Niedzielne przyjemności czyli Pastisio i makramowe cudeńka

Nigdy nie zapomnę chwili gdy Małżon po raz pierwszy w naszym pierwszym wspólnym mieszkaniu gotował obiad. Czekałam bite 4 godziny a niesamowite zapachy unosiły się po wynajmowanym zabójczym 30to metrowym lokum. Wtedy to zagościło u nas Pastisio. Było go tyle, że naczynie okazało się za małe i jedliśmy je 3 dni. Wczoraj postanowiłam sama zrobić to danie. Przepis inny i wrażenia inne. Mniej pyszne ale i tak smaczne. Dzisiaj dokończone we dwoje. Przepis zaczerpnięty z Kulinarnego Atlasu Świata "Grecja", z małymi modyfikacjami.

 
PASTISIO
 
po 250 g mielonej wołowiny i wieprzowiny
oliwa do smażenia
500 g makaronu rigatoni czyli krótkie proste rurki
pół pęczka tymianku
mały posiekany ząbek czosnku
sól, pieprz

sos beszamelowy:
łyżka masła
2 łyżki mąki
330 ml mleka
200 g sera typu gouda

Makaron gotujemy al dente. Mięso mieszamy z połową listków tymianku, przyprawiamy solą i pieprzem oraz czosnkiem. Podsmażamy na oliwie. W żaroodpornym naczyniu na przemian układamy mięso i makaron. Na samej górze powinien być makaron. Posypujemy resztą tymianku i zapiekamy w 180 st.C ok. 10 minut.
W tym czasie gotujemy sos beszamelowy. Masło rozpuszczamy w rondelku, oprószamy mąką i lekko rumienimy. Ciągle mieszając dolewamy małym strumieniem mleko. Trzeba uważać by nie zrobiły się grudki. Zagotowujemy, przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Ser trzemy na tarce. Makaron polewamy sosem i posypujemy serem. Zapiekamy kolejne 20 minut.



Po niedzielnym trójcowym obiedzie odwiedziła mnie bardzo kreatywna i twórcza koleżanka jeszcze ze studiów. Jako, że prowadzi bloga zorganizowałyśmy wymiankę i oto stałam się posiadaczka pięknego zestawu makramowej biżuterii. Miło spędziliśmy czas w towarzystwie jm i jej męża a na dokładkę sprzedałam kilka ceramicznych drobiazgów. A oto moje łupy. Szczególiki widoczne lepiej tutaj.

Komentarze

  1. Tak, to była wspaniała wymianka i wspaniały wieczór. Kolejny raz wielkie dzięki za wszystko!!!
    Już nawet mam pretekst do kolejnego wyjazdu:) mąką żytnia, hihi, ale może tak w drugą stroną podróż?

    OdpowiedzUsuń
  2. He he wszystko jest możliwe :) muszę tylko dogadać się z Małżonem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. takie sentymentalne dania smakują znacznie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. czytam, czytam... i okazało się, że jestem potwornie głodna! idę coś zjeść, ale niestety będzie to tylko kanapeczka pewnie... ale inspiracja do obiadu jest :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji