Pierniczki w prezencie

W ferworze walki z wymiotami i biegunką Blondaski zapomniałam przedstawić na blogu pierniczków. Dostałam je w prezencie od Blond Psiapsióły. Niestety zostały mi tylko dwa gdyż resztę pochłonęłam... nie ma u mnie leżakowania szczególnie kiedy pierniczki są inne niż moje i wyraźnie czuć w nich kakao. Nie ma jak kawa na drugie śniadanie w towarzystwie wielkiego piernika kakaowego :) oczywiście te malutkie to mojego autorstwa :)

 
Znalazłam też nareszcie czas by napisać co tam z moja Córcią. Byliśmy u lekarza i Pani doktor stwierdziła infekcję. Do końca tygodnia siedzimy w domu. Pani powiedziała, że dopóki jest biegunka nie ma mowy o wychodzeniu gdyż Blondas może być wówczas nosicielem zarazków i kogoś zarazić. Tak więc cierpliwie znoszę wymioty (trzeci już dzień), marudzenie i latanie z nocnikiem. Gotuję kaszkę jak dla małych dzieci. Bawię się ciastoliną i fimo (niedługo pokażę co nowego ulepiłam), oraz czytam książeczki, buduję z klocków i cierpię katusze martwiąc się o moją kruszynkę. Małżon zaopatruje mnie w czekoladę na poprawę nastroju ale i tak na niewiele się to zdaje bom strasznie zdołowana i zmęczona.

Komentarze

  1. o wiem dobrze coś o tym... trzymaj się dzielnie. a przede wszystkim Kruszynka niech się trzyma. u nas było tak samo... strasznie się bałam, kaszki w ogóle nie działały. dopiero domowy gesty bardzo długo gotowany (4h) rosół z indyka uspokoił mały brzuszek. to pierwsze jedzonko które się przyjęło. polecam naprawdę. potem przez trzy dni tylko rosołek moja mała jadła i brzuszek zaczął działać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji