Czas trawy...

Upał nastał niesłychany. Nawet w mieszkaniu mam blisko 30 stopni. Dla mnie to koszmar. W dodatku podkusiło mnie żeby coś upiec... Rabarrbarros w wersji rabarbarowo truskawkowej.

Ostatnie dwa dni koczowałam z Blondasami w sporej części na dworze. Plac zabaw jest istnym piekłem ze względu na parzące huśtawki i zjeżdżalnie ale trawnik pod oknem Black Psiapsióły okazał się idealny. Kocyk, piłki, guma do skakania, książeczki i czas dzieciaków został zapełniony. Poza tym mieszkanie Psiapsióły ma zgoła inny (bardziej arktyczny he he) klimat niż moje więc pojąc się pyszną kawką z ekspresu i zajadając ciasta spędziłam tam wczoraj calutki dzień. Dopiero dzień chylący się ku końcowi dał nam szanse wyjścia na plac. Tym razem już bez Blondasa płci męskiej, po którego przyjechała mama,  więc było troszkę spokojniej.
Dziś mimo wczesnej pory znowu jest skwar więc jak tylko skończę pisać i wyjmę ciasto z piekarnika lecimy do bloku obok, do oazy chłodu i kawy z pianką i posypka czekoladową.

PS> takie dni lenistwa i zabaw na świeżym powietrzu przypominają mi moje dzieciństwo, beztroskę, i mnóstwo fajnych gier... jak szalona latam z dzieciakami krzycząc "Hali, hali dom się pali!" albo leżąc jako ten stary śpiący niedźwiedź. Miły to czas i jakiś taki nostalgiczny... przeżywam jeszcze raz dzieciństwo razem z moją córką.

Komentarze

Zimowy pilaw z pęczaku - na wizji