ogłaszam Dzień Wolności dla Wiewiórek i zapraszam na Goujon z Kurczaka

Tak! udało mi się wyekspediować córcię do babci a Małżon jak to zwykle przed urlopem wywędrował do pracy. Mam czas tylko dla siebie... może to kogoś zdziwi ale od 6.47 (z małą przerwą na zjedzenie musli i pisanie bloga) sprzątam. Na razie uporałam się z łazienką. Zaraz będę odkurzać a następnie myć podłogi i polerować meble czymś anty kurzowym.
A potem mam zamiar poszaleć w kuchni. W planach dzisiejszych mam zrobienie jakiś muffinek, kotlecików z ryby, świeżych ziół oraz chili z nutką cytrynową a także Torta Di Navacchio... czyli apetycznie wyglądającego ciasta, które zerka na mnie ze zdjęcia w magazynie Kuchnia (6/2010).

A oto wspomnienie dnia wczorajszego czyli powtórka z rozrywki zwana również druga odsłoną Goujon z kurczaka (przepisu Jamiego Olivera).
Tym razem dodałam mniej chili by męża nie piekło w jęzor, no i zapomniałam skropić cytrynką... i tak wyszło pyszne choć podobno (jak zwykle wszystko) za mało słone...


Podwójną pierś z kurczaka pokroiłam na grube paski, 1/2 chili i imbir posiekałam, chili oczywiście drobniej, imbir w cienkie plasterki. 2 dymki pokroiłam dość drobno i wymieszałam z łyżka miodu gryczanego oraz sosem sojowym. Przyprawa 5 smaków czekała w pogotowiu. Najdłużej gotowała się woda na makaron jajeczny. Wrzuciłam makaron i zaczęłam smażenie kurczaka.
Olej, kurczak z chili i imbirem, potem szybko łyżeczka Przyprawy, mieszamy, rumienimy, dymka z miodem i sosem sojowym a po kilku chwilach odcedzony makaron z posiekaną kolendrą. Całość powinna być jeszcze skropiona cytrynowym sokiem.

Tym razem zrobienie tzn. usmażenie samej mięsnej bazy zajęło mi ok 6 minut  czyli znowu dłużej niż w przepisie. Zapach powalał... mniam, mniam, mniam!!!! smak też. Pyszne słodko ostre połączenie z orzeźwiającą nutką cytryny i kolendry.

Komentarze

  1. Wojowniczko, jesteś niesamowita, muffiny, kotleciki z ryby oraz Tarta, do tego sprzątanie, kiedy Ty z tym wszystkim zdanżasz? Dobrze, że zostaje czas na blogowanie bo mogę się ponapawać. Ja zaraz idę do pracowni, ciekawe co tam przygotowała na obiad moja żona Dorotka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Rysiu jakoś się z tym wszystkim wyrabiam choć czasami jest mi ciężko szczególnie jak dwójka Blondasów mnie dopada :) dziś mogłam zrobić wszystko po malutku i w swoim tempie a nawet zdążyłam odpocząć :) Pozdrowionka dla Dorotki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji