Blondhorror

Dzień potworny na szczęście zbliża się ku końcowi...

Po niedzieli nastał poniedziałek a z nim Blondas płci męskiej zadzwonił do drzwi.
Przywitałam go uśmiechem a on mnie rykiem. Nie wiem już co mam robić. Staram się być dla niego miła ale to nic nie daje. Chłopiec jest kompletnie nie wychowany, puszczony  w domu samopas i po długim weekendzie przyjeżdża w towarzystwie swoich złych nawyków. Pracuje z nim ale wystarczy kilka dni w domu i szlag trafia to czego go nauczyłam.
Przykładem może tu być rzecz prozaiczna a mianowicie MLASKANIE. Już od jakiegoś czasu nie mlaskał ale dziś przy porannej kanapce słychać tylko było jak ozorem pracuje. Już o kozach na ścianie nie wspomnę... tu musiałam zastosować radykalne środki czyli wielkie, zimowe rękawice Małżona włożone na małe łapki Blondyna. Poskutkowało i nawet chłopiec teraz to wspomina prosząc grzecznie o chusteczkę na gluta.
Poza tym jest to jedno z tych dzieci, które wcale nie wydaje się być sympatycznym. Budzi niechęć i dzieci, i dorosłych (moje psiapsióły też to zauważyły więc to raczej nie wymysł mojej rudej głowy). Mam tez problem z tym w jaki sposób dbają o niego rodzice tzn jak nie dbają... długie brudne pazury, długie włosy, brudna głowa z zapuszczoną ciemieniuchą, za małe, podarte i brudne ubrania... a kasy jak lodu. Kilka samochodów, dom, rozmaite hobby, sprzątaczka. Czasem to ręce i nogi mi opadają np dzisiejszego poranka. Mamusia Blondyna z dumą poinformowała mnie, że obcięła mu włosy maszynką. Wszystko byłoby super gdyby nie te nieostrzyżone kosmyki tu i ówdzie rozsiane po głowie... i ta czerń spomiędzy włosów się wyłaniająca... Nie mam słów...

Komentarze

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji