Różowe niebo

Oj piękny to widok... słoneczko zachodzi dając bajeczną poświatę. Aż dziw po tak paskudnym dniu, pełnym wiatru i pochmurnego nieba.

Pochmurnie u mnie niestety nie tylko za oknem... jakiś mam podły nastrój od dwóch dni. Samotna się czuję... taka bezrodzinowa i niespełniona we wszystkich sferach życia... no może poza byciem mamą, to w końcu córcia jest moim największym skarbem.
Dziwnie mi też z powodu niepisania wczorajszego. Dzień minął nie wiadomo kiedy. Rodzinnie, miło, w sklepie i przy kuchence. Nawet wspólne uliczne lodowanie.
Obiad wymyślił Małżon gdy byliśmy na zakupach. Fasolka szparagowa po raz pierwszy w tym roku. Z bułeczką smażoną na maśle. Na deser biszkopt z bita śmietaną, truskawkami i galaretką na jego specjalne zamówienie. Kolacyjnie indyjski you can dance w towarzystwie grzanek z masełkiem czosnkowym, bryndzą/mozzarellą czyli było co kto woli...
Przepis na biszkopt może jutro jak mi cierpliwości do Blondasów starczy i dadzą mi choć na chwilę zasiąść do pisania.

Poza tym moje plany kulinarne zapowiadają się następująco:
1. Tadżin z kurczaka czyli arabskie danie w oparciu o przepis z Kulinarnego Atlasu Świata, z pomidorami, śliwkami, imbirem, rodzynką w sąsiedztwie miodu i cynamonu.
2. Torta Di Navacchio w mojej modyfikacji, ze skórką cytrynową i pomarańczową oraz gorzką czekoladą ze skórką pomarańczy.

PS> Dziś też nie szalałam w kuchni zbytnio. Pochłonęliśmy z dzieciakami kotleciki z ryby robione w sobotę z ugotowanym kalafiorem polanym masełkową bułką na rumiano, skończyliśmy także muffinki a Małżon na kolację dostał pizzę.

Komentarze

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji