Pierwszy chleb z garnka, placek drożdżowy z serem i tłumna środa

Z wtorku na środę nocowała u nas ciocia Klaudia. Swobodnie mogłam się wybrać na badania i oczywiście wyszłam z gabinetu pokłóta. Krew nie chciała mi lecieć i musiałam się wpierw porządnie napić. Po drodze zrobiłam też zakupy. Cóż było robić kiedy Wujaszek zapowiedział się do nas, prosząc o pizzę :)

Środa była tłumna. Odwiedziła nas moja Blond Psiapsióła. Mój duch doradczy u fryzjera, do którego się w końcu wybrałam. Fryzurę mam świetną, bardzo dobrze się w niej czuję szkoda tylko, że kolor taki beznadziejny. Za Chiny Ludowe nie mogę znaleźć rudego, ognistego koloru i moje futerko jest wypłowiałe i zdecydowanie za mało rude :(
Jakby atrakcji było mało wpadła też do nas moja druga Psiapsiółka z córeczką. Córcie dokazywały a my gadałyśmy popijając kawkę i zjadając placek drożdżowy z serem upieczony we wtorkowy  wieczór. Oczywiście bez rozlanej kawy się nie obyło ale atmosfera była świetna. Zaraz potem jak dziewczyny poszły do domu pojawił się Wujek Olo z M. Bardzo lubię kiedy coś komuś smakuje więc z ogromną przyjemnością wykonałam pizzę i patrzyłam jak co poniektórzy najpierw dostają ślinotoku a potem pochłaniają ze smakiem.

Na zakończenie dnia powrócił Małżon z informacją, że Blondasa i cioci nie odwiezie do babci jutro gdyż musi jechać wcześnie do pracy. Może  to zrobić dzisiaj. Tak więc o 21.30 zapakowaliśmy się do samochodu i wio przez zaspy, śniegi i zamiecie. Śnieg sypał prosto w szybę, nic prawie nie było widać a nasza gwiazda kosmosu pruła do przodu. Córcia w trasie zasnęła więc tylko ją rozebrałam i położyłam u babci na materacu.
Kiedy tak dawałam jej buziaka na dobranoc przypomniało mi się jak cudownie było nocować u mojej babci Manisi, inne zapachy, atrakcje typu łóżko polowe w pomarańczowe kwiaty... Chciałam położyć się razem z Blondaskiem i pobyć trochę dzieckiem, śpiącym, spokojnym...

Długi ten wstęp ale jako, że jestem sama w domu, tylko Stefan mi towarzyszy i to dość aktywnie,  mam czas. Jak miło to napisać... Spokojnie piję herbatkę, jem kanapki z chlebem orkiszowo-pszennym i serem, piszę ciesząc się chwilowo śpiącym kotem.  

A propos chleba, jedynym miłym gestem jaki spotkał  mnie w święta od T.Krauze było oddanie mi żeliwnej brytfanny po babci. Była zapuszczona, zatłuszczona bo przecież tatuś jak korzysta to nie czyści, ale doprowadziłam ją do stanu używalności i wczoraj upiekłam mój pierwszy chleb z garnka choć to nie garnek :) Przepis miałam znaleziony już dawno i korcił mnie orkiszem i rodzynkami ale nie chciałam go piec w zwykłej keksówce. Z małymi modyfikacjami przedstawiam Chleb orkiszowo-pszenny na zakwasie Liski oczywiście.


CHLEB ORKISZOWO-PSZENNY NA ZAKWASIE, Z RODZYNKAMI

100 g zakwasu żytniego
200 g mąki orkiszowej z pełnego przemiału (u mnie po 100 g maki pszennej pełnoziarnistej i orkiszowej pełnoziarnistej)
100 g wody

Wszystkie składniki mieszamy w misce, przykrywamy folią i odstawiamy na 12 godzin.

W tym samym czasie przygotowujemy:
50 g rodzynków
50 g gorącej wody

Rodzynki zalewamy wodą i odstawić na 12 godzin.

Na drugi dzień rodzynki razem z wodą, w której się moczyły dodajemy do zaczynu razem z następującymi składnikami:

100 g mąki orkiszowej z pełnego przemiału (u mnie pszenna pełnoziarnista)
400 g mąki pszennej (u mnie pół na pół orkiszowa typ 630 i pszenna zwykła)
200 g wody (u mnie ok.250 gdyż ciasto było za suche i nie dało się miksować)
1 łyżeczka miodu
10 g świeżych drożdży
1,5 łyżeczki soli

Wyrobiamy mikserem - ciasto będzie dosyć rzadkie (u mnie było gęste).
Garnek żeliwny wykładamy papierem do pieczenia, wlewamy ciasto, przykrywamy garnek przykrywką i odstawiamy do wyrastania na ok. godzinę.
Następnie wstawiamy garnek do zimnego piekarnika, nastawiamy temp. 230 st C i pieczemy ok. 30 minut. Po tym czasie zdejmujemy przykrywkę i dopiekamy chleb do zrumienienia (ok. 15 minut). Po upieczeniu wyjmujemy z garnka i studzimy na kuchennej kratce. Kroimy dopiero po całkowitym ostygnięciu.
Mi chleb się troszkę za bardzo zrumienił ale była to kwestia tego, że nie wiedziałam od kiedy mierzyć 30 minut pieczenia. Teraz wiem, że od włączenia piekarnika a ja piekłam od osiągnięcia 230 st. co było błędem.




Czekając aż Małżon przywiezie do nas Ciocię Klaudię we wtorkowy wieczór wypróbowałam moją nową formę ceramiczną. Choć do tarty ja upiekłam w niej placek drożdżowy z serem. Okazała się świetna. Nic nie przywarło, idealnie się zrumieniło. Ciasto wyszło pulchne, wilgotne i bardzo smakowite.

DROŻDŻOWY PLACEK Z SEREM

40 g drożdży
1 szkl. ciepłego mleka
1 łyżeczka cukru waniliowego

3 szkl. mąki pszennej
13 dag cukru
13 dag miękkiego masła lub margaryny
1 jajko + 1 żółtko
skórka otarta z 1/2 cytryny

na nadzienie:
60 g białego sera
łyżka śmietany
skórka otarta z 1/4 pomarańczy (lub zdjęta z pomarańczy i pokrojona z drobną kosteczkę)
2 garści rodzynek

Drożdże rozpuszczamy w odrobienie mleka z cukrem waniliowym i pod przykryciem odstawiamy na 10 minut by ruszyły. Po tym czasie do miski wkładamy pozostałe składniki ciasta i zagniatamy ręką. Odstawiamy na 30 minut w ciepłe miejsce. Łączymy składniki nadzienia.
Po tym czasie formę smarujemy masłem, wykładamy do niej ciasto. Na ciasto, łyżką, nakładamy ser lekko wgniatając go do środka. Odstawiamy na kolejne pół godziny by podrosło.
Piekarnik nagrzewamy do 170 st.C. Ciasto pieczemy ok. 40 minut patrząc by nie przyrumieniło się zbytnio.

 
Jeśli ktoś lubi ciasta lukrowane polecam polanie placka lukrem z soku z 1/2 cytryny i czubatej łyżki (do dwóch) cukru pudru.

Komentarze

  1. Przepysznie wygląda ten chlebek. Uwielbiam przypieczoną skórkę. Będę musiała wypróbować. Pozdrawiam, Aleex.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana! A gdzie Ty trzymasz te wszystkie blaszki, garnki, formy i foremki? Moja kuchnia wydawała mi się duża, ale w niej już taki ścisk! Może masz jakiś super patent jak to wszystko upchnąć?

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam w szafce i w szufladzie kuchenki a także niektóre wśród garnków na półkach, na razie mieszczę ale chyba już niedługo:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chlebek wyrósł Ci niesamowity. Przepiękny!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniały chleb, ma pięknie przypieczoną skórkę, bardzo lubię taką. I jeszcze z miodem i rodzynkami!

    OdpowiedzUsuń
  6. chleb wyglada cudnie:) na pewno jest pyszny:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny chlebek, chętnie wykorzystam przepis jaak tylko odważę się zrobić zakwas. Pozdrawiam i życze wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji