Buraku Ty!!! i co zrobić z królem...

Albo Wy dwa buraki!!! ugotuję Was i zetrę robiąc moją ukochaną jarzynkę na ciepło do kotletów mielonych i ziemniaków!!! no i moja mama robiła bardzo podobną...


na 3 porcje obiadowe:
dwa duże buraki
sól, pieprz, cukier o ocet winny do smaku
łyżeczka masła

Buraki ze skórką gotujemy do miękkości. Studzimy i obieramy a następnie ścieramy na tarce o ulubionych oczkach. Starte warzywa wkładamy do garnuszka, dodajemy przyprawy i masło. Wszystko podgrzewamy mieszając. Próbujemy i ewentualnie dodatkowo doprawiamy. Podajemy na ciepło do mięs wszelkich.
Jeśli buraczki mi zostaną mrożę je i mam jak znalazł na następny obiad z kotletem w roli głównej.



A teraz o tym co w drugiej części tytułu posta...
...co zrobić z królem, Stefanem oczywiście!!!??? rudy, roczny kocur, kastrat, kochany, umaszczenie sękate, łobuziak i pieszczoch w jednym, uwielbia Córcię a z Małżonem pałają do siebie nienawiścią i to nie jest za dużo powiedziane szczególnie ze strony tego większego...
Konflikty przybierają na sile a ja muszę stanąć po którejś stronie i nie wiem... nie chcę wybierać między kotem a Małżonem! przecież to absurd! a kudłów, zniszczeń jakie robi Steff (jakto normalny kocur...) nie przeskoczę... Nie wiem co robić bo sytuacja także między mną a mężem jest napięta. Może coś doradzicie??? On twierdzi, że to mój kot, ja to wiem ale czemu go tak nie toleruje zażarcie???
Powiem szczerze, że coraz wnikliwiej rozpatruję oddanie Stefanka w dobre ręce... może ktoś chętny??????
Może to mi ułatwi jakąś decyzję?



Komentarze

  1. Miałam kiedyś psa boksera który niszczył mi wszystko, łącznie z notorycznym pustoszeniem lodówki.. Meble musiałam wymieniać dwa razy. Też się kiedyś zastanawiałam nad oddaniem psiaka .. ale powiedzieliśmy sobie z mężem, że jak już zdecydowaliśmy się na zwierzaka to będzie on do końca swoich dni u nas. Musieliśmy coś zaradzić. Zabezpieczyliśmy lodówkę, zabezpieczyliśmy meble przed zniszczeniem.
    A może zastanowić się nad sterylizacją zwierzęcia? Podobno po tym zabiegu łagodnieje. Ja bym zatrzymała zeiwrzaka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Marianno,
    Nie mam pojęcia co poradzic. Ktoś mi mowil, że koty z natury wredne są. Tyle,ze ja w zyciu takiego nie mialam. Owszem zdarząlo mi się u znajomych blizszych i dalszych poznawac takie a'la: na metr obchodzić bo mu źle z oczu patrzy no i strasznie niedotykalskie. Ale żeby w domu konflikt samców wystepowal, to dla mnie bardzo dziwne. Strasznie się balam przygarniając naszego Edka,ze nie przystosuje sie do życia w mieszkaniu, bo od malego byl kotem ogrodowym, ale dal radę. Co prawda czasem mu sie wyskakiwac z balkonu chce, ale jest raczej strachliwy a nie zadziorny. I pomijajac problem z odreagowywaniem stresu(sik, sik tu i tam) to nie jest nieprzyjemny dla nikogo...Myslalam,ze koty usowa sie tylko gdy male dziecko pojawia sie w domu...a tu nie..może to nie problem samego kota...NIe chce byc wredna,ale moze kot czuje,ze nie jest akceptowany i jego zachowanie odzwierciedla wlaśnie ten stan rzeczy???Nasze strasznie przezywaja nasze wyjazdy urlopowe i troche dziczeja, po urlopie przez miesiac pieszcze je jak dzieci by wiedzialy ze sa kochane i ze je nie opuscimy. Moze malzonek powinien(w koncu jest ludziem) zastosowac taka terapie wobec Stefka. No bo przeciez kot sam w sobie nie jest winien, ze ktos go nie lubi...Moge sie mylic ale to moje subiektywne odczucia.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj Wiewiór, Wiewiór... Z kotam tak juz jest, że mają swoje charaktery, a Ty masz w domu własnie zbuntowanego nastolatka. Enjoy, jak to mówią. Absolutnie zgadzam się z Grażyną, że jak zapadła decyzja o wzięciu kota do domu, to ten kot tam powinien pozostać, bo przecież własnego dziecka za drzwi byś nie wystawiła tylko dlatego, że jest krnąbrne i odszczekuje. A sposoby na złośliwego kota są różne. Nasz Kacperek ugrzecznił się, kiedy do domu zawitała Bazylia. Początkowo odgrywały się istne dantejskie sceny, do tej pory od czasu do czasu na siebie "hykną" czy się pokotłują, ale nadmiar entuzjazmu wyładowują na sobie. Tak więc jestem fanką zakocenia się jeszcze bardziej, ale niestety wiem, że może to wzbudzić protest rodziny. Z innych rzeczy można u weterynarza, lub w zoologicznym nabyć kocie feromony. Wtykane do kontaktu takie, albo w spreyu do spreyowania otoczenia. Nie. Nie śmierdzą. Pomagają, bo kot zaczyna nagle kochać wszystko i wszystkich i człowiek sam zaczyna mruczeć. Zaś co do lekcji manier: na kota proponuję książkę "Twój kot" (Gina Spadafori P. Pion) albo "KOT DOSKONAŁY" (Annie Bruce), a na męża "101 pytań o koty" i ewentualnie mokrą ścierką bez łeb (tak, męża, w końcu mózg ma większy, to i zachowywać rozsądniej się powinien). Pozdrawiam serdecznie i życzę rychłego rozwiązania problemu. Buziole. DMi

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje Drogie! właśnie cały problem polega na tym, ze ja i Córcia kota uwielbiamy, mimo atakowania, szram wszelakich na nogach, rekach i meblach, zniszczenia umiem jakoś przeboleć a nawet do kudłów fruwających się przyzwyczaiłam i do łap mokrych poodciskanych nawet tez próbuję. Gorzej jak atakuje ale wtedy przedpokój na uspokojenie i spokój... Problemem jest to, że Stefan próbował podporządkować sobie Małżona a w rezultacie zraził go do siebie i kiedy nocna porą nastąpiło pokazanie dominacji przez tego większego. Kot obchodzi Męża łukiem za to Małżon tylko pretekstu szuka by swoja niechęć do S. pokazać, zwalić z blatu, czy odepchnąć albo krzyknąć. Problemem jest niechęć Małżona a nie sam kot, który nota bene myślałam po obcięciu tego i owego się uspokoi... a dzisiaj od rana tylko na mnie łypie i czyha by zaatakować nogi albo ręce, tylko nie tak w zabawie a z pazurami, czyli na całego. Wiem, że odpowiedzialnie podejmowaliśmy decyzjię o wzięciu Rudego tzn ja ja podejmowałam świadomie, Małżon może nie przemyślał. Tylko czemu to ja teraz obrywam? trochę boje się co będzie dalej bo powiem szczerze, ze męża nie poznaje jak widzę jego podejście do tego zwierzaka. Stąd zastanowienie na temat oddania.A drugi kot obawiam się, ze tylko zamiast Małżona...

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie drugi kot dla męża! I ksiazki, listę podesle. No i rozmowa z mężem konieczna, w końcu to nie jest głupi facet i powinien zrozumieć. Pozdrawiam z trasy jm

    OdpowiedzUsuń
  6. Może rzeczywiscie drugiego kota ???Zajmą sie soba i przestaną zwracac uwagi na osoby, no chyba z wyj porankow kiedy to najbardizej im sie chce pieszot. My wzielismy drugiego wlasnie po to by Bella nie czula sie samotna i miala z kim bawic jak pozostaje same w mieszkaniu, co prawda kosztow przybylo, ale za to problem zniknal.A pomysl z feromonami to tez dobre rozwiazanie. Wlasnie po wakacjach nasilily sie nasze problemy, Edek wariowal, dziczal, straszn ie sie miotal po mieszkaniu, sikal gdzie popadnie. Pojechalismy do vet a on poradzil te feromony. Od ponad tygodnia w domu mamy innego kota!Przymilny, kochany, nawet do meza, z ktorym stosynek mial obojetny.Marianno, nie poddawaj sie...męza nie wymieniaj, kota tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiewióro, co do Króla to jako poddana (jego wdziękowi) rzeknę tylko "witam", niestety na naturze kocurków nie znam... Kiedyś miałam chomika i rybki. I tyle.
    Podoba mi się sposób na buraka! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana Marianno( ach jakie to piękne imię jest !! )
    po pierwsze dziękuję Ci za te buraki,uwielbiam je nad życie w każdej postaci.Z kotletem mielonym i ziemniaczkami mniam pycha :)
    W kwestii Stefana nie umiem za bardzo pomóc,wiesz nie mam doświadczenia,ale może dobry weterynarz mógłby coś doradzić.Przykra sytuacja,ale wiesz trzeba się trochę zdystansować,porozmawiać serio,o wszystkich za i przeciw oddania kota.W końcu to była wspólna decyzja no i wzieliście na siebie jakąś odpowiedzialność za to zwierze.
    pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
  9. takie buraczki i ja uwielbiam :)
    na kotach niestety w ogóle się nie znam, ale mam taki odpowiednik łobuza w postaci psa - pogryzł korek w przedpokoju, z 10 par łapci, robi dziury w ubraniach, szczeka w nocy (w bloku), jest wredny i złośliwy (czasem :)), gryzie dla zabawy (wcale nie lekko), ale... i tak jest najukochańszy :) chyba miłość jest ślepa!
    Może warto dać jeszcze trochę czasu kotu i M.? ma dopiero roczek, może to jakaś "faza buntu" i jeszcze się ułoży.
    trzymam kciuki za Wasze relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też mam niedługo robić z buraczków :)
    A o stefana się nie martw, z doświadczenia wiem ze mu minie. Buntuje sie chłopak :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ha! A mam pół kilograma ugotowanych burakó w lodówce :D Gotowałam je na zapiekankę i zostało mi ich jeszcze trochę, krótki ich żywot będzie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj Wiewióreczko, przypadkiem tu zajrzałam i co przeczytałam - o kocim problemie. Miałam takiego kota, wojował, drapał i gryzł. był to kot, którego dostałam od znajomej, roczny kastrat, nie wychodził z domu. Ja go wypuściłam z domu. Zmienił się nie do poznania. Wieczorem wychodzi z mieszkania, wraca rano. Na ganku leży upolowana zwierzyna, a on idzie spać w swoim kąciku- cieplutkim. Możemy głaskać do woli, brzuszek wystawia do pieszczot i nam i gościom. Nie poluje na nas, nie skacze po meblach. Noce spędza nie w domu, innym wyjściem jest drugi kot. Ale ten pierwszy polecam. Tyle, że nie wpuszczamy go do łóżka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji