pewno bedzie dobrze!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki i pozdrawiam!
P.S. A o ciasteczkach zapomniałam napisać - świetne:)
Dzięki dziewczyny za słowa wspierające w kwestii przedszkolnej. Wierzę, że jutro już będzie inaczej :) a co ciasteczek to naprawdę polecam bo łatwe i aromatyczne ale nie natrętnie sezamowe tylko tak w sam raz :)
OdpowiedzUsuńGłowa do góry Mamuśka! Niebawem mała będzie chciała nawet w weekend do przedszkola, bo tam będzie najlepszy kalafior pod słońcem:)
OdpowiedzUsuńCiekawe, czy udałoby mi się moim dzieciom przemycić sezam w takich ciasteczkach? Może spróbuję... W końcu starsza sezamki lubi :)
OdpowiedzUsuńBlondyneczka jest dzielną dziewczynką i poradzi sobie szybciutko ze wszystkimi stresami.
OdpowiedzUsuńA ciasteczka kuszą... oj, kuszą.
Zapraszam Wiewióreczko do zabawy, szczegóły na moim blogu