Niedzielne słoneczko

Poranek zaczął się bardzo miło. Spałam smacznie, nagle ktoś na mnie wszedł a gdy otworzyłam oczy powitał mnie promienny uśmiech. Blondyneczka nie wołała tylko po prostu przyszła.
Zjadłyśmy płatki. Szybko zagniotłam chleb i postanowiłam wykorzystać chęć córci do oglądania Kopciuszka by nadrobić zaległości w pokazywaniu moich fimotworków. Zapraszam więc do obejrzenia nowej biżuterii, która powstała właśnie wczoraj popołudniu.
Małżon niestety nie docenił moich wczorajszych kulinarnych starań. Kormę owszem spróbował ale stwierdził, że ziarenka są paskudne... oj bardzo zmienił się jego gust kulinarny... kiedyś skory do eksperymentów i degustacji najdziwniejszych potraw dziś bazuje na kuchni tradycyjnej do granic obrzydliwości. Cóż nic innego mi nie pozostaje jak żywić znajomych a Małżon gotuje sobie często sam.
Spostrzeżenie z ostatniej chwili.
Chleb nie chce mi rosnąć tak pięknie jak ostatnimi czasy chyba za sprawą niższej temperatury w mieszkaniu. Wkurzające. Mam jednak nadzieję, że choć odrobinę urośnie... i będzie jadalny...

Komentarze

  1. Wiewioreczko, a u mnie mgła, że nic nie widac, wieje, zimno... Alez Ci zazdroszczę! A to, że małżon nie chcę eksperymentować - słusznie zauważyłaś, gotuj dla znajomych! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji