Pierwszy seans WFF i nowości fimo

Dzisiaj nie będzie kulinarnie. Piątek upłynął mi miło, dość intensywnie a co za tym idzie nie miałam kiedy gotować. Małżon zjadł gołąbki od teściowej a ja zupę selerową, mam ja jeszcze na dziś.
Po pracy pojechałam do kina. Od razu poczułam klimat. Mnóstwo fajnych, klimatycznych ludzi, każdy przyszedł w konkretnym celu. I popcorn miała tylko jedna para czyli ufff. Nie śmierdziało dookoła i nikt nie chrupał...
"Psy w kosmosie" okazały się filmem zdecydowanie dla mnie. Był to obraz z 1986 roku, australijski i jeszcze o środowisku punkowego squatu. W roli głównej wokalista INXS czyli Michael Hutchence. Sam w sobie jest tragiczną postacią a grał zakręconego, zaćpanego wokalistę zespołu punkowego. Atmosfera filmu rewelacyjna. Muzyka świetna. Wszystko bardzo rzeczywiste. Obejrzałam i nie mogłam wczoraj dojść zupełnie do siebie a przecież musiałam odebrać Blondaskę z przedszkola...Wciągnął mnie tamten świat poniekąd mi bliski. A to piosenka jaka towarzyszyła mi wczorajszego wieczoru kiedy lepiłam. Ulepiłam dwie pary kolczyków. Szczegóły na moim drugim blogu. Zapraszam serdecznie :)

Komentarze

  1. pozytywnie :) fajnie jest tak odreagować robiąc to, co się lubi

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji