Derwisz, deszcz i ja

Ściana deszczu za oknem i szaruga we mnie... weekend minął niepostrzeżenie... w duszy mi derwisz tańczy, wpadam w dziwny stan...
 


Mieliśmy noc tylko dla siebie, wieczór i poranek. Blondyneczka pierwszy raz w życiu nocowała sama poza domem, u babci. Obyło się bez histerii i scen. Grzecznie się bawiła, spała i wstała a my mieliśmy choć kilka chwil na przypomnienie sobie co znaczy być we dwoje, tylko we dwoje, nie spieszyć się, delektować własną obecnością. Miało być poranne kino ale zadzwonił o 8ej rano telefon i byli wieczorni goście. Zamęt i rozczarowanie kładące się cieniem na cudownych chwilach. A dzisiaj ponurzyca, brak kulinarnych pomysłów i dwie Blondyneczki pod mą opieką. Wymieniłam na tydzień chłopca Blond na dziewczynkę i bardzo mi z tym dobrze. Tylko co ja im dam na obiad???

Komentarze

  1. Trzymaj się kochana! Deszcz niedługo przestanie padać i szaruga zniknie. Znów wróci lato. A na obiad - proponuję naleśniki - do tego miseczki z owocami, bitą śmietaną, serem, bakaliami. Niech dzieciaki pakują do nich co chcą! Uszy do góry!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem świetnie o czym piszesz. Dni bez trójki naszych dzieciaków były nam też bardzo potrzebne. Też miałam pomysł na naleśniki, ale już pewnie po obiadku. Ja w rezerwie mam jeszcze pomidorówkę - znam tylko jedno dziecko, które jej nie lubi. A jak fajnie w taką pogodę piecze się z maluchami ciasteczka ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji