Ponuro mi...

Pogoda nie sprzyja dobremu nastrojowi. Nie wysypiam się notorycznie i jakoś mi ciężko.
W pracy dzieją się rożne dziwne rzeczy. Wczoraj znowu piekłyśmy, tym razem ciasto drożdżowe a dziś rano ostał się tylko malusi kawałeczek. Wszystkim smakowało, część dziewczyn przekonała się, że ciasto na drożdżach nie jest takie straszne do wykonania. Miło mi.
Dziś odpoczywałam od pieczenia za to jutro od samego rana znowu pieczemy. Tym razem wstawimy nasze muffiny do kawiarni przy Ogrodzie. Właścicielka się zgodziła. Zobaczymy czy ktoś w ogóle je kupi... jeśli teraz nic z tego nie wyjdzie to mamy spróbować ponownie w sezonie bardziej letnim kiedy to ogród odwiedza więcej ludzi :)
Coraz lepiej ostatnio mi idzie pieczenie chleba :) wczoraj znowu popełniłam razowiec. Wujaszek zadzwonił do mnie i powiedział, że piekę rewelacyjne pieczywo. Bardzo mi było miło gdyż Wujaszek to zdecydowanie wybredna osoba.
Za to na lepienie z fimo nie mam czasu, na czytanie podobnie, nawet w TV nie mam kiedy się gapić... ehhh...
Za to zapraszam na mojego bloga Twórczego. Zamieściłam tam kilka fotek kolczyków jakie robiłam na zamówienie.

Komentarze

  1. I znowu domowy chlebek, ja się normalnie zapłaczę. A na ponurą minę polecam dobrą herbatę: 2 torebki herbaty anyżowej, 400ml wody, dwie łyżki soku z limetki (ew. cytryny) i dwie łyżki naturalnego miodu (najlepszy jest o dziwo spadziowy). Torebki z herbatą zalewasz ZIMNĄ wodą, wstawiasz na ogień i doprowadzasz do wrzenia, kiedy się zagotuje, dodajesz miodek, a po rozpuszczeniu limetę ;) Mówię Ci - stawia na nogi i przywraca uśmiech

    OdpowiedzUsuń
  2. uśmiechnij się i wierzę, że muffiny od razu się sprzedadzą :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji