Pierwsze fimokroki popełnione

Z różnych przyczyn na razie nie mogę wrócić na ceramikę. Bardzo żałuję i strasznie mi brak lepienia. Szperając po blogach odkryłam coś o tajemniczej nazwie FIMO... poczytałam o nim troszkę i doszłam do wniosku, że nadaje się na namiastkę tego czego mi tak brak. Zamówiłam kilka kolorów i zaczęłam próbować... pierwsze koraliki zrobiłam wczoraj przy jednym stole z Blondyneczką lepiącą z ciastoliny. Proste dwukolorowe. Po upieczeniu i polakierowaniu wypisz wymaluj cukierki Raczki.
Wczorajszego wieczora postanowiłam zrobić coś bardziej skomplikowanego. Wykonałam kilka wielokolorowych wałków, zaczęłam łączyć i ciąć, łączyć i ciąć. Rano, po schłodzeniu w lodówce były idealne do zkoralikowania. Niestety moja córka jest zafascynowana tym co leży w lodówce czy to jedzenie czy koraliki więc kilka z nich musiałam robic od nowa.
Efekty moich działań są dla mnie zadowalające. Tzn. wydaje mi się, że jak na pierwszy raz koraliki wyszły mi całkiem nieźle. W końcu nie od dziś wiadomo, że wprawa czyni mistrza.
Poniżej kilka fotek samych koralików i tego co z nich zrobiłam.


Komentarze

  1. Piękne! Pierwszy raz słyszę o fimo, ale juz mi się podoba;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też od raptem 2 tygodni wiem o fimo :) fajny jest blog http://szajajaba.blogspot.com/search/label/Polymer%20clay gdzie jest wiele cennych wskazówek. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji