Tarhonya z boczkiem, dobry lekarz i okropna przychodnia!

Pasę mego Małżona kochanego ostatnimi czasy oj pasę! niezbyt zdrowymi i lekkostrawnymi potrawami pasę. On nie narzeka i ja też zadowolona jestem bo pięknie w kuchni pachnie a sama żołądka nie obciążam. Danie na dziś było dość pracochłonne. Małżon zadzwonił, że syte i tłuste. Ups... ale i tak smakowało i to się liczy. 
Przepis z książeczki "Kuchnia węgierska. Kulinarne podróże".


500 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki soli
4 jaja
5 g smalcu wieprzowego400 g boczku w plasterkach pokrojonego na kawałki
1 cebula
3 ząbki czosnku
natka pietruszki do posypania

Make wsypujemy na stolnicę lub do dużej miski i mieszamy z solą.Po środku robimy wgłębienie i wbijamy jajka oraz dokładamy tłuszcz. Zagniatamy zwarte, gładkie ciasto. Przykrywamy je i odstawiamy na godzinę by podeschło. Kawałkami przecieramy ciasto przez rzadkie sitko lub ścieramy na grubej tarce wprost na omączona stolnicę.
Kluski zostawiamy na noc a następnie przed gotowaniem wrzucamy na gęste sitko i osypujemy z mąki.
Cebule obieramy i kroimy w piórka, czosnek siekamy.
W garnku rozgrzewamy łyżkę oliwy i rumienimy na niej cebulę, czosnek i boczek. Dodajemy kluski i zalewamy wodą (na szklankę klusek 2 szklanki wody). Solimy i gotujemy ok 5 minut pod przykryciem na małym ogniu.
Podajemy z chlebem posypane natka pietruszki.

 



Byliśmy dzisiaj z Syncien hen hen daleko czyli na ul. Siennej w Stolicy wcześniej zaliczając stemplowanie książeczek na uniwerku i wysyłanie paczek z zamówionymi przez różne osoby rzeczami. Taaa dam! w końcu odbyła się wizyta u alergologa, na którą czekaliśmy 3 miesiące... najpierw opiszę moje pozytywne wrażenia.
Otóż Pan doktor Ciołek był bardzo miły i skrupulatny, przeprowadził pełen wywiad. Porozmawialiśmy o mojej diecie i o diecie Syncia i o tym, że powinnam bardzo rozsądnie ja poszerzać. Czyli np. kaszki malinowe to nie najlepszy pomysł na początek... a kto mógł wiedzieć... pediatra ani słowem się nie odezwał... dostaliśmy skierowanie na rożne badania bo wg tego Pana doktora wyniki z poprzedniej morfologii wcale NIE BYŁY dobre!!! jutro dzwonie do Dziekanowa i się umawiam.

A teraz o złych stronach Przychodni. Stary, obleśny budynek z obdrapanymi ścianami i cała masą schodów! żadnego podjazdu ani windy dla wózkowców za to zakaz wjazdu wózkiem na korytarze z gabinetami!!! Byliśmy za wcześnie o godzinę więc musiałam wózek najpierw wtargać po kilkunastu schodach, następnie rozpakować ze wszystkich maneli i zabrać je wraz z Synciem na korytarz by w ogóle móc usiąść. Syncio w pewnym momencie chciał spać więc wózek z nim stał na korytarzu a ja obserwowałam go przez szybę. Nie dość, że byliśmy za wcześnie to wizyta opóźniła się o 30 minut za to trwała 50!!! (to plus, oczywiście wynikający z sumienności lekarza).

Mały akurat tylko podczas wizyty ryczał gdyż był znudzony i zniecierpliwiony a ja próbowałam rozmawiać z Panem doktorem. Z domu wyszliśmy przed 10ta  a z powrotem dotarliśmy przed17tą... nogi mi wlazły tam gdzie nie powinny i marzę by paść i nie musieć nic robić! ot taki intensywny do bólu dzień, dobrze, że chociaż owocny :)
Idę co poniektórych szykować do snu. Może siebie tez??? Miłego wieczoru!

Komentarze

  1. Uwielbiam te kluseczki!
    Nazywają się haluszki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie :) dziękuje za informację pojęcia nie miałam :)

      Usuń
  2. danie warte zapamiętania :) a wizyty u lekarza współczuję

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji