Śniadaniowa pasta

Uwielbiam ryby, Małżon nienawidzi. Cóż, takie jest życie. Niestety nie zawsze gotuję podwójnie więc i ryby jadam rzadko. Ostatnio zatęskniłam za przysmakiem jaki robiła moja mama czyli za pastą do kanapek gdzie główną rolę powierza się makreli. Tłustej, wędzonej i bardzo pachnącej (Małżon twierdzi, ze jak wiózł ją ze sklepu zaśmiardł mu samochód... więc niektórym nie pachnie...).


średnia makrela
100 g białego tłustego sera
łyżeczka koncentratu pomidorowego
sól, pieprz
ewentualnie malutka cebula lub szczypiorek

Makrele obieramy ze skóry i ości. Rozgniatamy widelcem wraz z serem. Dodajemy koncentrat i przyprawy, mieszamy. Jeśli ktoś lubi rośliny cebulowe na śniadanie może dodać jeszcze posiekany szczypiorek lub malutka cebulkę. Na śniadanie wolę bez ale na kolację kto to wie...
Polecam do grzanek i razowego chleba.

Komentarze

  1. ja kiedy jeszcze jadłam rybki, makrelę bardzo lubiłam. a zapach jej jakoś nigdy mi nie przeszkadzał

    OdpowiedzUsuń
  2. lubie pasty z makreli, ale nigdy nie robilam z bialym serem, wiec teraz na pewno wyprobuje Twoja wersje:)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam taką paste!
    no i zapach wędzoej rybki , mmmmm ,
    dziwny małżon:):)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji