Brrrr...

Krople deszczu uderzające w okna tuż nad moją głową są tak głośne jakby ktoś walił kamieniami... nie trudno jest więc się obudzić. Kołdrę i poduszkę wzięłam pod pachę i znalazłam schronienie na wysłużonej już wersalce. Tak upłynęła mi ta krótka 5cio godzinna noc.
Jak na razie Blondyneczka jest dziś w miarę grzeczna. Zauważyłam, że bardzo dla niej ważne jest to by po wstaniu zastać jeszcze Małżona. Nie dziwię się jej, w końcu bardzo mało czasu spędza z tatą. Wczoraj i dziś udało im się spotkać więc atmosfera jest lepsza niż zwykle a już za dwa dni będziemy razem ponad tydzień!!!

Kaszel męczy mnie nadal i ogólne przeziębienie a ponieważ wyjazd zbliża się wielkimi krokami postanowiłam jednak coś połykać. Może poczuję się lepiej? Mazury już czekają a przede wszystkim ja czekam na tę chwilę kiedy wysiądę z samochodu i poczuje zapach... zawsze taki sam... drewnianego domu, jeziora, lasu, wszystkiego po trosze. Planuję już troszkę menu grillowe. Dziś mam zamiar przygotować mięso na burgery, któregoś dnia chciałabym zrobić też boczek w piwie a także, niekoniecznie do burgerów ale np. do karkówki, zaserwować kapustkę hindi wg "Piegowatych myśli moich". Lubię kapustę, szczególnie młodą a jeśli mogę z nią poeksperymentować to się cieszę.
A dzisiaj bez szczególnych szaleństw czyli marchewka z groszkiem i ziemniaczkiem z nutką curry albo zupka jakaś może... jeszcze nie zdecydowałam.

Komentarze

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji