Szafranowe zawijaski LUSSEKATTER czyli Niedzielne Śniadanie odc.9

"Fikę" kupiłam już jakiś czas temu. Do tej pory udało mi się upiec z tej książki tylko babkę piernikową ale to nie dlatego, że przepisy nie zachęcają, wręcz przeciwnie!!! jest tam za dużo fajnych receptur no i mam jeszcze inne nowe książki :)


Mimo niedzieli Córcia wstała dzisiaj o 5ej a ja razem z nią. Mam okrutny katar, wczoraj miałam temperaturę, więc spanie wcale nie przynosi ukojenia, wręcz męczy. W planach był chleb i bułeczki na śniadanie. Wcześniej myślałam o takich z waniliowym nadzieniem, także z "Fiki", ale w końcu zdecydowałam się na LUSSEKATTER. Okazały się niebywale delikatne, puszyste i mięciutkie!!! dawno nie jadłam tak delikatnego wypieku! słonecznie żółte, leciutko słodkie, idealne z masłem, dżemem lub tak po prostu do kawy. I są szybkie, łatwe w przygotowaniu. I Mały Łakomczuch również uczestniczył w zwijaniu :)
A jutro zapraszam na trochę kuchennej magii... na słodko.
W tle dzisiejszych zdjęć mój wczorajszy troszkę spóźniony prezent urodzinowy od Wujka Olka czyli mego brata. 
Kolejna, tym razem olejowana więc do normalnego użytku, własnoręcznie przygotowania przez niego, decha dębowa :)


wszystkie produkty powinny być w temperaturze pokojowej:
ciasto:
38 g drożdży
250 ml letniego mleka
660 g mąki
100 g masła
pół szklanki cukru pudru
jajko
pół łyżeczki soli

syrop szafranowy:
25 ml wody
25ml cukru pudru
pół grama szafranu
(od siebie dodałam pół łyżeczki kardamonu)

do posmarowania:
jajko
szczypta soli
pół łyżeczki wody
rodzynki

Gotujemy syrop szafranowy. Do wody wrzucamy cukier. Gotujemy minutę, wrzucamy szafran i kardamon.
Odstawiamy do ostygnięcia.
Do misy miksera kruszymy drożdże, wlewamy mleko i mieszamy. Dodajemy kawałki masła, cukier, jajko, sól, syrop oraz mąkę. Starannie wyrabiamy aż ciasto stanie się gładkie i elastyczne.
Zostawiamy pod przykryciem by urosło na ok. 30 minut.
Po tym czasie ciasto wyjmujemy na stolnicę, zagniatamy i dzielimy na 16 części. Z każdej formujemy wałeczek, zwijamy go z obu końców by otrzymać ślimaczka. Gotowe bułeczki układamy na blaszce wyłożonej papierem. Wtykamy rodzynki.
Bułki przykrywamy i zostawiamy na kolejne pół godziny.
Po tym czasie smarujemy bułeczki jajkiem wymieszanym z solą i wodą.
Pieczemy je w 250 st.C ok 5 minut!
Studzimy na kratce.

Komentarze

  1. Jakie barokowe zawijaski :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest coś magicznego we wstawaniu o 5 nad ranem, ta cisza, potem wschodzące słońce. Jeśli dołączysz do tego dobre śnaidanie, niedziela nie może być zła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz całkowita rację :) pozdrawiam słonecznie!

      Usuń
  3. ojej ale sliczne:) i deseczka też, maryzmi się taka duza, ciężka i stara,a ja znowu robilam amerykany z borówkami:) w niedzielny poranek nie chce mi się wymyślac,ale za to po poludniu robie hiszpańskie dinner party i po raz pierwszy wykorzystam patelnię do paelli(przywieziona z hiszpani, a jakże:)) od mojej tęsciowej, 3maj kciuki:)no i jak dobrze pójdzie to zrobie churrosy na deser (te od Nigelli)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow!!! ambitne plany! bardzo chciałabym sama przygotować kiedyś takie party :) będę trzymać kciuki mocno, żeby Ci się wszystko udało! a parę churrosów poproszę na wynos :)
      pozdrawiam słonecznie :)

      Usuń
  4. Śliczne zawijaski! A deska rewelacyjna, też taką chcę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) dzięki :) a co do deski brat robi na zamówienie :)

      Usuń
  5. Zawijaski cudowne, a Twoje pieczyste wygląda tak pięknie, że zażyczyłabym sobie:
    pierwsze na śniadanie, drugie na obiad i jeszcze z tym fajnym chlebkiem na kolację :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale mi miło gdy czytam Twoje słowa :) dziękuje :)

      Usuń
  6. Pyszne są. Mój O. robi je co roku przed Bożym Narodzeniem. Znikają często w bardzo dziwnych okolicznościach, tzn. pojawiam się i natychmiastowo znikam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. he he u nas też zniknęły... dziwne :)

      Usuń
  7. Też mam katar na maksa, więc łączę się w bólu;-) Decha przecudna, a bułeczek o takim kształcie jeszcze nie widziałam - piękne:-) Ale pozostali mieli ucztę jak wstali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zajadali aż uszy im się trzęsły :) tylko Małżon ubolewał nad brakiem nadzienia :)
      Dużo zdrówka zatem!!!

      Usuń
  8. widziałam na fb, wyglądają cudownie!:)

    OdpowiedzUsuń
  9. nawet wygladaja wiewiórkowato :) bursztynowe ciasteczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale fajne słowa od Ciebie :) pozdrawiam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji