Pörkölt i poranne wynurzenia

Kolejna dziwna noc za mną. Dziwna bo przerywana co godzinę, z natrętnymi snami i pobudką 5.30. Od powrotu z Ustki jestem ciągle zmęczona... i zdołowana... Składa się na to kilka przyczyn. Nie mogę lepić z gliny na co dzień to raz (a mój, ponoć bez grosza brat, skacze ze spadochronu za 600 zł...). Po dwa przeżywam emocje Psiapsiółki, która zmaga się z nowotworem swego ojca. Trzy, Syncio chce siedzieć i marudzi bo jeszcze nie umie. I ma problemy z zasypianiem i spaniem dłużej niż 40 minut. I go znowu zsypało z przyczyn nieznanych tzn zjadłam 2 plasterki pomidora ale w poniedziałek a wczoraj go obsypało i nie wiem czy to możliwe, że to nadal pomidor! A na dokładkę zrobiłam Małżonowi węgierski gulasz pörkölt  i nie mogę spróbować!!! Was za to zapraszam do wypróbowania. Przepis zaczerpnęłam z książeczki "Podróże kulinarne. Kuchnia węgierska". No i ŁAPCIE 3000 KOMENTARZ!!!



PöRKöLT

400 gulaszowej wieprzowiny
1 duża cebula
4 pomidory (bez skórki)
1 czerwona papryka
2 ząbki czosnku, posiekane
szkl. bulionu mięsnego
1 łyżka ostrej mielonej papryki
1 łyżeczka słodkiej mielonej papryki
sól, pieprz
2 łyżki topionego masła

Paprykę i cebule czyścimy i kroimy w kostkę. Pomidory obieramy, wykrawamy ślad po szypułce i kroimy.
Mięso kroimy w kawałki i podsmażamy na maśle by się lekko zrumieniło.
Dodajemy warzywa, oprócz pomidorów, smażymy chwilę i zalewamy bulionem. Dusimy pod przykryciem ok 40 minut. Odparowujemy sos gotując kolejne kilka minut bez przykrycia i dodajemy pomidory. Gotujemy aż sos znowu się zredukuje. Przyprawiamy paprykami, sola i pieprzem. Autor przepisu sugeruje do podania ziemniaki ale Małżon wolał makaron.



A już niebawem zapraszam na Drożdżową struclę z musem jabłkowym i rodzynkami oraz na Sznycle z indyka marynowane w tymianku, z sosem porzeczkowo-jabłkowym.

Komentarze

  1. jest takie stare powiedzenir-fortuna kołem się toczy-powtarzam je sobie jak mantrę gdy tylko poczuję leciutki przedsmak zazdrości.
    Najplepiej cieszyć się jeśli kogoś bliskiego stać na coś więcej, zwłaszcza jeśli są to osoby z rodziny i przyjaciele i nie porównywać.
    Marianko ,chciałabym mieć taki zapał do gotowania
    jak Ty :)A maluch może reagować na wszystko,także na zmianę klimatu.
    pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, że szczęście innych powinno cieszyć, szczególnie tych bliskich tyle tylko, że ja mam poczucie, że mój brat korzysta z życia ile wlezie dzięki temu, że ustawił się w życiu tak a nie inaczej i to moim kosztem. Poza tym jeśli go faktycznie stać na tego typu przyjemności czemu w kółko powtarza, że jest bez kasy, kiedy przyjeżdża na Mazury do wspólnego domu czemu wraz z dziewczyną je to co my mamy w lodówce nie czując kompletnie żadnych skrupułów, nie dając nic od siebie? takie tam rożne mam wobec niego żale. Ma tupet, umie zadbać o siebie nie patrząc na innych ja głupia tylko ulegam prośbom i nie mam tego co bym chciała. Ot co słaba jestem.
    A co do Olafa to faktycznie może i zmiana klimatu.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  3. czasem warto postawić sprawę jasno,jeśli masz takie obiekcje wobec brata,po prostu ,bez złości i agresji powiedz jak się czujesz,wyznacz pewne granice ,co do lodówki również.Powiedz coś w stylu -o.k.dzisiaj ja Ciebie zapraszam na obiad,ale oczekuję ,że Ty fundujesz kawę i deser- zobaczysz jak zareaguje.
    Przypuszczam,że Twój brat nie ma jeszcze dzieci i rodziny,więc żyje trochę inaczej,po "studencku",co nie znaczy,że ma wykorzystywać sytuacje .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Brat jest 29cio letnich facetem który żyje sam dla siebie, ma dziewczynę ale dzieci nie. Z zamiarem uregulowania rożnych spraw dotyczących brata i tego co po rodzicach nam zostało noszę się od dawna ale jestem tchórzem śmierdzącym i się boję, że on nie zrozumie mojego postępowania a z rodziny właściwie mam tylko jego :( Nic to... dojrzewam powoli i pewnie niebawem osiągnę pożądany rumieniec i się przełamię :)

      Usuń
  4. Wszystko minie i się ułoży.
    Życie składa się z wielu różnych odcieni...
    A gulasz to ja bym chętnie zjadła!

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo apetycznie wygląda Twój Pörkölt. Jestem ciekawa, jak wymawia się tę nazwę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zielonego pojęcia nie mam!!! oj pojechałabym na Węgry :)

      Usuń
  6. Lubię takie dania i na pewno poprawiają humor :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji