Deszczowa sobota pełna dylematów, wspomnień i soli...

Źle na mnie oddziaływuje taka pogoda. Pada, chmury zasnuły całkowicie niebo, ponuro i depresyjnie. Siedzimy same z córcią w domu. Małżon znowu ma pracującą sobotę, już 8mą z rzędu. Czuję się strasznie samotna i różne dziwne myśli przychodzą mi do głowy. W takie dni nie jestem szczęśliwa a Blondasek zamiast radości przynosi zmęczenie.

Dziś nie gotuję. Jedyna kulinarną czynnością jaką popełniłam było upieczenie chleba na zamówienie koleżanki, no i pozmywałam... Chleb oczywiście rósł pięknie ale tylko do momentu włożenia do piekarnika. Nie lubi takiej pogody albo mojego złego nastroju... dlatego tez pęknięć nie udało mi się zrobić i miałam wrażenie zakalca. Na szczęście po rozkrojeniu takowego nie było... Dziwny ten chleb ale smaczny i to najważniejsze.

Byłyśmy dziś z córcią na ciuchach. Kupiłam Niuni sweterek i spodnie a sobie spódnicę i podkoszulek. Wydałam niecałe 40 zł a dylematy miałam jakbym miała zapłacić kilka stów. Tak to jest jak się nie sypia na pieniądzach. Niestety kurtki zimowej dla mnie nie było i nadal chodzę w starej z zepsutym suwakiem.
Strasznie mi źle. Ostatnio dużo myślę o swoim życiu, o tym, że mimo różnych zainteresowań nie mogę tak naprawdę w żadnym kierunku się rozwijać. Wszystko oczywiście rozbija się o pieniądze. Wiadomo, że kupię córci kurtkę a nie sobie książkę kucharską. Ostatnio pojawiło się kilka fajnych pozycji m.in. nowa książka Nigelli. Chciałabym także mieć "Jamie Oliver w domu". Na razie nie zanosi się jednak na zakupy książkowe skoro nawet na kurtkę z normalnego sklepu nie mam.
Kurcze skąd ludzie biorą pieniądze na rozwijanie swoich pasji??? czytam blogi, podziwiam i szlag mnie trafia. Ja nie mogę chodzić na ceramikę, nie mogę pójść na kurs filcowania, nie mogę nawet książki kupić, moja samorealizacja polega tylko na lepieniu z resztek fimo tych jakie mi zostały, bo na nowe znowu nie mam a i tu nie jest łatwo gdyż robienie czegoś w domu kiedy pałęta mi się wszędzie blondasek dwu i pół letni, który wkłada wszędzie palce i chce pomagać, jest praktycznie niemożliwe. Wczoraj zdarzył się cud i córcia spała w dzień więc trochę polepiłam (efekty mam nadzieję niebawem na moim drugim  blogu ) ale nie mam kiedy wszystkiego po dokańczać. Wiem, że to zabrzmi banalnie ale to jest niesprawiedliwe. Jedni mają podane na talerzu a inni mimo tego, że harują nie mają nic oprócz długów... wiem, mało to optymistyczne.

Jedyne miłe ale i jakieś takie nostalgiczne co się zdarzyło ostatnio to kupienie przez Małżona, córci oczywiście, zbioru bajek. Strasznie mnie wkurza, że w większości tego typu książek są podane bardzo skrócone, zubożałe językowo wersje tak naprawdę nie mające nic wspólnego z oryginałem. Tymczasem Małżon staną na wysokości zadania i kupił cudowna księgę. "Złota księga bajek. Opowieści ze wszystkich stron świata" to pięknie ilustrowana, tłumaczona z oryginałów, bogata i magiczna książka będąca bajkowym kompendium. Twarda oprawa, waga (zdecydowanie nie piórkowa) i treść warte zdecydowanie więcej niż 30 zł. Wierzę, że Blondyneczka będzie te bajki czytać jeszcze swoim dzieciom. Ja czytając je wróciłam do dzieciństwa. Zapomniałam, że bajki kiedyś pisane były właśnie takim barwnym językiem a ilustracje były małymi dziełami a nie komputerowymi szkaradami bez palców :)


I jeszcze słów parę o soli...
"Salt" bo o nim mowa rozczarował mnie w 100%. Tylko Olbrychski stanął na wysokości zadania grając ruskiego szpiega. Fabuła beznadziejna, akcja naciągana, Angelina też nie zachwyciła. Mam wrażenie, że Tomb Rider się za nią ciągnie, bieganie po ścianach itp. Amerykanie nadal kręcą filmy ze spiskową teorią dziejów w roli głównej. Szkoda...

Komentarze

  1. Hej, dopiero dziś odkryłam Twojego bloga, a tu takie smuteczki - głowa do góry! Też mnie czasem takie myśli nachodzą, późna jesień to nie jest najfajniejsza pora roku :( Na szczęście przemija :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma co się martwić :) takie uroki ma już jesień, chociaż na mnie też wpływa destrukcyjnie. Przez to wszystko jestem apatyczna i niestety oddziałuje to na moich domowników więc byle do wiosny ;)
    Saltu jeszcze nie obejrzałam, ale parę pierwszych minut kompletnie mnie nie zachwyciło :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka jest wspaniała, choć nie wszystkie bajki w niej zawarte sa dla dzieci:( Przeczytaj Sinobrodego... ale sobie, nie dziecku

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiewióro droga, dziś słońce, więc mam nadzieję, że i Twój nastrój lepszy. Różnie się nam w życiach układa, dokonujemy różnych wyborów, podążamy różnymi drogami. Nie ma kasy- trudno zdarza się. Ja uwielbiam zakupy na ciuchach. Książki też kupuję na wyprzedażach i te w miękkich okładkach. Stale posiadam książkową listę prezentów - jakby ktoś chciał mi coś sprezentować :) A pasje - pamiętaj, że najważniejsze to je mieć. Trudno, czasem są odłożone na bok - bo to, to tamto. Zobacz jak bogata jesteś dzięki nim, bo marzysz, bo się rozwijasz, bo pieczesz chleb. Uszy do góry!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Paulino :) faktycznie dziś mi trochę lepiej :) ja zakupy na ciuchach bardzo lubię choć przyznam szczerze, że niezbyt często mogę sobie coś znaleźć. Powodem jest gust ale przede wszystkim rozmiar. Jestem dość niewielką osobą i nawet rozmiar 36 często jest na mnie za duży. Za to córcię wyposażam regularnie :)
    Dziś Małżon jako rekompensatę jego pracoholizmu kupił mi kurtkę. Humor mam zdecydowanie lepszy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji