Czasem słońce, czasem deszcz i węgierski gulasz wieprzowy

To miał być rodzinny dzień. Leniwy, ciepły, słoneczny, bułeczki, obiad i rozbieranie choinki...
Rzeczywistość niestety sprowadza nas na ziemię aż nazbyt często. Córcia obudziła mnie przed 5ta, najpierw siusiu potem wymioty. Nie wiem co to było. Myślę, że zbyt późno najadła się bułki. Siedziałyśmy, czytałyśmy potem było trochę oglądania bajek, w między czasie rosły maślane bułeczki.

Tuż przed 9tą zadzwonił telefon Małżona. Była to konkubina mego ojca. W niedzielę nad ranem, o godzinie 3ej, zmarł mój tata. Tąpnęło mnie. Mimo kłębiących się w głowie rożnych myśli płakałam, Małżon służył swym ramieniem a Córcia dopytywała co się stało. Powiedziałam jej prawdę. Na co jak zawsze umiejąc się znaleźć w sytuacji moja mała Blondaska powiedziała: "mamusiu masz jeszcze mnie" i mnie przytuliła. Kocham ją ponad wszystko! Ojca jakim strasznym facetem czasami by nie był tez kochałam. To tak czy siak był mój ojciec...

Szybko się szykowaliśmy, jedząc w pospiechu śniadanie. Córcię Małżon odstawił do swej cioci i pojechaliśmy. Nim dotarliśmy do hospicjum brat zdążył załatwić zakład pogrzebowy i zabrano ciało. Tym razem ominęła mnie trauma jaka przeżywałam żegnając moja mamę, tak spokojną ale już zimną. Spotkanie z siostrą ojca i babcią było za to okropne. Żal ściskał gdy patrzyłam na babcię, do której jakby nie docierały wieści. Sama schorowana musi pochować ukochanego ponoć syna. I w tym wszystkim nielubiana przez wszystkich, przemądrzała, wredna ciotka, fałszywa i myśląca tylko o sobie... Na szczęście kwestie pochówku ustalałam ja z bratem, ona nie miała nic do powiedzenia.

Małżon odciąża mnie jak może. Wczoraj przyjechała do nas wieczorem ciocia K., jego siostra, dzięki, której spokojnie dzisiaj mogłam się wyspać, podzwonić do rożnych miejsc, i posprzątać w towarzystwie nie krzyków Córci ale własnych mysli. Choć choinka nadal stoi nie do końca rozebrana musiałam zapanować za fruwającym kurzem i okruchami.Teraz jak nigdy potrzebuję słońca, porządku i ładu a przede wszystkim spokoju. Przerażają mnie wszelkie formalności ale o dziwo mój brat zajmuje się nimi wraz z Małżonem.

Wczoraj na obiad zamówiliśmy pizzę, ostatnimi siłami nim padłam przed tv i "Inspektor Irene Huss" upiekłam chleb i zrobiłam obiad dla wszystkich na dziś. Tak więc wieczorem zapraszam na pochodzący z Filozofii Smaku Węgierski gulasz wieprzowy z ziemniakami.

Komentarze

  1. Współczuję Ci straty taty... Przytulam mocno, trzymaj się ciepło...

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz Aniołka, nie córkę! :*
    Wyrazy współczucia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda, kochana Malutka....Życzę Ci przede wszystkim spokoju, bo to jest teraz najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuje i życzę CI szybkiego powrotu do spokoju..

    OdpowiedzUsuń
  5. wyrazy współczucia... Trzymaj się... Najważniejsze, że nie jesteś sama ze swoimi myślami...

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi przykro... Teraz przed Tobą trudny czas. Niech doda Ci siły świadomość, że masz wokół siebie (tuż obok i daleko) bliskich ludzi. Trzymaj się. Pozdrawiam, Aleex.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymaj się Kochana... Serdeczne wyrazy współczucia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteśmy z Tobą myślami. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  9. Marianko tak mi przykro,nie jestem na bieżąco i dopiero teraz przeczytałam .Trzymaj się kochana.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji