Ni to słońce, ni to chmury no i mamy dzień ponury... czyli nocna batalia nr 1

Ha ale mi się zrymowało!

Moja Blond Córka dała mi dzisiaj popalić. Obudziła się o 3.51 już gotowa do zabaw lalkami i czytania książeczek (dobrze, że znam je już na pamięć to przynajmniej oczy mogłam mieć zamknięte). Wcześniej kilka razy popłakiwał więc też wstawałam. Balowała do 5ej z minutami co chwila wymyślając co innego a ja krok w krok za nią polegując gdzie się da jakoś próbowałam przetrwać. Walkę toczyłam zawzięta z nią i z moimi powiekami. W końcu Córcia ubrała się w rajstopki i bluzeczkę, napiła mleka, umyła zęby i wylądowała u nas w łóżku. Tym razem przytuliła się do Małżona, nakryła jego kołdrą i jakimś cudem zasnęła. Oczywiście ja po sekundzie też. Nie wiem kto wygrał tę batalię bo zmęczenie odczuwam straszne. Niestety z racji nie poznanych planów opiekunów Blondasa musiałam się zwlec przed 7mą. Niedawno zabrzęczał sms i dopiero dowiedziałam się, że chłopiec przybędzie po 9ej czyli mogłam sobie pospać bo moja Blondyneczka chrapie zawzięcie  nadal.

Mam na dzisiaj w planach kulinarnych wykonanie halawy czyli deseru hinduskiego z kaszki manny w połączeniu z bananem, bakaliami i przyprawami. Wszystko to smażone na maśle... już nie mogę doczekać się tego smaku.
Na obiad potrawka z kurczaka i ryżu gdyż zaległa, wzgardzona przez Małżona, w lodówce i ktoś się musi nad nią zlitować..

Komentarze

  1. To pozdrawiam przymusowego Rannego Ptaszka! Ja wprawdzie nie zostałam obudzona przez dziecię,ale obudziłam się sama i z chęcią zaczęłam dzień.
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Za wszystkie słówka od Was dziękuję :) a za weryfikacje przepraszam, spamerzy nie dają mi żyć :(

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji