Zakazy i Pszenno-żytnie szwedzkie bułeczki z rodzynkami, podejście drugie

Piekłam je jeden raz i bardzo mi smakowały. Tylko jeden gdyż dla Małżona nie do przełknięcia był aromat kminu, anyżu i kolendry w słodkich bułkach. Tym razem zredukowałam przyprawy do minimum, zastąpiłam też większość z nich innymi aromatami a także czym innym nadałam bułeczkom słodycz. Dla bułkowych pochłaniaczy, w niektórych czai się słodka niespodzianka...
Zapraszam też na Candy Urodzinowe mojego Drugiego Bloga.

20 g świeżych drożdży
50 g rodzynek
po szczypcie mielonego zielonego kardamonu, cynamonu i anyżu
50 g gryczanego miodu
30 g masła
300 ml mleka
280 g mąki pszennej
200 g mąki żytniej typ 720
3/4 łyżeczki soli
niespodziankowe kawałki gorzkiej czekolady, ilość dowolna ;)

Masło rozpuszczamy w garnuszku, podgrzewamy z mlekiem, miodem, solą i przyprawami.
Studzimy do temperatury pokojowej.
Rozkruszamy drożdże do miseczki i łączymy z płynem. Dodajemy rodzynki i stopniowo wsypujemy mąkę, zagniatamy ciasto (z powodu mąki żytniej, ciasto będzie raczej klejące).
Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrastania na 30-60 minut.
Z wyrośniętego ciasta formujemy bułeczki, uprzednio smarując dłonie olejem. Powinno nam wyjść 12-15 sztuk.
Wierzch bułeczek smarujemy delikatnie oliwą, prószymy mąką i odstawiamy do wyrastania na 30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do 220 st C. Wstawiamy bułeczki i pieczemy je ok. 10-12 minut.
Studzimy na kuchennej kratce.



A z newsów z prawie ostatniej chwili... Wczoraj od lekarza dostałam zakaz jeżdżenia do szpitala do ojca. Jak to stwierdził emocje i skurcze wszelakie idą w parze a szpital im sprzyja. Mam na siebie bardzo uważać i pamiętać o tym, że to dzieciątko we mnie teraz musi być najważniejsze!  Nie pisałam o tym tutaj ale w ubiegłą niedziele byłam u ojca... ma robione badania, wygląda okropnie, wczoraj gdy zadzwoniłam powiedział, że coś podejrzanego wyszło w tomografii głowy, jakieś guzy. Zaciągają mu jakieś zawrotne ilości płynu z płuc, raz 1,5 raz 2 litry... Leży cały czas pod tlenem, nie pije i nie pali i rozmawiało się z nim tak normalnie, że aż bolało... boi się i nic nie tłumi tego strachu. Pewnie mimo zakazu i tak w weekend na chwilę pojadę do niego, kto wie, przecież może i po raz ostatni...

Komentarze

  1. drożdżowe i z rodzynkami..pysznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. ech, życie,życie...3maj się wiewióro <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też przeżywałam trudne chwile, kiedy mój tata byl w szpitalu i lekarze nie mieli dla nas dobrych informacji. Trzeba mysleć pozytywnie i mieć nadzieję.Trzymam kciuki...

    OdpowiedzUsuń
  4. Marianko wiem co przeżywasz.Moja babcia jest w szpitalu,w bardzo ciężkim stanie.Nie mamy wpływu na to.Uważaj na siebie i na swoją kruszynkę.przytulam

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja zasada - nigdy nie słuchać lekarzy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś ostatnio wszystkim zdrowie szwankuje. Mój tata za kilka tygodni też wyląduje pod skalpelem. Ale trzeba myśleć pozytywnie. To jest najważniejsze. :) No i nie można zapomnieć o dosładzaniu sobie życia! Bo bez tego to każdy smutnieje. A bułeczki z czekoladą zapobiegają temu idealnie!
    Pozdrawiam i trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moje lubiane drożdżowe bułeczki;)pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo jestem ciekawa jak smakują bułeczki z takimi przyprawami, wyglądają świetnie:) Przykro mi z Twojej obecnej sytuacji, trzymaj się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji