Kolejne chlebowe potwory, okno, pralka i Stefan

Czasami coś takiego mi się w głowie odzywa mówiąc "nie bierz się za to!". Tym razem chodziło o chleby. Miałam je upiec na dzisiaj ale z racji choróbska piekłam na jutro. Wszystko szło tak jak zwykle. Przepisy wypróbowane nie jednokrotnie a tym czasem spotkały mnie dwie wielkie niespodzianki. Chleb pszenno-żytni rósł pięknie a w rezultacie zbyt pięknie. Popękał nie kontrolowanie nie tylko w nacięciach ale i z boku. Chleb orkiszowo-pszenny z garnka z kolei urósł zbytnio tak, że dotykał pokrywy, do której przywarł. Owszem udało mi się go odczepić ale za to nie upiekł się jak trzeba, za mało spękał z wierzchu a w środku zrobił mu się purchel a co za tym idzie dziura... a oba chleby na zamówienie. Nie wiem co począć...


Stefan przedpołudniowy był szalony. Na dowód przedstawiam zdjęcia. Stefan w pralce i na blondasowej  sztalugowej tablicy. Czego się nie robi żeby wyjrzeć przez okno...

Komentarze

  1. Ten spękany długi wizualnie jest ok.
    A ten z dziurą w środku, pewnie jest bardo smaczny, ale jak przeszkadza Ci dziura i dasz radę powtórzyć, to spróbuj. No tak to jest z wypiekami, ale dla mnie i tak jesteś Mistrzem!
    Jeszcze czuję smak tych chlebków, którymi nas częstowałaś...
    W razie czego tym z dziurą mogę się jutro zaopiekować. Będzie dla P. a jemu dziury nie przeszkadzają, wciągnie wszystko:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. stefan zdecydowanie rozbraja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. jaki cudowny kot - uwielbiam takie słodkie rudzielce :-) a chleby... tym razem nie wyszły ale następnym razem na pewno wyjdą idealne - tak to jest gdy nam na czymś zależy :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji